• Piątek, 3 kwietnia 2020

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Gospodarka też potrzebuje spokoju

Poniedziałek, 9 marca 2020 (21:54)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Instytutu Prawa Gospodarczego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy koronawirus może wpłynąć na funkcjonowanie światowej gospodarki, w tym również polskiej?

– Niestety, może wpłynąć, i to w bardzo istotnym stopniu. Możemy wyodrębnić kilka takich obszarów, na które koronawirus już wpływa i prawdopodobnie w najbliższym czasie będzie wpływał. Mam na myśli obszary geograficznie, a więc Azję Południowo-Wschodnią – jedno z kluczowych miejsc dla światowej gospodarki w ogóle. Po pierwsze, gdy chodzi o produkcję, po drugie – transport, który tamtędy przebiega, po trzecie – bogacące się coraz bardziej społeczeństwo chińskie, które w ostatnich latach stawało się coraz ważniejszym odbiorcą produkcji z innych części świata – także z Unii Europejskiej. Może niekoniecznie bezpośrednio z Polski, ale polskie fabryki były i są podwykonawcami różnych zachodnich koncernów, które do Chin sprzedają na potęgę swoje produkty.

Ale nie tylko czynnik geograficzny jest tu istotny…

– Oprócz wspomnianego transportu możemy wskazać także na turystykę, na organizację imprez masowych, na rynki finansowe, które z natury rzeczy są podatne, wrażliwe na różne niepokojące informacje, i tym bardziej skłonne do paniki. Z branż – może nie strategicznych, ale też kontrybuujących w dochodzie narodowym każdej z gospodarek – możemy wskazać na rozrywkę, a także na różne inne branże, które na co dzień kooperują z Chinami, przede wszystkim zaś importują z tamtego rejonu. Jeśli chodzi o Polskę, to już pojawiają się sygnały dotyczące choćby dostępności paneli fotowoltaicznych, bo farm tego rodzaju, dzięki programom – także rządowym – buduje się całe mnóstwo. I pierwsze problemy już odczuwamy, oczywiście w różnym zakresie, bo dotyczy to różnych branż gospodarki, jednych bardziej, innych mniej. Co by jednak nie powiedzieć, nie pozostaje to bez wpływu na światową gospodarkę.

Jak to się może dalej rozwinąć?

– Trudno jednoznacznie wskazać. Byłbym nieodpowiedzialny, gdybym stawiał jakąkolwiek konkretną diagnozę. Oczywiście tych prognoz jest całe mnóstwo, są one bardzo rozchwiane, począwszy od takich, które były formułowane w ostatnich dniach, które mówią, że koronawirus w przypadku Polski – od strony ekonomicznej rzecz jasna – nic złego nie uczyni, wręcz przeciwnie, że produkcja zacznie się przenosić z Chin i innych krajów tamtego regionu być może właśnie do nas. Są też prognozy, np. analityków Banku Credit Agricole, które mówią, że spowolnimy z do niedawna prognozowanych 3 procent wzrostu PKB w tym roku do 1 procenta, choć i to, zdaniem analityków, nie jest na dzisiaj takie pewne.

Do kwestii Polski jeszcze wrócę, ale jeśli chodzi o Chiny, które zajmują szczególne miejsce w łańcuchu dostaw, czy sprawa koronawirusa może zmienić podejście zachodnich koncernów do lokowania produkcji w tym kraju, czy możemy się spodziewać jakiejś głębszej refleksji?

– Koronawirus rzeczywiście pokazał głębokie uzależnienie gospodarki światowej od Chin. Dlatego taka refleksja w obliczu załamania się dostaw z tamtego kierunku powinna się pojawić, co więcej, należy zrewidować dotychczasowe podejście i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bezwzględnie z taką refleksją na poziomie akcjonariuszy, udziałowców, menedżerów, rad nadzorczych, członków zarządów światowych koncernów będziemy mieli do czynienia i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ta refleksja będzie – jak sądzę – przede wszystkim zmierzała w kierunku dywersyfikacji źródeł dostaw czy to gotowych produktów, czy półproduktów, w każdym razie w kierunku dywersyfikacji swoich inwestycji produkcyjnych przez te koncerny i korporacje. Uzależnienie się w tak dużym stopniu – jeśli chodzi o poziom produkcji – od jednego kraju, jakie nastąpiło w dwóch ostatnich dekadach, jest co do zasady niezdrowe i bardzo ryzykowne dla globalnego systemu gospodarczego. Biorąc pod uwagę, że chodzi tu o Chiny, a nie inne kraje – mówiąc wprost – bardziej cywilizowane pod wieloma względami, to musi rodzić dodatkowe, określone ryzyka, których chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Chiny mają po prostu swoją specyfikę i ją należy brać pod uwagę, kreśląc długoterminowe plany i prognozy dla własnego przedsiębiorstwa, dla całej branży, a także dla całych gospodarek. Uważam, że bez względu na to, w którym kierunku sytuacja z koronawirusem rozwinie się w najbliższym czasie, to przykre doświadczenie, z którym mamy do czynienia w ostatnich tygodniach, skłoni do refleksji. Choć nie należy się spodziewać szybkich zmian, te procesy będą trwały, bo fabryki czy zakładu nie da się przecież przenieść w inne miejsce na świecie z dnia na dzień czy nawet z miesiąca na miesiąc. Myślę jednak, że w pamięci menedżerów czy w ogóle decydentów dużych międzynarodowych firm koronawirus wyrył już trwały ślad i to będzie skutkowało określonymi działaniami.             

Wypowiedź minister Jadwigi Emilewicz, że paradoksalnie epidemia koronawirusa może mieć pozytywny wpływ na polską gospodarkę, może być szansą dla polskich firm, spotkała się z ostrą krytyką opozycji, tymczasem chyba sporo jest w tym racji…

– Minister Jadwidze Emilewicz absolutnie nie chodziło o to, że my liczymy na pozytywne skutki koronawirusa jako zjawiska chorobowego – broń Boże. Dlatego opozycja, zanim zabierze głos, powinna ochłodzić swoje zapędy i przemyśleć, co mówi. Minister zwyczajnie stwierdziła fakt, nie oceniła samego zjawiska epidemii czy pandemii nowej mutacji tego wirusa. Natomiast, tak jak mówi min. Jadwiga Emilewicz, chińska gospodarka straci na tym najwięcej ze wszystkich gospodarek na świecie, i myślę, że więcej, niż dzisiaj jesteśmy w stanie przypuszczać. Chiński wzrost gospodarczy może zwolnić na trwałe, a nie tylko na chwilę. Oczywiście daleki jestem od ferowania czarnych wizji czy bardzo negatywnych, wręcz apokaliptycznych scenariuszy, ale nie sądzę, żebyśmy mieli do czynienia z załamaniem, bo akcenty, jeśli chodzi o dynamikę światowego PKB, rozłożą się trochę inaczej w różnych częściach świata niż miało to miejsce do tej pory.   

Chiny i inne państwa zachodnie będą tracić, ale Polska niekoniecznie?

– To prawda, my nie musimy stracić na zjawiskach związanych z koronawirusem, zwłaszcza że radzimy sobie ze zjawiskiem chorobowym względnie dobrze – porównując to z innymi państwami. Jest w tym pewna zasługa polityki i kierunku, jaki polski rząd obrał w tej sprawie. Po pierwsze, polskie władze nie wykonują panicznych ruchów, a po drugie – i to mnie najbardziej cieszy – rzetelnie, na bieżąco, intensywnie rząd informuje społeczeństwo, w tym przedsiębiorców, także inwestorów zagranicznych, o tym, co się w Polsce z koronawirusem dzieje. Ministrowie resortu zdrowia, przedstawiciele Głównego Inspektoratu Sanitarnego, również sanepidu, właściwie nie wychodzą ze studiów radiowych i telewizyjnych, wydają komunikaty, informując możliwie jak najszerzej, w sposób jasny, rzeczowy o sytuacji, o tym, jak należy postępować i jak się zachować w sytuacji zakażenia koronawirusem. Ponadto studzą emocje, aby nie ulegać panice. Póki co procedury zdały egzamin, co mieliśmy okazję zaobserwować przy okazji pierwszego potwierdzonego przypadku koronawirusa w Polsce. To pokazuje, że wiarygodne informowanie i przestrzeganie, i cała kampania jest bardzo istotna dla uspokojenia nastrojów społecznych. Również polska gospodarka potrzebuje spokoju dla normalnego funkcjonowania i stabilnego rozwoju. Warto też podkreślić ważną inicjatywę dotyczącą produkcji płynu do dezynfekcji rąk, czego podjęła się spółka Orlen Oil należąca do PKN Orlen. W sklepach zaczęło brakować tego produktu, dlatego, jak słyszymy, w ciągu dwóch tygodni około jednego miliona litra tego środka, wyprodukowanego przez spółkę Orlen Oil, trafi na rynek, w pierwszym rzędzie znajdzie się on w instytucjach publicznych m.in. w szkołach, będzie też dostępny na stacjach paliw koncernu.

Dziękuję za rozmowę.  

 

  

 

Mariusz Kamieniecki