• Piątek, 3 kwietnia 2020

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Państwo jest dla obywateli, nie dla „swoich”

Czwartek, 26 marca 2020 (19:09)

Z dr. Tomaszem Rzymkowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy w sytuacji pandemii koronawirusa widzi Pan sens organizowania w tradycyjnej formie posiedzenia Sejmu?

– Z całą pewnością nie będzie to tradycyjna forma obrad, będą podwyższone środki ostrożności, środki bezpieczeństwa związane z epidemią koronawirusa. Ze względu na zmianę organizacji pracy na pewno nie będzie to normalne posiedzenie Sejmu, stanie się jedynie zadość formalnej stronie i nastąpią zmiany w regulaminie, które pozwolą na to, aby głosować zdalnie. Z tym że można było tego uniknąć, bo fizyczna obecność nie jest rzeczą najistotniejszą.

Wiele parlamentów na świecie w obecnej sytuacji stara się poprzez albo reprezentację poszczególnych ugrupowań, albo za pośrednictwem środków komunikacji, na odległość w taki sposób podejmować decyzje, aby nie działać przeciwskutecznie wobec tych zasad, które w obliczu zagrożenia pandemią wszyscy staramy się przestrzegać. Jednak to, co się wczoraj wydarzyło, kiedy utworzyła się koalicja Platformy i Konfederacji, to jest rzecz niebywała, to jest działanie antypaństwowe, a do tego skrajnie nieodpowiedzialne.

Chodzi o to, że gdyby Platforma i Konfederacja zachowały się jak inne ugrupowania zasiadające w polskim parlamencie, to wówczas nie trzeba byłoby dzisiaj o godz. 14 odbywać posiedzenia Sejmu tylko i wyłącznie w celu zmiany w regulaminie.

To dlaczego Platformie i Konfederacji tak bardzo zależało na fizycznej obecności w Sejmie, mimo że można to było zrobić zdalnie i – co ważne – w sposób bezpieczny?

– Z jednej strony jest to klasyczne działanie a contrario, tzn. z przeciwieństwa, chodzi o to, że cokolwiek Prawo i Sprawiedliwość nie zaproponowałoby, to Platforma czy Konfederacja – ugrupowanie młodsze istniejące na polskiej scenie politycznej dopiero od niedawna – i tak zanegowałyby. To takie działanie w kontrze. Proszę sobie przypomnieć ostatnie posiedzenie Sejmu, kiedy wszystkie ugrupowania sejmowe głosowały za specjalną ustawą przygotowującą nas na nadejście koronawirusa, to Konfederacja była jedynym ugrupowaniem, które nie głosowało za tą ustawą, bo jej posłowie się wstrzymali albo byli przeciw. Tu mamy podobną sytuację.

Według mnie to jest wyraz lekceważenia, braku solidarności narodowej, bo w obliczu tego, co dzieje się w Europie, a także tego, z czym mamy do czynienia u nas w kraju, kiedy kolejne osoby są zarażone – przekroczyliśmy barierę tysiąca osób zainfekowanych, kiedy kolejne osoby umierają, w takiej sytuacji należałoby podejmować decyzje roztropne – na tym polega polityka. Tymczasem panowie z Platformy i Konfederacji niestety tego nie rozumieją.

Dość dziwna ta koalicja Platformy i Konfederacji…    

– Można rzec, cudaczna, ale pokazująca, jakie emocje targają poszczególnymi politykami i liderami partyjnymi. To jest rzecz, która może mieć tragiczne skutki i to ci państwo w pełni ponoszą moralną odpowiedzialność za następstwa swoich decyzji.  

Tak czy inaczej posłowie będą pracować podzieleni w grupy, a więc nie wszyscy będą zgromadzeni w sali plenarnej…

– Z tego, co do nas dociera, posiedzenie ma się odbyć w kilku salach, a głosowania mają się odbywać za pośrednictwem łącz teleinformatycznych.

Przecież to samo można było zrobić zdalnie z domów…

– Można było, tylko niestety nie było konsensusu wśród ugrupowań politycznych, a Platforma i Konfederacja powiedziały: veto! Inne ugrupowania zgodziły się na przeprowadzenie zmian w regulaminie – tak działają różne parlamenty, również Parlament Europejski, bo chodzi tu nie tyle o zdrowie i życie parlamentarzystów, ale także – w przypadku polskiego parlamentu – około tysiąca pracowników Kancelarii Sejmu oraz Straży Marszałkowskiej.

Ci ludzie również będą narażeni na to, że mogą zostać zainfekowani wskutek przyjazdu na Wiejską 460 posłów, co prawda będzie nas nieco mniej, bo jak wiadomo, część osób jest objęta kwarantanną bądź jest chora. Warto bowiem zwrócić uwagę na ten element, że część osób nie może wykonywać swojego poselskiego obowiązku z uwagi na to, że przebywają w tzw. kwarantannie domowej bądź są hospitalizowani, a jak wiemy, dwóch posłów jest zainfekowanych koronawirusem i oni nie mogą uczestniczyć w tym posiedzeniu. Natomiast gdyby było to posiedzenie zdalne, to sytuacja byłaby zupełnie inna.

Kto weźmie odpowiedzialność za bezpieczeństwo tak dużej grupy osób i ewentualne konsekwencje tej decyzji?

– Z pewnością liderzy Platformy i Konfederacji, a więc ta egzotyczna koalicja, koalicja cynizmu, populizmu i braku elementarnego rozsądku, co przejawia się w szafowaniu życiem i zdrowiem swoim i innych, jak to określiła wczoraj Małgorzata Kidawa-Błońska, że „Konstytucja jest ważniejsza od ludzkiego życia”. To jest kwintesencja myślenia Platformy, myślenia skrajnie nieodpowiedzialnego, gdzie człowiek się nie liczy, liczą się wyłącznie zasady, które obowiązują dzisiaj, a jutro mogą już nie obowiązywać.

Jak skomentować wypowiedź Małgorzaty Kidawy-Błońskiej podczas Prezydium Sejmu, wypowiedź, którą potwierdzili wicemarszałkowie: Małgorzata Gosiewska i Piotr Zgorzelski?

– Pierwsze, co przyszło mi do głowy, kiedy usłyszałem o tej wypowiedzi, to fundamentalne braki w wykształceniu pani marszałek Kidawy-Błońskiej. Gustav Radbruch – niemiecki teoretyk, filozof, prawnik, autor artykułu „Najwyższe prawo najwyższym bezprawiem”, ukuł formułę, że prawo, które jest z gruntu sprzeczne z prawem naturalnym, nie obowiązuje. Można powiedzieć, że dzisiaj w sytuacji wyjątkowej, ekstraordynaryjnej trzeba zachowywać zdrowy rozsądek. Oczywiście nikt nie apeluje o łamanie Konstytucji RP, bo Ustawa Zasadnicza nic nie mówi o tym, że nie wolno prowadzić posiedzeń Sejmu na odległość czy też wprowadzać takich regulacji, które mają zapewnić bezpieczeństwo jak największej grupie obywateli. Wręcz przeciwnie, Konstytucja RP mówi o konieczności podejmowania wszelkich działań dla dobra wspólnego – łącznie z preambułą Konstytucji, natomiast tego typu retoryka jak w wydaniu kandydatki Koalicji Obywatelskiej na prezydenta jest niczym innym jak odczłowieczeniem sporu politycznego.

To znaczy, jeśli stawiamy literę prawa nad duchem prawa, a przecież my w parlamencie stanowimy prawo w interesie obywateli, w interesie państwa, zatem jeśli oderwiemy to od obywateli i od państwa, to będzie to rzeczywiście najwyższe bezprawie i to widać po słowach wicemarszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Paradoksalnie postkomuniści różnej barwy mają w tej chwili więcej wspólnego z cywilizacją łacińską, a Platforma i Konfederacja bardziej z cywilizacją bizantyjską, gdzie najistotniejsze są kwestie martwej litery prawa, a nie zdrowia i życia człowieka.

Czy ta wypowiedź, to stwierdzenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w obliczu pandemii koronawirusa nie jest gwoździem do politycznej trumny kandydatki Platformy na prezydenta?

– Ja bym tak tego nie określił, natomiast to jest jedna z wielu wypowiedzi, które kompromitują wicemarszałek Kidawę-Błońską. Począwszy od kwestii występów medialnych, gdzie kandydatka nie zna podstawowych określeń prawnych czy terminów medycznych, podczas kiedy cała Polska jest rozgorączkowana tym tematem, to stawia Małgorzatę Kidawę-Błońską w złym świetle.

Każdy obywatel, słuchając i patrząc na ten chaos i wybiegając w przyszłość, kto mógłby zasiąść w fotelu prezydenta RP, już dzisiaj powinien obawiać się o swoje życie i zdrowie oraz swoich najbliższych. Tego typu retoryka, jaką słyszymy, jest retoryką tyranii, gdzie władza troszczy się wyłącznie o siebie, a nie o zdrowie i życie obywateli, tym bardziej w czasach zarazy, w czasach pandemii koronawirusa.

Czym innym są przejęzyczenia, a czym innym jest taka kategoryczna wypowiedź…       

– Dokładnie. Od głowy państwa wymagamy, aby prezentowała pewien określony poziom, aby osoba będąca pierwszym obywatelem Rzeczypospolitej godnie nas reprezentowała. Natomiast jeśli ktoś, będąc kandydatem, jest mistrzem lapsusów i nie zna podstawowych pojęć, to nie może być głową państwa. Natomiast tego typu retoryka stawiania Konstytucji wyżej niż życie ludzkie – z moralnego punktu widzenia – dyskwalifikuje ją jako kandydata na najwyższy urząd w państwie. W toku takiego rozumowania, w wizji państwa rządzonego przez Platformę i Małgorzatę Kidawę-Błońską obywatele są zbędni, wystarczy prawo i oni.                               

                  Dziękuję za rozmowę.  

 

Mariusz Kamieniecki