Europie grozi kolejna fala migracyjna
Poniedziałek, 2 marca 2020 (22:28)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy w związku z wydarzeniami w północnej Syrii na szerszą skalę grozi nam konflikt turecko-syryjski?
– Konflikt syryjski rozgrywa się na wielu płaszczyznach, mamy też wielu aktorów tego spektaklu, którzy uczestniczą w tej grze. Wśród nich jest Rosja, Turcja, w mniejszym stopniu również Arabia Saudyjska oraz Stany Zjednoczone, które w tej chwili – jak się wydaje – nie odgrywają już zasadniczej roli. Oczywiście nie należy też zapominać o Izraelu, dla którego Syria i Iran są głównymi wrogami. Jak widać, jest to konflikt bardzo złożony, który może doprowadzić nawet do rekonfiguracji sytuacji międzynarodowej czy też zwiększenia wpływów różnych państw na Bliskim Wschodzie, co pośrednio będzie też miało wpływ na szerszy, globalny układ sił.
Z czyjej strony płynie większe zagrożenie dla świata, dla pokoju, ze strony Syrii czy może Turcji, która jest istotnym elementem NATO, a która staje się poważnym problemem dla świata Zachodu?
– Syria jest tylko przedmiotem rywalizacji różnych państw i interesów międzynarodowych, stąd większe zagrożenie dla stabilizacji płynie ze strony Turcji. Chodzi o to, że Turcja niewątpliwie będzie bronić swoich wpływów w prowincji Idlib na północnym zachodzie Syrii, gdzie trwa ofensywa armii syryjskiej przeciwko rebeliantom. Warto przypomnieć, że prowincja Idlib w wyniku porozumień astańskich między Moskwą a Ankarą została – w formie pewnego nadzoru – powierzona Turcji. Utworzono strefy bezpieczeństwa, strefy deeskalacji pod nadzorem Turcji i nie wydaje się, żeby Ankara zrezygnowała z tych ustaleń. Natomiast realizacja planów i polityki Turcji w tym zakresie będzie wymagała z jej strony porozumienia z Rosją. Nie sądzę, by Turcja zdecydowała się na ryzyko konfrontacji z wojskami rosyjskimi, natomiast nie ulega wątpliwości, że w tym zakresie jest raczej skazana na współpracę z Moskwą. I to, że Turcja będzie się starała doprowadzić do porozumienia z Kremlem, jest elementem, który może wpływać na układ sił politycznych. Zresztą prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że w czwartek udaje się do Rosji, co pokazuje, że trwa dążenie do porozumienia z Moskwą, i taki scenariusz jest wysoce prawdopodobny.
Turcja wypuszcza syryjskich uchodźców. To oznacza konflikt z Unią Europejską?
– Ankara oświadczyła, że oczekuje od społeczności międzynarodowej wzięcia pełnej odpowiedzialności za sytuację w prowincji Idlib, gdzie trwa ofensywa armii syryjskiej przeciwko rebeliantom. Turcja zapowiedziała też, że nie będzie dłużej prowadziła polityki wcześniej ustalonej z Unią Europejską w zakresie zatrzymywania uchodźców i to jest sytuacja bardzo niebezpieczna. Ankara dysponuje bowiem narzędziem nacisku na Brukselę, ponieważ w Turcji – na chwilę obecną – przebywa bodajże cztery miliony uchodźców z Syrii. Jeśli ta fala zostanie wpuszczona do Europy, to może być bardzo niebezpiecznie.
Zatem kryzys migracyjny narasta na nowo? Kryzys, który według unijnych decydentów w poprzedniej kadencji europarlamentu miał być rozwiązany raz na zawsze?
– Unii Europejskiej niewątpliwie grozi kolejna fala napływu uchodźców muzułmańskich, przy czym Bruksela nigdy nie rozwiązała problemu imigracji, natomiast został on tylko czasowo, doraźnie zastopowany. Było jasne, że prędzej czy później ten problem powróci.
Wygląda na to, że Donald Tusk i Jean-Claude Juncker za grube miliardy euro przekazane Turcji kupili sobie czas, nie rozwiązując problemu?
– Można tak powiedzieć, choć niewykluczone, że sytuacja z kupieniem tzw. świętego spokoju może się powtórzyć. Wydaje się, że Unia Europejska, decydując się na taki doraźny wariant, stała się wręcz klientem Turcji, która teraz może zażądać od Unii uznania swojej interwencji w Syrii. To sprawia, że możliwości Unii Europejskiej są mocno ograniczone, bo jakiekolwiek sankcje wymierzone w Turcję spowodowałyby niewątpliwie reakcję ze strony Ankary, zwłaszcza w kwestii uchodźców, którzy już dzisiaj próbują przekroczyć granicę lądową Turcji z Grecją i przedostać się na teren Europy. Grecka straż graniczna wspierana przez wojsko jak dotąd odpiera ten napływ i agresywne zachowania imigrantów muzułmańskich, ale są to działania doraźne. Trudno powiedzieć, jak to będzie wyglądało, jeśli uchodźcy ruszą szerszą nawą, co może sprawić, że w dłuższej perspektywie odpór okaże się nieskuteczny. Tak czy inaczej Unia Europejska musi podjąć rozmowy z Turcją w tym zakresie, zanim problem uchodźczy stanie się niemożliwy do zastopowania.
Tylko jak prowadzić rozmowy, skoro nie ma się żadnego planu, co więcej – wśród państw członkowskich brakuje jednomyślności.
– To prawda, Unia nie ma planu, nie ma koncepcji, ale też nie ma instrumentów, narzędzi, które mogłyby skutecznie wpływać na coraz bardziej rosnące zagrożenie. Działania takie jak uszczelnianie granic czy działania wzmacniające prowadzone przez Europejską Agencję Straży Granicznej i Przybrzeżnej – Frontex – to działania absolutnie niewystarczające. Problem jest jednak bardzo poważny i w tej chwili można powiedzieć, że to nie Unia Europejska, ale Turcja jest stroną zwycięską tego konfliktu syryjskiego, ale nie tylko. Mianowicie nie można zapominać o Rosji, w której rękach – obok Turcji – jest chwilowe rozwiązanie konfliktu syryjskiego. Rosja osiągnęła swoje cele, zniszczyła syryjskie oddziały Al-Kaidy, jednak ma swoje bazy wojskowe w Syrii, co więcej – utrzymała przy władzy reżim prezydenta Baszara al-Asada. W tej chwili to właśnie Rosja i Iran wspierają prezydenta Asada, przejmując inicjatywę, przy czym Rosja jako główny gracz jest jak dotąd wygranym tego syryjskiego konfliktu.
Rosja może być zainteresowana destabilizacją Europy poprzez napływ uchodźców?
– Oczywiście. W interesie Moskwy może być napływ do Europy uchodźców syryjskich, którzy już są w Turcji. To pokazuje, że Rosja – zresztą jak w wielu innych obszarach – staje się głównym rozgrywającym. Jest to też w jakimś sensie brak konsekwencji w polityce Stanów Zjednoczonych w Syrii, a przede wszystkim zarzucenie planów wsparcia dla Kurdów. W czasie poprzedniej prezydentury, Baracka Obamy, rozważana była kwestia ewentualnego wsparcia dla Kurdów, wydzielenia części terytorium Syrii i utworzenia czegoś w rodzaju państwa kurdyjskiego. Jednak wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Syrii spowodowało, że w tej chwili Rosja stała się głównym graczem na arenie syryjskiej, ale warto też pamiętać, że Izrael – sojusznik Waszyngtonu, a zarazem państwo bardzo istotne, jeśli chodzi o rozwiązanie tego konfliktu, w żaden sposób nie uzna tej sytuacji, która w tej chwili ma miejsce, tzn. znaczącej roli Syrii i Iranu. Wydaje się zatem, że mamy w tym momencie do czynienia z kolejną eskalacją, kolejną odsłoną tego konfliktu, ale bynajmniej nie jego końcem. Myślę, że sytuacja w kolejnych latach może się zmieniać, a o spokój w tym regionie będzie trudno.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki