• Piątek, 3 kwietnia 2020

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Przewoźnicy w obliczu bankructwa

Środa, 18 marca 2020 (04:01)

ROZMOWA z Leszkiem Chorzewskim, p.o. prezesem Zarządu Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin, wiceprezesem ds. sprzedaży i marketingu

Panie Prezesie, jak koronawirus wpływa obecnie na rynek lotniczy?

– Wydarzenia związane z epidemią koronawirusa są bez precedensu, co sprawia, że ogłoszona niedawno pandemia wpływa bardzo poważnie na rynek lotniczy. Oczywiście każdy port lotniczy ma swoją specyfikę siatki połączeń, a nasz Port Lotniczy Warszawa-Modlin to trzecie lotnisko w Polsce, jeśli chodzi o połączenia z Włochami. Dlatego decyzje przewoźników o czasowym zawieszeniu połączeń z tym krajem ma dla nas duże znaczenie, ponieważ gwałtownie spadła liczba pasażerów na lotnisku, a co za tym idzie – spadają też nasze przychody. Co więcej, nie dość, że od razu odnotowaliśmy spadki ruchu lotniczego, to jeszcze – zgodnie z zarządzeniem Głównego Inspektora Sanitarnego – jesteśmy zobowiązani do prowadzenia kosztownej akcji związanej z monitorowaniem pasażerów z całej Europy pod kątem koronawirusa. Czary goryczy dopełniła ostatecznie decyzja firmy Ryanair, która zawiesiła wszystkie rejsy z polskich lotnisk do 28 marca. To wszystko sprawia, że tydzień po tygodniu lotnisko będzie pogarszać swoje wyniki finansowe.

Czy są podejmowane działania, które mogłyby zrekompensować ewentualne straty?

– Jesteśmy w stałym kontakcie ze Związkiem Regionalnych Portów Lotniczych. Analogicznie do branży turystycznej wystosowaliśmy do rządu prośbę o wsparcie dla portów lotniczych. Wiem, że już trwają prace nad pakietem wspomagającym lotniska w Polsce, wszak wszyscy mamy wspólny problem. Ruch lotniczy w Polsce został czasowo wstrzymany. Faktem jest, że branża komunikacyjna, zarówno naziemna, jak i powietrzna, to sektor gospodarki narodowej, który został trafiony centralnie pociskiem epidemii koronawirusa. Szacuje się, że w marcu spadek ruchu może być dramatyczny.

Jak to się przekłada na liczby? Jak epidemia wpływa na liczbę pasażerów?

– Sytuacja jest dynamiczna i z tymi problemami spotykamy się zaledwie od kilkunastu dni, ale szacuje się, że w marcu spadek ruchu może być dramatyczny. Dotyczy to nie tylko realizacji połączeń europejskich, ale w ogóle ograniczeń popytu w całości. Po prostu ludzie w obawie przed chorobą ograniczają podróżowanie, co automatycznie odbija się na kondycji naszej branży.

Mniej pasażerów, mniej lotów to mniejsze pieniądze dla lotnisk i wszystkich podmiotów, które żyją z ruchu lotniczego, od parkingów po sklepy wolnocłowe…

– Dokładnie. Proszę też zwrócić uwagę, że w tym momencie funkcjonujemy w obszarze podwyższonego ryzyka, bo – dajmy na to – ujawnienie w terminalu pasażera zakażonego czy podejrzanego o zakażenie koronawirusem wiąże się z czasowym zamknięciem i dezynfekcją całego terminalu. Ponadto taka sytuacja może wpłynąć negatywnie na wizerunek lotniska. Mazowiecki Port Lotniczy Warszawa-Modlin jest specyficzny w skali całego kraju, dlatego że jako lotnisko dla przewoźników niskobudżetowych i czarterowych nasz biznes jest oparty na dużym ruchu. Loty z naszego lotniska są tańsze niż z Lotniska Chopina w Warszawie, a my zarabiamy przede wszystkim na usługach dla pasażerów. Linie lotnicze jako takie przynoszą nam nieco mniej wpływów. W związku z tym obniżenie zainteresowania podróżami lotniczymi szybko odbija się na naszych wpływach. W tej chwili jednak lotnisko pozostaje otwarte, ale ruch lotniczy praktycznie zamarł.

IATA, organizacja skupiająca największe linie lotnicze świata, ocenia, że z powodu załamania ruchu pasażerskiego straty linii lotniczych w najczarniejszym scenariuszu mogą wynieść nawet 113 mld dolarów…

– W skrajnej sytuacji może to doprowadzić, w perspektywie kilku miesięcy, do problemów płynnościowych w Polsce i Europie. Jeżeli sytuacja się nie odwróci, jeśli nie nastąpi odbicie, nasze lotniska mogą mieć takie same problemy jak linie lotnicze, które już zaczynają mówić o konieczności udzielenia im pomocy publicznej. Straty, o których pan redaktor mówi, będą rozkładać się na całą branżę lotniczą i na cały świat. W szczególności dotyczy to europejskich linii lotniczych, które prawdopodobnie odczują to najmocniej. Zresztą już dzisiaj eksperci wypowiadają się, że część linii lotniczych po prostu nie przetrwa tego, co się dzieje w związku z koronawirusem, bo nie poradzi sobie finansowo. Niewykluczone, że PLL LOT również będzie potrzebował wsparcia państwa, żeby przetrwać ten trudny czas. LOT wykonuje teraz niezwykle istotną misję ewakuacji naszych obywateli z wielu krajów świata. To generuje masę dodatkowych kosztów. Widać, jak jest ważny dla Polski w tej trudnej sytuacji. Jeśli będzie taka potrzeba, to trzeba mu pomóc! Nic w tym złego. Taką potrzebę zgłaszają także inni, wielcy przewoźnicy europejscy.

Straty przewoźników lotniczych wywołane koronawirusem może zminimalizować notowany właśnie spadek cen ropy, a co za tym idzie zmniejszenie kosztów paliwa. Bilety mogą być tańsze?

– Z całą pewnością linie lotnicze mają podstawy ku temu, żeby obniżyć ceny biletów, a co za tym idzie, zachęcić ludzi do podróżowania. Problem polega jednak na tym, że chęć  odbywania jakichkolwiek podróży dramatycznie się załamuje, stąd śmiem wątpić, czy ten czynnik – obniżenie cen biletów – zdoła uratować branżę lotniczą przed kryzysem spowodowanym koronawirusem i czy to przełoży się na poprawę sytuacji w całej branży.

Jakie mogą być konsekwencje zarażenia koronawirusem, jeśli chodzi o pracowników lotnisk?

– Z uwagi na zamknięcie szkół czy przedszkoli możemy stracić część pracowników, którzy będą musieli się zająć swoimi dziećmi. Jeżeli lotnisko, które funkcjonuje w oparciu o całą masę skomplikowanych przepisów, straci część pracowników niezbędnych do tego, żeby praca portu mogła się odbywać normalnie – mam na myśli np. ochronę albo straż pożarną, jeśli będę miał za mało ludzi, żeby obsadzić wszystkie stanowiska, wówczas trzeba będzie rozważyć najbardziej radykalne środki i rozwiązania, aby uniknąć zamknięcia lotniska. Bez pełnej obsady, zwłaszcza niektórych stanowisk, lotnisko nie może funkcjonować. Zresztą jako Zarząd Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin, w związku ze spadkiem ruchu pasażerskiego, podjęliśmy decyzję o systemowym zamrożeniu wydatków i inwestycji do niezbędnego minimum. W tej chwili, by ograniczyć koszty, wprowadzamy ograniczenia możliwości korzystania z naszego lotniska do 12 godzin na dobę.

Czy w sytuacji zagrożenia funkcjonowania państwo może pomóc narodowemu przewoźnikowi?

– PLL LOT są w szczególnej sytuacji, bo jak wiadomo, dopiero co wyszły z poprzednich problemów finansowych, można powiedzieć, że przewoźnik odbił się, ale nie są to jeszcze takie zasoby, żeby myśleć o długotrwałym wzroście – zwłaszcza przy kilkudziesięcioprocentowym obniżeniu wypełnienia samolotów. Ponieważ w PLL LOT pracowałem kilkanaście lat, pamiętam sytuację, kiedy miała się odbyć pierwsza prywatyzacja i firmą, która wówczas przejmowała LOT, był szwajcarski Swissair. Była nawet konferencja, podczas której przedstawiciele tej firmy wyrazili opinię, że Swissair ma tak potężne zasoby finansowe, że może nawet rok latać bez pasażerów, po czym w związku z zamieszaniem, jakie wynikło po atakach na World Trade Center, zaledwie po kilku dniach szwajcarski przewoźnik nie był w stanie finansowo odbudować swojego funkcjonowania. Efekt był taki, że cofnięto mu kredyty, firma utraciła możliwości kredytowania paliwa itd. i wówczas jedna z najbardziej prestiżowych linii lotniczych świata, po swojej buńczucznej zapowiedzi, że przetrwa bez względu na wszystko, w obliczu nowej sytuacji nie była w stanie funkcjonować. Popełniono błąd, uziemiając całą flotę, której nie dało się uruchomić na nowo. Ten przykład pokazuje, jak koszty w tej branży rosną w sposób piramidalny, jeśli jest zaburzony element przychodów.

LOT po latach rządów koalicji PO – PSL odbudowuje swój prestiż, ale jak w świetle epidemii koronawirusa i związanego z tym spadku ruchu pasażerskiego należałoby ocenić zakup przez PGL niemieckich linii lotniczych Condor? Czy to nie będzie teraz dodatkowym obciążeniem?

– Z całą pewnością będzie to dodatkowe wyzwanie dla LOT-u. Nie ma co udawać, czas, w jakim doszło do tej niewątpliwie spektakularnej transakcji, okazał się – w sposób zupełnie nieprzewidywalny – niekorzystny. Rzeczywiście, w sposób gwałtowny spada liczba pasażerów, którzy są skłonni podróżować, a przypomnę, że Condor to jest linia czarterowa nastawiona głównie na przewóz pasażerów wakacyjnych, w związku z tym przewoźnik ten w szczególny sposób odczuje spadki. Branża turystyczna w Polsce mówi dziś o spadkach bookingów rzędu kilkudziesięciu procent i jeśli ludzie powstrzymują się z kupowaniem biletów lotniczych i rezerwacją wakacji w świecie, i jeśli ten stan zostanie utrzymany, a co gorsza jeszcze się pogłębi, to za parę tygodni dla wielu przedsiębiorstw operujących w tym sektorze może się to okazać de facto finansową śmiercią. Owszem, wszyscy pocieszamy się tym, że epidemia koronawirusa zakończy się wraz ze wzrostem temperatury, że wiosną czy latem wirus ten zachowa się podobnie jak grypa, że będzie mniej aktywny, a co za tym idzie, że nastąpi odbicie, ale czy tak się stanie – trudno powiedzieć.

Oczywiście może to nastąpić i wszyscy bardzo na to liczymy, ale co będzie, jeśli te oczekiwania się nie spełnią?    

– Jeśli stan zagrożenia, bo tak chyba należałoby to określić, potrwa kilka następnych tygodni, to można się spodziewać, że jedna po drugiej firma z branży znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. W związku z tym dzisiaj bardzo ważna jest rozmowa na temat pomocy publicznej dla naszych firm z branży lotniczej, czy to dla PLL LOT, czy dla lotnisk. Zresztą nie jest to tylko problem LOT-u, ale – tak jak już mówiłem – wszystkich firm przewozowych w Europie i na świecie. Myślę, że powinniśmy metodycznie zabezpieczyć ten bardzo ważny sektor gospodarki narodowej, sektor infrastruktury komunikacyjnej państwa, jakim są lotniska i linie lotnicze. Uważam, że nowe ustawodawstwo może stworzyć warunki umożliwiające pomoc zagrożonemu sektorowi gospodarki. Jak wspomniałem, w tej chwili szeroko mówi się o biurach podróży, które mają problemy, co jest oczywiście prawdą, ale warto też pamiętać o tych wszystkich firmach, które ruch lotniczy obsługują, np. o lotniskach. Żeby sobie uzmysłowić skalę problemu, z jakim się mierzymy, wspomnę tylko, że ostatnio Lufthansa i kilka wielkich firm lotniczych, jak np. Norwegian czy Virgin Atlantic, poinformowało, że będą się ubiegać o pomoc swoich państw, bo w obliczu kryzysu spowodowanego koronawirusem nie będą w stanie utrzymać zatrudnienia i zniszczą je rosnące koszty i wielki deficyt. Fakty są takie, że trzeba ludziom płacić pensje, a tymczasem brak jest przychodów. Jeżeli tak potężne linie lotnicze uziemiają dziesiątki swoich samolotów, wstrzymują czy zawieszają połączenia, to pokazuje ogromną skalę problemu i powagę sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. 

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki