Najlepiej, żeby kandydatka milczała…
Sobota, 29 lutego 2020 (20:58)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Za nami konwencja wyborcza Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jak czytająca z kartki, do tego dość nieporadnie, kandydatka Koalicji Obywatelskiej jawi się na tle prezydenta Andrzeja Dudy?
– Małgorzata Kidawa-Błońska – na tle prezydenta Andrzeja Dudy – zawsze wyglądała słabo, i to zarówno od strony merytorycznej, jak też wizerunkowej. Dlatego – na tym etapie – sztabowcy Kidawy-Błońskiej nie chcą wejść w tę rywalizację bądź się ścigać. Mają dwa cele, pierwszy – wprowadzenie Kidawy-Błońskiej do drugiej tury wyborów prezydenckich, a drugi to ciągłe podgrzewanie ideologii anty-PiS-u, ale nie w sensie merytorycznym, bo to jest nie do przeskoczenia, tylko w sensie emocjonalnym.
Stąd podczas dzisiejszej konwencji na scenie Platformy wystąpił kierowca, który w 2017 roku zderzył się z limuzyną ówczesnej premier Beaty Szydło, ojciec z chorą onkologicznie córką czy ojciec Igora Stachowiaka pokrzywdzonego przez policję we Wrocławiu. Jak widać, podnoszone są rzeczy, za które prezydent Duda nawet w najmniejszym stopniu nie odpowiadał, rzeczy, które najzwyczajniej w świecie się zdarzają, ale podniesione do ważnej rangi mają być obciążeniem, a wszystko po to, żeby anty-PiS był cały czas podsycany, by brzmiał jak najbardziej doniośle. I to jest istota tego „programu”, tylko że jest to anty-PiS emocjonalny, bynajmniej nie programowy.
Na scenie dość niespodziewanie dla organizatorów pojawili się aktywiści ruchu Młodzieżowy Strajk Klimatyczny…
– Owszem, co więcej, żądali aktywnych działań w sprawie poprawy sytuacji klimatycznej, a kiedy Małgorzata Kidawa-Błońska próbowała z nimi rozmawiać, to nawet nie chcieli podać jej ręki. To, jeśli wziąć pod uwagę zapowiedź powołania Rady Bezpieczeństwa Klimatycznego, przez kandydatkę Koalicji Obywatelskiej, wygląda wizerunkowo bardzo słabo. Zresztą hasła głoszone przez Małgorzatę Kidawę-Błońską są tak okrągłe, tak mało konkretne, że właściwie każdy kandydat mógłby je głosić.
Celem sztabu kandydatki Koalicji Obywatelskiej jest, aby w pierwszej turze nie zrazić nikogo z elektoratów pozostałych kandydatów anty PiS-owskich, czyli mówić tak okrągłymi zdaniami, posługiwać się tak ogólnymi frazesami, żeby nikt nie poczuł się urażony i w drugiej turze oddał głos na Kidawę-Błońską. Można zatem powiedzieć, że jej kandydatura jest obła, słaba pijarowsko, ale taka, która liczy, że niechęć do PiS-u na tyle silna, że w drugiej turze zsumują się wszystkie elektoraty. Nie należy wykluczać, że przy pewnym zbiegu okoliczności może się to udać.
Tylko że słuchając tego, co i jak mówi kandydatka Koalicji Obywatelskiej, będąc nawet anty-PiS-owcem trudno być pod wrażeniem. Czy zatem popieranie tej kandydatury, która nie dorasta do pewnego poziomu, zwyczajnie nie jest wstydem?
– Wśród elektoratu anty-PiS-owskiego czynniki merytoryczne nie są decydujące. Proszę sobie przypomnieć, czy Aleksandra Dulkiewicz w Gdańsku, biorąc pod uwagę jej wpadki, chociażby w relacji do burmistrza Londynu czy inne kwestie, była odpowiednim kandydatem…, a mimo to została wybrana. Czy Rafał Trzaskowski dorasta do pewnego poziomu, a mimo to został prezydentem Warszawy w pierwszej turze, tylko dlatego, że był kandydatem anty-PiS-owskim.
Wśród pewnego elektoratu niechętnego PiS-owi brak merytoryczności nie jest wadą. Wstyd idzie na drugi plan, liczy się tylko, żeby dołożyć PiS-owi. Atmosfera jest tak mocno podgrzewana, i to na różnych poziomach – również na poziomie kulturowym. Tacy ludzie odreagowują swoje kompleksy atakami na „motłoch” PiS-owski. I tym próbuje się grać. Na podstawie sondaży przeciwnicy PiS-u sobie wykalkulowali, że Andrzej Duda wygrywa tak czy inaczej, bo ma czterdzieści kilka procent, ale suma kandydatów opozycyjnych daje więcej, a skoro w drugiej turze ta suma rozstrzygnie, to przyjęto właśnie taką strategię.
Tyle że karty do gry są takie, że słaby kandydat – Kidawa-Błońska…
– Owszem, ale nastroje anty PiS-owskie są bardzo mocne w sporej części elektoratu i ponieważ nie da się zagrać osobowością Kidawy-Błońskiej, bo jak widać wszelkie próby zawodzą, więc jeśli się nie da, to trzeba zagrać na nastrojach właśnie anty-PiS-owskich. Najlepiej je podgrzać, najlepiej wyrzucić z tego jakąkolwiek racjonalność i być może, przy bardzo sprzyjających warunkach, także przy pomocy zagranicy, która zacznie straszyć cięciami funduszy dla Polski, być może także przy pomocy straszenia koronawirusem, się to uda. Pomysłów zapewne jest wiele.
Z drugiej strony jest Władysław Kosiniak-Kamysz, który też chce być prezydentem wszystkich Polaków, nadzieją dla Polski – jak głosi jego hasło, który w podrzeszowskiej Jasionce mówił, że jako prezydent przeprowadzi Polskę przez reformę ochrony zdrowia, przeprowadzi też ustawę emerytura bez podatku. Czy jako polityk z określoną przeszłością w rządzie Tuska jest w stanie dotrzeć chociażby do elektoratu wiejskiego?
– Kosiniak-Kamysz liczy na coś więcej. Ma świadomość, że w wiejskim elektoracie dominuje PiS i zdaje sobie sprawę, że nie przebije tej bariery. Programy społeczne, programy socjalne bardzo mocno pomogły ludziom żyjącym na wsi, do tego 13. emerytura i zapowiedź 14. to zbyt duża pomoc rządu dla wsi, aby Kosiniak-Kamysz mógł to przebić i zyskać posłuch. Dlatego ukierunkowuje się na elektorat małomiasteczkowy plus. Kieruje też wezwania do Kidawy-Błońskiej do debaty, bo wie, że gdyby całe zaplecze medialne – które póki co stoi za opozycją – uznało jednak, że jego szanse są większe w wyborach, w rywalizacji na osobowości i umiejętności pokonałby Małgorzatę Kidawę-Błońską.
I w tym znaczeniu to, że jest z PSL-u jest dla niego pewnym obciążeniem, jeśli chodzi o pozyskanie głosów wielkomiejskich, gdzie przede wszystkim są zwolennicy opozycji. Tak czy inaczej wszedł rywalizację z Kidawą-Błońską i zdaje sobie sprawę, że wszelkie jej wpadki językowe, wizerunkowe działają na jego korzyść. Kosiniak-Kamysz to kandydat nie do końca ludowy, stąd odnosi się do PiS. Byłby mu też potrzebny Donald Tusk, którego poparcie dałoby mu możliwość wygranej w rywalizacji z Kidawą-Błońską. Przy błędach sztabu kandydatki Koalicji Obywatelskiej nie wykluczyłbym, że Kosiniak-Kamysz mógłby ją przeskoczyć. Wtedy mielibyśmy do czynienia z całkowitym przemodelowaniem sceny politycznej po stronie opozycyjnej.
Jest jeszcze Szymon Hołownia?
– Wydaje się, że Szymon Hołownia nie dorósł do roli, jaką sobie czy też inni mu wymyślili, a Władysław Kosiniak-Kamysz ma jednak i zaplecze partyjne, jako kandydat partii ma też środki finansowe, a więc dane, aby rywalizację o drugą turę na opozycji wygrać, a być może później nawet zwyciężyć w całej grze. W moim przekonaniu Kosiniak-Kamysz jest groźniejszym kandydatem dla Andrzeja Dudy w drugiej turze niż Małgorzata Kidawa-Błońska.
Z jakich powodów?
– Władysław Kosiniak-Kamysz od strony osobowościowej, wizerunkowej przedstawia się lepiej, ponadto w Polsce jako prezydenta widzi się raczej mężczyznę, a ponadto pijarowsko jest politykiem dużo sprawniejszym od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Wspomniał Pan o roli, jaką w kampanii Kosiniaka-Kamysza mógłby odegrać Tusk, tylko, że ten poparł już Kidawę-Błońską?
– Co stoi na przeszkodzie, żeby Donald Tusk zmienił zdanie. Zresztą to poparcie wyrażone dla Kidawy-Błońskiej było bardzo subtelne, ponadto Tusk prowadzi pewną grę na szerokiej planszy kandydatów opozycyjnych. Po pierwsze, jest to gra wewnątrz Platformy, gdzie po odejściu Schetyny nie chce od razu pogrążać tej formacji, a być może widzi też jakąś szansę i nadzieję dla siebie na przyszłość. Po drugie, nie chce też zagrać twardo i zdecydowanie na Kosiniaka-Kamysza – na tym etapie, bo co by się stało, gdyby kandydat ludowców – z poparciem Tuska – przegrał rywalizację z Kidawą-Błońską, co absolutnie jest możliwe. Kim wówczas byłby Tusk i cóż znaczyłoby na przyszłość jego poparcie? Dlatego jako sprofilowany wyłącznie na swoją własną karierę chce znaczyć coraz więcej i bardziej woli markować swoje wpływy, promować swoją markę w opozycji, ale nie chce postawić na kogoś, kto może przegrać, bo to może go skompromitować i osłabić jego siłę. Można by wtedy uznać, że Tusk, to zgrana karta.
Co będzie, co może być czynnikiem, który zdecyduje o tym, kto wygra wybory na opozycji?
– Bazowo jest to Małgorzata Kidawa-Błońska, za którą stoi elektorat Platformy czy Koalicji Obywatelskiej – potencjalnie największy na opozycji. Po drugie Platforma dysponuje największą pulą pieniędzy spośród innych sił opozycyjnych, co w kampanii ma znaczenie, chociażby żeby emocje rozgrzać jeszcze bardziej. Tyle że kandydatka jest tak słaba, że niektórzy obserwatorzy nawet twierdzą, że im mniej Kidawy-Błońskiej jest w mediach, czy im mniej się wypowiada, tym lepiej dla niej. Zatem przy dużej słabości kandydatki tych wpadek może być tak dużo, że atuty pierwotne, bazowe zwyczajnie nie wystarczą.