Prawo do opieki
Piątek, 27 marca 2020 (11:31)– Główny Inspektor Sanitarny nie wydał żadnych zaleceń, które zakazywałyby rodzicom chorych dzieci przebywać wraz z nimi na oddziałach szpitalnych. Obecnie, pomimo stanu epidemicznego w Polsce, nie ma takiej konieczności – wskazuje Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS.
To odpowiedź przekazana „Naszemu Dziennikowi” przez rzecznika prasowego GIS w sprawie doniesień o tym, że w jednym ze szpitali dziecięcych zabroniono towarzyszenia dzieciom przebywającym na oddziałach szpitalnych przez ich rodziców.
Chodzi o sytuację m.in. w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w Bydgoszczy. Dyrektor tamtejszej placówki wprowadził zakaz przebywania na oddziale rodziców wraz z chorymi dziećmi. Nie dotyczył on matek karmiących oraz opiekunów dzieci niepełnosprawnych. Wszystko z powodu pandemii koronawirusa. Obostrzenia szpitala mają zmniejszyć ryzyko potencjalnego rozprzestrzeniania się choroby.
Rzecznik pyta
Informacja oburzyła rodziców, którzy interweniowali w tej sprawie u Rzecznika Praw Dziecka. – Wiadomość ta dotarła do mnie kilka dni temu. Skontaktowałem się w tej sprawie z dyrektorem bydgoskiego szpitala dziecięcego. Uważam, że szczególnie w tym trudnym czasie dzieci, które są dotknięte różnymi chorobami i muszą być w szpitalu, powinny mieć wsparcie swoich rodziców. Powinniśmy wykazać się szczególną wrażliwością na relację miłości i czułości rodzicielskiej – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Mikołaj Pawlak, rzecznik praw dziecka.
Podkreśla, że dzieci słyszą i widzą, chociażby w mediach, co się dzieje w Polsce i na całym świecie. Wyczuwają zagrożenie i boją się. Dlatego – jego zdaniem – obecność przy nich rodziców jest niezbędna. – To oni dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa, są bardzo ważną częścią terapii – argumentuje Pawlak. Rzecznik podaje przykłady wielu innych szpitali dziecięcych, które pomimo wykrytego koronawirusa nie zdecydowały się na tak drastyczne działania. – Centrum Zdrowa Dziecka w Warszawie czy Instytut Matki Polki w Łodzi nie zabroniły obecności rodziców przy łóżkach swoich dzieci.
Trudno sobie wyobrazić taką sytuację, żeby dziecko, szczególnie to małe, było pozbawione opieki i wsparcia rodzica – uważa Pawlak. W jego opinii, teraz jest to szczególnie potrzebne obu stronom, zarówno dzieciom, jak i lekarzom. – Wiele osób pracujących w placówkach medycznych musi zostać w domu i opiekować się własnymi dziećmi. To zrozumiałe. W końcu wszystkie szkoły i przedszkola są zamknięte. Wobec braków kadrowych na niektórych oddziałach szpitalnych pomoc rodziców wydaje się oczywista – tłumaczy.
Rzecznik dziękuje za zaangażowanie lekarzy i jednocześnie apeluje do zarządzających placówkami medycznymi o skorzystanie z pomocy rodziców. – Wiem, że te regulacje wprowadzone zostały w kilku szpitalach w naszym kraju z pewnej ostrożności. Rozumiem obawy dyrektorów placówek medycznych, ale te restrykcje dotyczą dzieci i uważam, że nie są one konieczne – akcentuje Mikołaj Pawlak.
Wyzwanie dla personelu
Stanowisko Rzecznika Praw Dziecka popiera Michał Woś, minister środowiska, który od połowy marca choruje na COVID-19. Zakażona została też jego żona i dziecko. – Nie wyobrażam sobie, żeby z powodu koronawirusa moja kilkunastomiesięczna córka miała zostać sama na oddziale pediatrycznym – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Michał Woś. Minister zauważa, że inne szpitale przyjęły zasadę, że stan wirusologiczny rodzica jest tożsamy ze stanem dziecka.
– Dlatego pozwalają matce albo ojcu zostać z dzieckiem – wtedy muszą być zdyscyplinowani i poddać się reżimowi izolacji – zwraca uwagę. Jego zdaniem, decyzja bydgoskiego szpitala jest o tyle niezrozumiała, że w trakcie i po takim pobycie w szpitalu dziecko może przeżywać silną traumę. To nie wszystko. – To też gigantyczne wyzwanie dla personelu medycznego – poradzić sobie z całym oddziałem małych dzieci płaczących za rodzicami – dodaje Michał Woś.
Minister uważa, że w obliczu trudnej sytuacji w kraju obostrzenia, jakie wprowadził bydgoski szpital, mogłyby być rozważane w przypadkach wyjątkowych, a nie jako powszechny przepis. – Rozumiem, że zdarzają się trudne sytuacje, np. ciężkiego stanu wcześniaka, dlatego ograniczenia dla rodziców powinny być przy indywidualnej ocenie przypadku, a nie jako generalna zasada w szpitalu – wyjaśnia minister. Zapewnia nas, że rozmawiał na ten temat z Rzecznikiem Praw Dziecka i cieszy się, że została już w tej sprawie podjęta odpowiednia interwencja.
Stanowisko szpitala
Jak dotąd wszystko wskazuje na to, że decyzja dyrekcji szpitala w Bydgoszczy nie zostanie cofnięta. Edward Hartwich, szef palcówki, w odpowiedzi na prośbę RPD wskazuje, że mamy do czynienia z pierwszym na tak wysoką skalę kryzysem epidemicznym. – Na podstawie doświadczenia lekarzy włoskich i hiszpańskich wiemy już, że prewencja powinna wyprzedzać, a nie gonić skutki rozprzestrzeniania się koronawirusa – czytamy w liście Edwarda Hartwicha. Dyrektor przytacza przykłady zamykania szpitali lub oddziałów, w tym pediatrycznych, z powodu zachorowań personelu. Wskazuje także sytuacje nieodpowiedzialnych zachowań opiekunów dzieci, którzy świadomie oszukują lekarzy na temat stanu zdrowia członków rodziny.
– Zamykanie oddziałów czy szpitali jest najgroźniejszą sytuacją, której skutkiem jest ograniczenie chorym dostępu do leczenia w szpitalu – podnosi Hartwich. U wielu małych pacjentów bydgoskiego szpitala prowadzone są specjalistyczne programy lekowe i oni wymagają szczególnych warunków hospitalizacji. Obciążenie tych dzieci zakażeniem wirusowym może być, w opinii lekarza, śmiertelnym niebezpieczeństwem. – Niestety, decyzja o radykalnym ograniczeniu kontaktu dzieci hospitalizowanych z rodzicami w istocie sprowadza się do wyboru między życiem a śmiercią. My wybieramy życie pacjentów – podtrzymuje swoje stanowisko dyrektor szpitala.