• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Na polskiej scenie Tusk nie ma już czego szukać

Sobota, 29 lutego 2020 (13:03)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Komu służy włączenie się Donalda Tuska w kampanię wyborczą, jaka jest intencja takiego działania?

– Intencją jest oczywiście wsparcie kandydata Koalicji Obywatelskiej, czyli Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która wyraźnie sobie nie radzi. Jeżeli angażuje się w to szef Europejskiej Partii Ludowej, można by rzec, że służy to także interesom tych, którzy w tej formacji wiodą prym, czyli również politykom niemieckim. Nie można jednak wykluczyć, że to zaangażowanie ma służyć także samemu Donaldowi Tuskowi, który chce się przypomnieć w polityce krajowej.

Natomiast jaki będzie efekt tych usiłowań, to pokaże czas. Myślę, że może on być odwrotny od zamierzonego, dlatego, że Donald Tusk wielu Polakom kojarzy się jednoznacznie negatywnie m.in. z podwyższeniem wieku emerytalnego, ponadto ze wszystkimi aferami Platformy: stoczniową, autostradową, VAT-owską i innymi. A zatem zamierzone wsparcie tak naprawdę może się okazać dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej kulą u nogi.

Tusk ma negatywny odbiór społeczny i jest –jak się potocznie mówi – niewybieralny. Czy racjonalne jest włączenie go do kampanii?

– Na pewno okres świetności Donald Tusk ma za sobą, bo jednak przez osiem lat Platforma pod jego przewodnictwem dwukrotnie wygrała wybory parlamentarne. Wszystko jednak trwało do czasu, do momentu, kiedy Polacy przejrzeli na oczy, kiedy prawda o „geniuszu” Tuska wyszła na jaw. Platforma przegrała wybory, a wszyscy ci, którzy liczyli na jakieś korzyści dla Polski – z racji przewodzenia przez Donalda Tuska Radzie Europejskiej – musieli się srodze zawieść. Król Europy okazał się człowiekiem, który potulnie wykonywał wszystkie zalecenia czy wskazania kanclerz Angeli Merkel – łącznie z chybionym pomysłem kwot emigrantów i otwarcia granic Europy na emigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Stąd na arenie polskiej Tusk nie ma już czego szukać.

Tusk już parę razy „pomógł” Platformie… Na ile może zmobilizować elektorat Platformy przed wyborami prezydenckimi?

– Jeżeli chodzi o mobilizację twardego elektoratu, może to zrobić, ale to za mało. Zresztą ten twardy, wręcz wrogo nastawiony wobec Prawa i Sprawiedliwości elektorat mobilizacji nie potrzebuje, więc chodzi tu bardziej o wprowadzenie elementu zamieszania w szeregi Koalicji Obywatelskiej. Zawsze jest tak, że kiedy jest powołany sztab, jest koncepcja i wkracza jeszcze kolejna osoba, to taka kampania może się skomplikować i przebiegać z problemami dotyczącymi np. braku konsekwencji.

Kampania ze strony Koalicji Obywatelskiej jest oparta przede wszystkim na hejcie, i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To jest brudna kampania opierająca się na pomówieniach, na atakach na prezydenta Andrzeja Dudę bez racjonalnych podstaw, oparta na kłamstwie i w ten trend wpisuje się także Donald Tusk ze swoimi złośliwościami niegodnymi męża stanu, za jakiego chce on uchodzić. Co by nie powiedzieć, od polityka, który pełnił ważną funkcję europejską i pełni nadal, choć w innym wymiarze, należałoby oczekiwać klasy, tymczasem okazuje się, że Tusk tej klasy nie ma.

Tusk popisuje się na Twitterze, mówiąc o rozdawnictwie PiS-u, prorokuje, że PiS już wie, że niedługo straci władzę i na koniec chce zbudować mit złotej epoki Jarosława Kaczyńskiego, podobnie swą niechęć do PiS-u wyrażał podczas Festiwalu Dyplomatycznego w Białymstoku. W głębi serca chyba czuje zadrę do PiS-u, w końcu przegrał, co było do przegrania?

– Przede wszystkim Donald Tusk poniósł osobistą porażkę, przegrywając w 2005 roku z Lechem Kaczyńskim walkę o prezydenturę w Polsce. I ta zadra tkwiła później w nim przez całe lata. Niestety, bilans dokonań tego człowieka jest jednoznacznie negatywny: osiem lat rządów Platformy i PSL-u to nic innego jak ciągnięcie polskiej gospodarki w dół, wielka grabież majątku narodowego, wielka luka VAT-owska, podwyższenie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, grabież OFE.

Mówienie dzisiaj o rozdawnictwie przez PiS, rozdawnictwie, które przecież nie ma miejsca. Fakty są takie, że mamy przecież do czynienia z dzieleniem się owocami wzrostu gospodarczego, które Polska zawdzięcza rządom Zjednoczonej Prawicy. Wszystkie działania począwszy od uszczelnienia systemu podatkowego poprzez tworzenie warunków wzrostu gospodarczego spowodowały olbrzymi wzrost dochodów budżetowych i możliwość podzielenia się efektami tego wzrostu ze społeczeństwem. Odwrotną sytuację mieliśmy w okresie rządów Donalda Tuska, gdzie dominowała polityka „ciepłej wody w kranie”, którą mamił Polaków, a tak naprawdę mieliśmy kryzys gospodarczy i politykę niemożności. 

Nic wówczas w Polsce nie można było zrobić, wszystko było niemożliwe, bo miała się temu sprzeciwiać Unia Europejska, bo było to niezgodne z unijnymi przepisami. Weźmy dla przykładu to, co stało się z polskimi stoczniami, gdzie zamiast wesprzeć z budżetu państwa upadające firmy, Donald Tusk doprowadził do ich likwidacji. Tymczasem w Niemczech stocznie zawsze mogły liczyć na pomoc państwa i tam nikt unijnymi zakazami się nie przejmował. W Polsce odwrotnie – stanowisko unijne było dominujące.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania Donalda Tuska, PiS chyba nie jest specjalnie zasmucone faktem jego włączenia się w kampanię Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?

– Oczywiście, że nie. Wystarczy tylko spojrzeć na notowania Małgorzaty Kidawy-Błóńskiej, które w tej chwili oscylują na poziomie dwudziestu kilku procent. I nawet po wejściu Donalda Tuska do tej kampanii nie drgnęły w górę, a nawet się obniżyły. Dlatego wielkich obaw nie ma, myślę, że większe obawy są spowodowane hejtem, całą tą brudną, brutalną kampanią, prowokacjami, jakie stosują politycy Koalicji Obywatelskiej przy wsparciu życzliwych im mediów. To wszystko – siłą rzeczy – musi budzić nasze obawy i powoduje szczególną czujność, aby nie dać się sprowokować, żeby pozytywny przekaz, który prezentuje prezydent Andrzej Duda i jego sztab, żeby to wszystko było sednem trwającej kampanii.        

Jak zatrzymać falę hejtu, która sięga bruku? Jeśli bowiem w kampanię opozycja próbuje wpleść koronawirusa i związane z tym zagrożenie, to chyba wygląda to źle…

– Oczywiście granie sprawą życia i zdrowia obywateli świadczy o niedojrzałości politycznej wszystkich, którzy stosują tego typu metody. Sami sobie wystawiają świadectwo. Jeśli zaś chodzi o hejt, to są środki prawne, żeby stopować wszelkie zapędy, bo tam, gdzie granice zostają przekroczone, automatycznie muszą iść powiadomienia, i to w trybie wyborczym czy na ogólnych zasadach.

Nie można pozwolić, żeby język nienawiści na trwałe wpisał się w przestrzeń debaty politycznej, nie można pozwolić na kłamstwo. Z całą pewnością będziemy reagować, ale w granicach przewidzianych prawem. Tutaj nie może być mowy o jakiejkolwiek cenzurze. My będziemy prowadzić pozytywną kampanię, o co apelowała szefowa sztabu prezydenta Andrzeja Dudy mec. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło. Będziemy też konsekwentni i na oczywiste nieprawdy będziemy reagować, będziemy je prostować.

Prawda sama się obroni, również sama kandydatura prezydenta Andrzeja Dudy, który przez pięć lat pokazał twarz polityka obliczalnego, polityka o wysokiej kulturze osobistej, polityka skutecznego także na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim polityka, który zawsze jest blisko ludzi, który z chwilą wyboru i objęcia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej nigdy nie zapomniał o swoich wyborcach, o wszystkich Polakach i przez pięć lat jeździł po Polsce, odwiedzając wszystkie powiaty, spotykając się w różnych miejscowościach z ludźmi. I tego Polacy na pewno nie zapomną. Stąd ta kampania będzie – w jakimś sensie – powtórką kampanii sprzed pięciu lat, bo przewidziane 150 spotkań w rozmaitych miejscowościach na terenie kraju to zapowiedź tego.    

          Dziękuję za rozmowę. 

   

Mariusz Kamieniecki