• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Praca całą dobę

Wtorek, 17 marca 2020 (22:22)

Służby medyczne i laboranci w całym kraju pracują dzień i noc, aby czarny scenariusz zakażeń koronawirusem w Polsce się nie ziścił.

Personel medyczny: lekarze, pielęgniarki, a także laboranci pracują w zwiększonym wymiarze czasu. Jest to związane m.in. ze stale zwiększającą się liczbą osób, które wymagają zdiagnozowania pod kątem koronawirusa. Potwierdza to w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność”. – Na razie nie mamy jeszcze szczytu zachorowań. To wszystko przed nami. Z dnia na dzień przybywa osób, zakażonych i tych, u których istnieje przypuszczenie choroby. Wstrzymane są obecnie planowe przyjęcia do szpitali oraz zabiegi nieratujące życia. Dzięki temu można racjonalnie wykorzystać personel, który jest w gotowości – zauważa Maria Ochman.

Ponad tysiąc testów

Nawał pracy mają także laboranci, którzy wykonują testy. Sprawdzają oni próbki pobrane od pacjentów. Już dziś wykonuje się ponad 1200 badań w ciągu jednej doby w laboratoriach wojewódzkich stacjach sanitarno-epidemiologicznych. – Są to osoby wysoko wykwalifikowani, którzy wykonują dziś swoje zadania w ciężkich warunkach – mówi nam Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Laboratoria są czynne całą dobę. – Praca tam nie ustaje. Laboranci przeprowadzają coraz więcej badań. Do domów wracają zaledwie na kilka godzin, żeby odpocząć, a potem rozpoczynają kolejny intensywny dyżur. Pamiętajmy, że to są badania genetyczne. Wykonuje się je w specjalnym stroju (w środku ochrony indywidualnej), który nie jest lekki, więc to również potęguje dyskomfort – relacjonuje. Diagnostyka, jaką wykonują, jest bardzo zaawansowana. – Te badania genetyczne to diagnostyka XXI w., czyli wyjątkowo czuła i precyzyjna. Badania genetyczne wymagają ogromnej wiedzy laborantów – zapewnia Bondar. Jeśli będzie taka potrzeba, to państwo uruchomi laboratoria dodatkowe, które mają np. centra akademickie, szpitale. – Sprzęt jest, ale póki co nie ma potrzeby wykonywania tych testów każdemu z osobna. Wskazaniem jest stwierdzony kontakt z osobą zakażoną. Dziś mamy również sezon grypowy i wiele osób niepotrzebnie obawia się, że infekcja, jaką przechodzi, ma związek z koronawirusem. Środki ostrożności: higiena, unikanie wielkich skupisk znacznie ogranicza możliwość zakażenia – uspokaja przedstawiciel GIS.

Niepokój związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa widać na każdym kroku. W ostatnim czasie na szpitalne odziały ratunkowe zgłasza się mniej pacjentów niż dotychczas. – Zauważamy, że pacjenci posłuchali apeli medyków i nie przyjeżdżają na SOR w przypadkach, kiedy nie jest to konieczne. Czyli strach przed koronawirusem spowodował, że pacjenci zaczęli myśleć racjonalnie i nie oblegają już szpitali – zauważa Maria Ochman. 

Na doniesienia medialne dotyczące masowych zwolnień pracowników medycznych w obawie przed zakażeniem odpowiada stanowczo. – Jeżeli ktoś się boi, że zarazi się chorobą, to nie powinien podejmować takiej pracy. Ucieczka na zwolnienie ze względu na strach, to coś najgorszego, co można sobie wyobrazi w tym zawodzie – uważa Ochman. Nasza rozmówczyni informuje, że gros zarażonych to osoby młode, które przechodzą chorobę lekko. – Mają łagodne objawy i szybko wracają do zdrowia. Tak nieracjonalne zachowania, szczególnie wśród pracowników medycznych, jest czymś, co dziwi i nie powinno być akceptowane. Te doniesienia niektórych mediów wydają się nieprawdopodobne. Ja osobiście nie słyszałam o takim zachowaniu – podkreśla.

– Jeśli nie ma odpowiednich zabezpieczeń, środków ochronnych, maseczek czy kombinezonów, to należy takie sytuacje bezwzględnie nagłaśniać – mówi Maria Ochman. Jej zdaniem, fakt, że na niebezpieczeństwo zakażenia są narażone także osoby publiczne, znane, powoduje, że głosy domagające się zapewnienia odpowiednich zabezpieczeń będą tym bardziej słyszane. – Ich obowiązkiem jest informowanie o takich sytuacjach – podkreśla.

Od poniedziałku działa 19 placówek medycznych, które zostały przekształcone przez resort zdrowia na szpitale zakaźne. Są one w gotowości do przyjmowania pacjentów z koronawirusem. W każdej takiej placówce ma być co najmniej 10 proc. łóżek respiratorowych. Ponadto szpitale te mają być wyposażone m.in. w sale operacyjne i zabiegowe, aby móc leczyć także inne schorzenia u osób zakażonych koronawirusem. Chodzi także o ewentualną możliwość przyjęcia porodu od pacjentki z COVID-19.

Do każdego z tych szpitali trafiło już po tysiąc maseczek i kombinezonów oraz odpowiednia liczba okularów ochronnych. Szpitale zakaźne będą w pierwszej kolejności zaopatrzone w sprzęt ochrony osobistej. Minister Łukasz Szumowski uruchomił również tzw. dodatek za gotowość, który będzie przyznawany w zależności od liczby łóżek oraz liczby łóżek respiratorowych przeliczany na każdy szpital.

Urszula Wróbel