Kościół człowieka ratuje
Sobota, 14 marca 2020 (20:22)ROZMOWA z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, moralistą i etykiem
W ustach liderów opozycyjnych ugrupowań w Polsce pojawiła się ostra antyklerykalna narracja, żądająca od Kościoła zamknięcia kościołów. Kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń zadeklarował, że „jeżeli Kościół nie będzie sam z siebie chciał podjąć tych decyzji, to oczekuje od premiera, że przymusi Kościół do zawieszenia Mszy Świętych”. Jak Ksiądz Profesor odbiera takie groźby i szczucie?
– To w pewnym sensie bardzo ciekawy postulat. Zwolennik ideologii, która domaga się radykalnego pozbawienia obecności Kościoła w życiu publicznym, domaga się zarazem interwencji państwa w sposób działania Kościoła.
Można zapytać – o co w tym wszystkim chodzi? Przecież środowiska lewicowe głoszą, że Kościół ma być tak dalece niezależny od państwa, a państwo od Kościoła, że nie powinno być między nimi punktów stycznych. A w tym wypadku nagle jakaś próba powrotu do józefinizmu – oto cesarz ma wyznaczać porządek nabożeństw kościelnych.
„Jako obywatel i przedstawiciel wyborców żądam zawieszenia mszy tak, jak innych zgromadzeń” – oświadczył z kolei europoseł Platformy Obywatelskiej Radosław Sikorski. We Włoszech wielu duchownych już mówi, że zakaz odprawiania Mszy św. z udziałem nawet małej liczby osób na cały miesiąc to było złe posunięcie, nieuwzględniające dobra duchowego wiernych. Czemu służy ta próba rozpętania nagonki na praktyki religijne ludzi wierzących?
– Przepraszam za złośliwość, ale czy jako obywatel i wyborca także mogę domagać się zawieszenia zgromadzeń partii, które sieją wirusa ideologii zagrażającego porządkowi społecznemu? Jeśli mogę, to się domagam! O ile jeszcze ten mój postulat jest jednak podstawny, o tyle wywieranie presji na Kościół jest wyrazem agresji wobec Kościoła.
Nikt nie jest przymuszony do udziału we Mszy Świętej. Natomiast trzeba zwrócić uwagę na ofertę, którą daje Kościół. Po pierwsze, to jest ukazanie sensu życia, to jest budowanie nadziei zmartwychwstania, czyli to są wartości, które są ponadczasowo aktualne. Po drugie, w Eucharystii Kościół buduje rzeczywistość najprawdziwszej miłości, która wychodząc z Eucharystii, staje się konkretnym czynem. Tak było, jest i będzie w dziejach Kościoła. Wreszcie Kościół daje poczucie wspólnoty, więzi, co też nie jest bez znaczenia.
Kościół w Polsce udzielił dyspensy od udziału w niedzielnej Mszy św. najbardziej narażonym grupom wiernych. Zachęca do ostrożności i stosowania zasad prewencyjnych. Jednak dla środowisk liberalno-lewicowych to wszystko za mało… Czy za chwile nie obarczą biskupów i księży winą za epidemię? Szuka się kozła ofiarnego?
– Przeproszę znów za szczyptę ironii. Ale to właśnie te same środowiska jeszcze tak niedawno zachwycały się słowami Papieża Franciszka o Kościele jako szpitalu polowym. Zwracano uwagę na ten społeczny, charytatywny zwrot działalności Kościoła, sugerując, że przestał być aktualny model i rozumienie Kościoła jako sakramentu zbawienia. A teraz domagają się – patrząc z tej perspektywy – zamknięcia owego szpitala.
To pokazuje, że naprawdę nie ma co liczyć na uczciwość tych środowisk w relacjach z Kościołem. Okazja, jak obecna, staje się pretekstem do dezynfekcji życia publicznego z obecności wiary chrześcijańskiej i Kościoła. Trzeba powiedzieć tym komentatorom wprost – Eucharystia nie jest infekcją, jest lekarstwem. Kościół nie zagraża człowiekowi, Kościół człowieka ratuje, ocala.
Jak wobec tej sytuacji powinien się zachować człowiek wierzący? Spowiedź, modlitwa, wiara w życie wieczne, odpowiedzialność?
– Ten czas stał się już teraz wielką okazją do osobistych i wspólnotowych rekolekcji. Może, jeśli zabraknie ich jako bezpośredniego, wspólnotowego czasu, warto skorzystać z tego, co odsłaniają nam znaki czasu.
Co Bóg nam mówi dzisiaj tym dramatem? Nam, ludziom pokładającym ufność w postępie, nam, ludziom odsuwającym pytania o cierpienie, o śmierć, o to, co po śmierci. Co chce powiedzieć nam, gdy zawodzą wszystkie dzieła i produkty ludzkiego geniuszu? Co chce powiedzieć nam, którzy żyjemy w panice i lęku, a zarazem tkwimy za zamkniętymi drzwiami, żyjąc jakby Bóg nie istniał? Może dopowiada wydarzeniami to, co słyszeliśmy 41 lat temu: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”?