Musimy tam być…
Poniedziałek, 16 marca 2020 (13:55)Z senatorem Prawa i Sprawiedliwości Alicją Zając, wdową po wicemarszałku Sejmu III kadencji Stanisławie Zającu, który zginął 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Przed nami 10. rocznica tragedii smoleńskiej, czy wybiera się Pani do Smoleńska?
– Tak, wybieram się razem z córką do Smoleńska wraz z premierem Mateuszem Morawieckim – jeżeli wyjazd dojdzie do skutku. Wiemy, że trwają przygotowania.
Byłby to Pani pierwszy wyjazd do Smoleńska od katastrofy 10 kwietnia 2010 roku…
– Wcześniej, chyba z obawy przed tym, co tam zobaczę. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Miałam wewnętrzne przekonanie, że nie jestem jeszcze gotowa, aby tam pojechać i stanąć na miejscu katastrofy. Natomiast teraz, kiedy dotarła do mnie propozycja, bez wahania powiedziałam, że lecę do Smoleńska.
Czy zważając na postawę Rosjan, polskie władze powinny udać się do Rosji w związku z 80. rocznicą zbrodni katyńskiej i 10. rocznicą tragedii Smoleńskiej, czy nie jest to zbyt duże ryzyko?
– Ryzyko jest zawsze, natomiast my Polacy – przez 80 lat – ciągle pamiętamy o tym, co się wydarzyło, o zbrodni ludobójstwa, o miejscach kaźni polskich oficerów. Mówimy przecież nie bez przyczyny, o tamtych terenach, że jest to nieludzka ziemia. To tam dokonało się wiele zbrodni na polskim narodzie, a niechlubnym znakiem jest właśnie Katyń.
Nie wiem, kto powinien lecieć do Katynia, aby upamiętnić polskich oficerów tam pomordowanych 80 lat temu, ale nie wyobrażam sobie, że w tym czasie cmentarz będzie pusty, bez udziału polskiej delegacji, że na grobach zabraknie zniczy. Nie wyobrażam sobie, żeby miało nas tam nie być. Czy to będą oficjalne delegacje państwowe, czy Polacy mieszkający za wschodnią granicą, czy to będą członkowie rodzin, ale musimy tam być.
Cmentarz w Katyniu i inne miejsca kaźni są odwiedzane przez Polaków. Nie tak dawno jeden z księży – dzisiaj już staruszek – mówił mi, że był zarówno w Bykowni, w Katyniu jak i w Smoleńsku, podobnie czyni wielu Polaków, którzy za swój obowiązek poczytują sobie być w jednym z tych miejsc, miejsc martyrologii narodu polskiego. To pokazuje, że te miejsca są bliskie Polakom, tym bardziej każda okrągła rocznica zbrodni powinna być w sposób szczególnie upamiętniona, przypominana i pokazywana światu, jak przez lata byliśmy traktowani.
Jak mówi wicepremier Gliński prezydent Duda planuje 13 kwietnia wizytę w Charkowie, a premier 10 kwietnia rozważa wizytę w Smoleńsku i Katyniu…
– Tak jak wspomniałam, na pewno jest organizowana wizyta w Smoleńsku dla członków rodzin ofiar katastrofy. Z informacji jakie posiadam z każdej rodziny można zgłaszać dwie osoby. Zdecydowała się ze mną lecieć moja córka i bez względu na to czy będzie tam obecny premier, czy nie. Jeżeli wyjazd dojdzie do skutku, to my polecimy.
Jak skomentuje Pani słowa Magdaleny Merty, która uważa, że wizyta przedstawicieli najwyższych władz Polski w Rosji, w Smoleńsku jest proszeniem się o nieszczęście?
– Nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Trudno mi oceniać słowa Magdaleny Merty, ale uważam, że każdy człowiek, zwłaszcza pełniący ważną funkcję w państwie, jest w pewien sposób narażony na różne zagrożenia, szczególnie w dzisiejszym świecie, bo wcześniej tego nie było. Przez 10 lat jako senator RP, obserwując z bliska politykę na Wiejskiej, widzę jak to zagrożenie wzrasta.
Wydaje mi się, że wcześniej tak nie było. Przecież nawet w biurach poselskich czy senatorskich jesteśmy narażeni, czego przykłady były chociażby w Łodzi, gdzie został zamordowany pracownik biura poselskiego PiS, Marek Rosiak. To pokazuje, że wszystkie osoby publiczne są narażone na różne sytuacje. Natomiast prezydent czy premier – przedstawiciele narodu polskiego – mają jeszcze więcej obowiązków niż my parlamentarzyści, bo reprezentują nasz kraj i Polaków we wszystkich ważnych wydarzeniach, które odbywają się w różnych miejscach świata.
Czy jednak powinni lecieć do Smoleńska?
– Na szczęście nie ja muszę o tym decydować, ale być może ktoś właśnie czeka, żebyśmy byli pełni obaw, żeby stworzyć atmosferę strachu… Wypowiedź Magdaleny Merty jest dość ostra i bezpardonowa. Ja nie uważam Rosjan za swoich wrogów, chociaż to, co po katastrofie zrobiono z ciałami naszych bliskich zmarłych, to był skandal. Trudno nawet domniemywać z jakich pobudek można było coś takiego zrobić.
Jeżeli oni nie mają szacunku dla zmarłych, to jak traktują życie człowieka. Historia pokazuje, że dla nich życie człowieka jest niewiele warte. Biorąc to wszystko pod uwagę, w jakimś sensie można się obawiać, ale nie oto chodzi żeby ustępować, żyć w strachu, tylko żeby z podniesionym czołem stanąć na miejscu katastrofy, oddając hołd tym, którzy zginęli lecąc, aby uczcić pamięć ofiar zbrodni katyńskiej.
Moskwa wciąż pozostaje bezkarna, znany jest stosunek Kremla do dowodów: wraku tupolewa, czarnych skrzynek, które wciąż pozostają na terenie Rosji…
– Moskwa jest bezkarna nie tylko w tej sprawie. Są przecież szeroko rozpowszechniane na świecie informacje o likwidowaniu niewygodnych przedstawicieli opozycji wobec Kremla. Nie wiem czy tak powinno się pokazywać potęgę największego państwa świata. Putin jest dobrze znany w świecie, jego przeszłość agenturalna w sowieckim KGB, od wielu lat jest prezydentem, premierem i zarówno on jak i jego otoczenie ma wpływ na to, co się dzieje. Uważam, że to nie kto inny jak Putin podejmował ostateczne decyzje, jeśli chodzi o Smoleńsk.
Ostatnia wizyta polskich prokuratorów w Smoleńsku miała miejsce pod koniec października 2019 roku, ale jej wyników wciąż nie znamy…
– Niestety wciąż nie znamy wyników badań, na które zwłaszcza my, rodziny smoleńskie, czekamy. Z przykrością odnotowałam – podczas debaty na temat budżetu – atak opozycji na podkomisję ds. ponownego zbadania wypadku lotniczego pod Smoleńskiem, utworzoną przy Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, i środki przyznane na jej funkcjonowanie. Myślę, że bardzo dobrze, że ta komisja pracuje – oczywiście nie w świetle kamer, bo wtedy ta praca jest spokojniejsza niż wtedy, kiedy atakowano członków tego gremium.
Właściwie, co tydzień otrzymuję jakieś informacje od prokuratury o czynnościach jakie są podejmowane. Muszę powiedzieć, że mam już spore archiwum różnych dokumentów, ale to pokazuje, że prace cały czas trwają. Natomiast jest faktem, że Rosja od samego początku, od pierwszych godzin po katastrofie 10 kwietnia 2010 roku, utrudnia podejmowane działania. Gdyby pozwolono – tak jak w wielu innych przypadkach – normalnie procedować, gdyby Polska odzyskała główne dowody, to pewnie już dawno zamknęlibyśmy to śledztwo, natomiast w tej sytuacji można powiedzieć, że końca nie widać. Jest to też wina ówczesnych polskich władz z premierem Donaldem Tuskiem, który oddał śledztwo w ręce Rosjan. Dzisiaj wszyscy ponosimy tego konsekwencje.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki