Czas na pogłębioną refleksję
Piątek, 27 marca 2020 (20:52)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ograniczanie liczby uczestników we Mszy św. to Pana zdaniem racjonalny pomysł?
– Oczywiście należy rozumieć intencję tego rozporządzenia, ale jeśli chodzi o ograniczenie udziału w nabożeństwach do ilości pięciu osób, to można i trzeba tutaj dyskutować. Zwłaszcza że w innych miejscach, np. w środkach komunikacji publicznej, autobusach czy chociażby w sklepach, może się gromadzić jednorazowo więcej osób. Musi się zatem pojawić pytanie, dlaczego w kościele to ograniczenie, ten przepis jest tak daleko posunięty.
Pokazujące absurd całej sytuacji jest ogłoszenie w sieci, że ksiądz czy księża do odprawiania Eucharystii wynajmą autobus, w którym może być 25 osób, bo w kościele może być tylko pięć…
– To obrazuje problem, o którym rozmawiamy. Przyznam, że nie znam argumentów za tym, żeby zapis rozporządzenia w sprawie przestrzegania zasad bezpieczeństwa w związku z koronawirusem – skądinąd konieczny, był aż tak rygorystyczny co do świątyń.
Może przydałby się apel, żeby zmienić zapis rozporządzenia w sprawie przestrzegania zasad bezpieczeństwa, skoro w autobusie czy w hipermarkecie może być więcej osób?
– Z tego, co mi wiadomo, takie apele zgłaszane przez pojedyncze osoby czy przez grupy ludzi już są i pewnie nadal będą. Oczywiście zawsze jest pytanie o argumenty, o racje, bo za tym wszystkim musi stać argument rozumu, a nie tylko przekonanie, że tak chcemy, że tak będzie lepiej, bo argumenty, które pan redaktor wymienił, pokazują, że nie wszystkie i nie wszędzie te restrykcje dotyczące gromadzenia się obywateli są aż tak daleko idące.
Sklep czy autobus może być ważniejszy niż kościół, ale tylko dla niektórych, bo dla ogromnej większości Polaków – ludzi wierzących i praktykujących – udział we Mszy św. jest ważniejszy.
Jakie na dłuższą metę mogą być konsekwencje braku praktyk religijnych dla wspólnoty religijnej, dla naszego życia duchowego, ale też dla naszej psychiki, czy może to pozostawić trwały ślad?
– Skutkiem tego stanu rzeczy może być umocnienie naszej wiary, ale z tej pandemii koronawirusa możemy też wyjść zdegradowani. Wszystko zależy od tego, jak ten czas przeżyjemy. Przypomnę, że różne ograniczenia były już w dawnych czasach, kiedy panowały gorsze epidemie niż ta współczesna. Jeśli wyjdziemy z tego umocnieni, to wówczas zrozumiemy, jak lekce sobie ważymy sakramenty, które mamy, na co dzień dostępne, rzecz można na wyciągnięcie dłoni.
Puste świątynie, które nas dzisiaj szokują w Polsce, kiedy za pośrednictwem środków społecznego przekazu oglądamy transmisje Mszy św. czy innych nabożeństw, np. pusta kaplica Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, pusta świątynia Opatrzności Bożej czy inne kościoły, są dniem codziennym na Zachodzie. Jeden z moich przyjaciół – kapłan, który posługiwał we Włoszech czy we Francji, mówił, że to, co my dzisiaj obserwujemy w Polsce, te pustki w świątyniach, tam była to codzienność i to nie w czasach epidemii, tylko na co dzień.
Dzisiaj to nas szokuje, dlatego, owszem, możemy doświadczać braku uczestnictwa w Eucharystii i bardziej cenić sobie życie sakramentalne, które jest fundamentem duchowości i rozwoju duchowego każdego chrześcijanina. Z drugiej strony możemy też uznać, że to nic nie znaczy i skoro w czasie pandemii mogliśmy żyć bez fizycznego uczestnictwa we Mszy św., bez sakramentów, to równie dobrze – wzorem Zachodu – możemy się także dyspensować w innym czasie.
A może Pan Bóg chce nam coś powiedzieć przez to doświadczenie pandemii koronawirusa?
– Owszem, zresztą pandemia koronawirusa, która dzisiaj dotyka świat, wcale nie musi być ostatnią, bo grzechy świata są potężne, niestety dzisiaj nie mamy też zdolności czytania znaków czasu. Tymczasem to, co przeżywamy, powinno być pogłębione, co więcej – nie możemy dłużej lekce sobie ważyć znaków. Świat nabrał zbytniej pewności siebie, również przez Polskę cały trend demoralizujący szedł szeroką falą. Czas zatem na refleksję i na odwrócenie się od zła.
Wszystko wskazuje na to, że z uwagi na pandemię przez jakiś czas wielu z nas nie będzie mogło uczestniczyć w nabożeństwach. Zbliżają się Święta Wielkanocne, Triduum Paschalne, jak zatem praktykować wiarę w tych trudnych czasach?
– Kościół zaleca wysłuchiwanie Mszy św. za pośrednictwem środków społecznego przekazu i powinniśmy z tej możliwości korzystać, ponadto powinniśmy wejść w ascezę wielkopostną. Ta sytuacja, czas epidemii uzmysławia nam również przygodność bytu ludzkiego, przygodność naszego życia, które jest kruche, słabe i wystarczy niewiele, aby z pozoru niegroźna bakteria czy wirus nas powaliły, zniszczyły życie gospodarcze, społeczne wielu państw.
Myślę, że jest to odpowiedni czas, kiedy z modlitewną refleksją i pokorą możemy popatrzeć wstecz, na całe swoje dotychczasowe życie. Człowiek jest, żyje w określonym czasie i miejscu, nasze życie jest przygodne, jesteśmy przechodniami przez Ziemię, a nasze życie jest całkowicie zależne od Stwórcy. Dlatego w odniesieniu do Boga Stwórcy powinniśmy podporządkowywać swoje cele życiowe.
Jeśli nie podejmiemy takiej pogłębionej refleksji, to możemy wyjść osłabieni, ale jeśli wyciągniemy wnioski i zechcemy odczytać to, co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez te wszystkie znaki, to mamy szansę wyjść z tego kryzysu możliwie najmniej zniszczeni, poturbowani, co więcej – mamy szansę odnowić swoje życie duchowe. A zatem mogą być jeszcze bardzo różne skutki tego kryzysu związanego z pandemią koronawirusa. Zatem obyśmy z tej próby czasu wyciągnęli wnioski i wyszli silniejsi, odnowieni.
Spotkałem się z opinią ludzi, którzy uważają, że wiara uchroni ich przed zakażeniem koronawirusem, dlatego nie unikają kontaktów z innymi. Czy to roztropne?
– Musimy pamiętać, że nasza wiara chrześcijańska nigdy nie pozostaje w sprzeczności z rozumem, tzn., że Pan Bóg mówi do nas niejako w dwóch księgach, w dwojaki sposób. Poprzez porządek stworzenia, bo tam jest zapisana myśl twórcza Boga, którą odczytujemy, przyglądając się dajmy na to ptakom, roślinom, całemu naszemu życiu. I w tym sensie człowiek oddaje cześć Bogu, uzgadniając swoje życie i swoje decyzje z porządkiem natury, tzn. nie spożywa byle czego, tylko to, co Pan Bóg daje nam do jedzenia, nie wychodzi nieodziany na dwór, kiedy jest zimno, tylko ubiera się odpowiednio do pogody i panujących warunków atmosferycznych itd. Innymi słowy, szanując pewne prawa w naturze, oddaje cześć Bogu zgodnie z tym, jak Stwórca to uporządkował. I to jest pierwsza kwestia.
Natomiast drugą jest Objawienie, czyli kwestie ostatecznie dotyczące życia wiecznego i to jest w Piśmie Świętym, w tradycji i Magisterium Kościoła nam dane, ale to nie jest w sprzeczności, ale w ładzie i porządku, w związku przyczynowym, a więc jedno z drugim jest związane. Jest to zatem ład racjonalny i w tym sensie, jeśli ktoś mówi, że on się stosuje do zasad wiary, ale nie stosuje się do porządku naturalnego, to tak jakby powiedział, że nie musi jeść, bo wystarczy, że przyjmuje Komunię Świętą. Takie podejście nie jest obrazem wiary, która jest na wskroś racjonalna i szanuje porządek stworzenia. I w tym względzie taka postawa, o której pan redaktor mówi, jest nie tylko nieroztropna, ale w sprzeczności z chrześcijaństwem, bo grzech nigdy nie jest w zgodzie z zasadami wiary. Innymi słowy, jeśli niszczymy ład w naturze, to grzeszymy.
A zatem nie należy wystawiać Pana Boga na próbę i wierząc, zachowywać się racjonalnie?
– Dokładnie. Pan Bóg czasem ingeruje w świat w sposób ponadnaturalny, poprzez cuda, a więc przez coś, co wykracza poza porządek natury, bo Pan Bóg jest Wszechmocny. Jednak Bóg czyni to rzadko, a jeśli już, to po to, żeby nam coś specjalnego powiedzieć, dać jakiś znak, jakieś przesłanie, a nie po to, żeby spełniać widzimisię jednej czy drugiej osoby. Oczywiście cuda były, są i – jeśli Bóg da – będą, ale mają one umacniać naszą wiarę, a nie wystawiać Pana Boga na próbę. W Piśmie Świętym jest wyraźnie napisane: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Łk 4,12). Krótko mówiąc, oczekiwanie, domaganie się tego, żeby Pan Bóg czynił cuda, bo o to tu tak naprawdę chodzi, żeby działał ponadnaturalnie, w gruncie rzeczy jest przejawem pychy.