• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

11 alarmów TAWS

Środa, 23 stycznia 2013 (02:02)

Prokuratura wojskowa skierowała do USA wniosek o uszczegółowienie wyników badań urządzeń TAWS i FMS.

Wnioski do Stanów Zjednoczonych wysłano 4 stycznia. Producent urządzeń TAWS i FMS, firma General Avionics, dokonała już odczytu zapisów obu komputerów na wniosek rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Podczas wykonywania tych czynności w USA obok rosyjskiego eksperta był obecny także jeden ze współpracowników akredytowanego i członek komisji Millera inż. Piotr Lipiec. Analizę opublikowała jako jeden z załączników do swojego protokołu polska komisja.

O ile komisja Millera zupełnie marginalnie wykorzystywała dane komputerów pokładowych i opierała się głównie na zapisach rejestratorów parametrycznych, o tyle znalazły się one w centrum uwagi smoleńskiego zespołu parlamentarnego. Doktor Kazimierz Nowaczyk, fizyk z Baltimore, jako pierwszy zauważył sprzeczne z oficjalnymi ustaleniami zapisy pamięci TAWS. Uznał, że odkodowane w USA dane o parametrach lotu, chociaż bardzo ograniczone, są jako jedyne wiarygodne.

Ostatni zapisany zestaw parametrów, w tzw. punkcie nr 38, okazał się wyjątkowo interesujący. Położenie samolotu (wg GPS) przeczy zaproponowanej przez komisję Millera rekonstrukcji trajektorii samolotu i przebiegu jego lotu w ostatniej fazie. Według Nowaczyka, zapis TAWS wyklucza możliwość wykonania półbeczki zakończonej uderzeniem w ziemię w pozycji „na grzbiecie”.

Zwraca też uwagę na 11 uszkodzeń odnotowanych przez TAWS, o których bliżej niczego nie wiadomo. Punkt 38 to dla TAWS już lądowanie samolotu, chociaż był wciąż 30 m nad ziemią. Zapewne wyjaśnieniu tych i innych wątpliwości ma posłużyć wniosek o dodatkowe informacje „związane ze sposobem działania urządzeń TAWS i FMS”. Zasadnicze znaczenie może mieć również uzyskanie informacji o precyzji położenia zapisanego przez te urządzenia w oparciu o pomiary satelitarne odbiornika GPS.

– To jest to, na co od dawna czekaliśmy. Mam nadzieję, że pytania zadane General Avionics są wystarczająco szczegółowe. My też mamy długą listę pytań do tej firmy – komentuje Nowaczyk, koordynujący prace zespołu parlamentarnego.

Listę braków prokuratura odnotowuje, omawiając realizację polskich wniosków o pomoc prawną, które zostały skierowane do Federacji Rosyjskiej. Jako pierwszy wymieniony jest wciąż leżący na lotnisku w Smoleńsku wrak Tu-154M i elementy samolotu znajdujące się w Moskwie. Ale chodzi nie tylko o to. Nie posiadamy wciąż dokumentacji technicznej lotniska Siewiernyj, jego wyposażenia oraz danych dotyczących personelu, a także rosyjskich przepisów regulujących działanie Siewiernego.

Polscy prokuratorzy wystąpili o możliwość zapoznania się z unormowaniem zarówno procesu dopuszczenia lotniska do ruchu (certyfikacji), jak i zasadami pracy na poszczególnych stanowiskach służb utrzymania oraz kontroli lotów wraz z wymogami stawianymi przyjmowaniu samolotów wykonujących loty specjalne (przewożących ważne osoby).

Rosjanie nie dostarczyli też żadnej dokumentacji związanej z remontem w Samarze zakończonym w grudniu 2009 roku. Chociaż w dossier śledczy deklarują, że Rosja przekazała „znaczną część dokumentacji dotyczącej oględzin miejsca katastrofy, przeprowadzonych czynności oględzin, identyfikacji oraz sekcji zwłok ofiar katastrofy”, to jednocześnie zauważa, że same te materiały wskazują, iż nadal nie dysponujemy całością. Dotyczy to na przykład dokumentacji fotograficznej (ewentualnie filmowej) miejsca zdarzenia i przeprowadzanych czynności.

Prace Instytutu Ekspertyz Sądowych nad analizą nagrań ze stanowiska kontroli lotów utknęły w martwym punkcie. Jak ujawnił niedawno „Nasz Dziennik”, specjalistom brakuje informacji o niewielkich zaburzeniach częstotliwości i zakłóceniach w publicznej sieci elektroenergetycznej w Smoleńsku w czasie wykonywania kopii nagrania. Są one potrzebne do zastosowania pewnej techniki weryfikacji autentyczności nagrań. Ponieważ ślad pracy urządzeń podłączonych do sieci zapisuje się w nośnikach akustycznych, przez porównanie niepowtarzalnych zaburzeń częstotliwości zapamiętanej przez miejscowy zakład energetyczny i kopię nagrania, możliwe jest stwierdzenie, czy nagranie nie było kopiowane, jest ciągłe i nie zostało zmanipulowane.

Eksperci postanowili, że ze względu na konieczną synchronizację dopiero po zakończeniu pracy przy nagraniach z wieży przystąpią do odczytu rejestratora głosu samolotu Jak-40. To ostatnie jest nieciągłe – rejestrator był włączany i wyłączany. Znajomość treści tych nagrań pozwoliłaby zweryfikować zeznania nieżyjącego sierż. Remigiusza Musia, który miał popełnić samobójstwo w październiku ubiegłego roku. W zeznaniach twierdził, że wieża zezwoliła Tu-154M na zejście do wysokości 50 metrów. Słów tych nie ma w nagraniach z tupolewa i stanowiska kontroli lotów.

Biegli IES i prokuratury prowadzą badania w drugim polskim Tu-154M. Chodzi o eksperymenty badające sposób nagrywania słów i dźwięków przez pokładowy rejestrator. Posłużą one do „analizy faktycznego umiejscowienia członków załogi i ewentualnie osób trzecich, których głosy zarejestrowane zostały na taśmie rejestratora”.

Inna grupa specjalistów Instytutu Sehna prowadzi analizę nagrania pod kątem odtworzenia stanu emocjonalnego członków załogi. Wstrzymują się z ostatecznym werdyktem, oczekując na inną ekspertyzę psychologiczną zamówioną przez prokuraturę. Zespół biegłych psychologów ma przeprowadzić kompleksowe odtworzenie profilu osobowości lotników. W zadaniach stawianych specjalistom widać ślad zainicjowanej przez MAK metody rekonstrukcji motywów poszczególnych posunięć załogi przy pomocy analizy cech osobowości jej członków. Szczególnie dotyczy to dowódcy samolotu.

Biegli psycholodzy mają zająć się „oceną (diagnozą) psychologiczną, obejmującą wskazanie możliwych mechanizmów zachowań ww. osób oraz ewentualnych możliwości wystąpienia określonych zakłóceń czynności psychicznych, mogących mieć znaczenie z punktu widzenia rozpatrywanego zdarzenia (czyli katastrofy smoleńskiej), a wynikających z określonych doświadczeń życiowych – w tym doświadczeń związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych – przewozem w charakterze pasażerów najważniejszych osób w państwie”. Opinia ta ma być gotowa w ciągu najbliższych kilku tygodni.

Centralne Laboratorium Kryminalistyczne wykonało już zamówione badanie nagrań z Okęcia, a Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wydała w końcu opinię dotyczącą urządzeń elektronicznych znajdujących się na pokładzie w posiadaniu pasażerów, czyli telefonów komórkowych, aparatów fotograficznych, laptopów itp. Mniej jasne są perspektywy uzyskania informacji istotnych dla śledztwa, jakie mogą pochodzić z ciał ofiar katastrofy. Trwa badanie toksykologiczne próbek pobranych podczas sekcji zwłok przez rosyjskich ekspertów. Cały materiał został pobrany podwójnie. Pierwszą część materiałów wykorzystali Rosjanie, druga miała być przeznaczona dla strony polskiej. Komitet Śledczy przekazał je jednak dopiero w sierpniu 2012 roku.

Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu opracowuje opinię o przyczynie zgonu 6 ekshumowanych osób. Chodzi o ciała ofiar katastrofy, które okazały się zamienione. Trzy inne opinie o wcześniej ekshumowanych osobach (Zbigniewie Wassermanie, Przemysławie Gosiewskim i Januszu Kurtyce) są już gotowe. Jednocześnie w prokuraturze znajdują się wnioski o kolejne ekshumacje (w tym Tomasza Merty i Stefana Melaka).

Badania brzozy w marcu

Najwięcej emocji budzi oczywiście kwestia śladów materiałów wybuchowych – pozostałości ewentualnej eksplozji w samolocie podczas lotu. Z wynikami badań policyjnego laboratorium ok. 250 próbek prokuratura zapozna się dopiero za mniej więcej pół roku. Pochodzą one z wraku, miejsca katastrofy, a także ciał ekshumowanych ofiar. Większość materiału biegli pobrali podczas długiego pobytu w Smoleńsku między 17 września a 12 października.

Podczas tego samego wyjazdu biegli razem z Rosjanami zdecydowali o ścięciu dużych fragmentów brzozy, w którą, według oficjalnych raportów, miało uderzyć skrzydło samolotu. Specjaliści CLK mają dokonać ich „oględzin i badań mechanoskopijnych oraz metaloznawczych”. Ponieważ 160-centymetrowe kłody są dowodem niepodzielnym, zdecydowano o wspólnym badaniu ich przez ekspertów polskich i rosyjskich w Moskwie na przełomie lutego i marca.

Pobranie próbek drzewa poprzedzono wykonaniem mu zdjęć przenośnym aparatem rentgenowskim. „Próbki obejmują miejsce przełamania drzewa. Planuje się dalsze specjalistyczne badania zabezpieczonego materiału. Opinia w tym zakresie ma znaczenie do dokonania przez biegłych analizy mechanizmu zniszczenia samolotu – w tym jego lewego skrzydła” – czytamy w komunikacie NPW.

Śledztwo smoleńskie jest zapewne największe w historii prokuratury wojskowej. Sprawa obejmuje 420 tomów akt dostępnych dla stron i 120 tomów wydzielonych materiałów tajnych, prokuratorzy przeprowadzili łącznie 1200 przesłuchań, w tym 130 w ubiegłym roku.

Piotr Falkowski