• Piątek, 3 kwietnia 2020

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Najlepiej ocenią wyborcy

Czwartek, 20 lutego 2020 (23:53)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dudabus wyruszył w trasę, znamy też trzon sztabu wyborczego prezydenta Andrzeja Dudy, który stanowią: Beata Szydło, Joachim Brudziński i Adam Bielan. Tych nazwisk można się było spodziewać, ale to, że szefową kampanii będzie Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, już chyba mniej. Zaskoczenie?

– W składzie sztabu prezydenta Andrzeja Dudy widać połączenie, pewien balans między doświadczeniem i świeżością, o czym świadczą nowe twarze. Widać, że skład tego zespołu nie jest przypadkowy, ale przemyślany. Nic zatem dziwnego, że w tym gronie znalazły się osoby znane, zaufane, ale są także nowe, kompletnie dotychczas nieznane, przynajmniej w tej roli. Przykładem jest Jolanta Turczynowicz-Kieryłło.   

Z czym będzie się musiał zderzyć sztab prezydenta Dudy w rozpoczynającej się kampanii, z hejtem, propagandą?

– Uważam, że na dzisiaj największym problemem, z którym prezydent Duda i jego sztab będzie się musiał zmierzyć, to dorobek pięciu lat sprawowania najwyższego urzędu w państwie. Opozycja będzie starała się wykorzystać wszystko. Cała akcja w kampanii wyborczej polega na tym, że  atakuje się tego, kto rządzi. Nic zatem dziwnego, że urzędujący prezydent staje się głównym celem ataku wszystkich kontrkandydatów. Najprościej jest atakować, przypominać, co obiecał Andrzej Duda, co zrobił bądź czego nie zrobił, a jeżeli już, to jak zrobił, może za mało. Stąd, w mojej ocenie, to jest dzisiaj pierwsze wyzwanie dla sztabu urzędującego prezydenta – zmierzyć się z mijającą kadencją.

Kontrkandydaci prezydenta narzekają na obecną władzę, krytykują, mówią, że trzeba zrobić to i to, tylko nie mówią o żadnych konkretach.

– Proszę pamiętać, że na tym etapie mamy kandydatów na kandydatów i dzisiaj jest wielka akcja zbierania wymaganej ilości podpisów z poparciem. Natomiast właściwa kampania ruszy z chwilą, kiedy dany kandydat będzie zarejestrowany i kiedy w Państwowej Komisji Wyborczej zostaną przedłożone listy z wymaganą liczbą podpisów. A zatem na dzisiaj mamy przedbiegi, co ma wymiar bardziej psychologiczny, bo – jak wiemy – chętnych do startu w wyborach prezydenckich jest wielu, ale może się okazać, że z tej grupy ok. 10 kandydatów na kandydatów, tylko połowa, sprosta wymaganiom. Stąd w tym momencie nie analizowałbym tak mocno tych kwestii i nie wchodziłbym w detale. Pretendenci mają prawo większego nacisku i ataku na urzędującego prezydenta, a urzędujący prezydent powinien robić swoje. Na tym polega ta różnica.

Prezydent Duda zaapelował o wzajemny szacunek i kulturę w trakcie kampanii, która staje się brudna. Spodziewa się Pan jakiegoś pozytywnego odzewu?

– Najlepiej ocenią to wyborcy, którzy nie lubią agresji. Tymczasem poziom agresji w naszym życiu publicznym jest tak wysoki, tego brudu jest tak dużo, że czas to ograniczyć. Są tacy, którzy uważają, że chcąc wygrać wybory, powinni atakować. Jednak przestrzegałbym przed takim podejściem, bo ludzie tego nie kupią. Agresja, hejt i brak merytoryki to najlepsza droga do przegranej w majowych wyborach.

Tyle że Platforma – w ogóle cała opozycja – trzyma się tej retoryki…

– Czas pokaże, która metoda okaże się skuteczniejsza. W życiu społecznym każdy produkt, informacja, news, fake news ma swoją żywotność, a zatem jest pytanie, czy przez 80 dni, jakie pozostały do wyborów prezydenckich, taka postawa wrogości będzie dominować. Moim zdaniem, nie da się na dłuższą metę obrzucać błotem kontrkandydatów. W pewnym momencie taka postawa zacznie się obracać przeciwko temu, kto takie metody stosuje. Miejmy zatem  świadomość, że taka negatywna kampania będzie działać na niekorzyść tego, kto stosuje tego typu metody, a więc na niekorzyść opozycji – tylko i wyłącznie.  

Kontrkandydaci prezydenta Dudy apelują o debatę telewizyjną, mówiąc, jak Krzysztof Bosak, że debata jest kwintesencją rywalizacji politycznej. Komu taka debata może służyć, a komu nie?

– Warto podkreślić, że w naszej politycznej tradycji takie debaty przygotowuje się z dużym wyprzedzeniem. Sądzę, że być może dwa, trzy tygodnie przed I turą wyborów prezydenckich może dojść do takiej debaty. Sam spodziewam się takiej debaty, ale wszystko po kolei, najpierw kandydaci niech się zarejestrują. Uważam, że debata to jest pewien przywilej dla kandydatów już zarejestrowanych. Nie wszystko da się, nie wszystko trzeba robić naraz. Przed nami 80 dni do wyborów prezydenckich i wszystkie emocje, związane także z debatą kandydatów, muszą być odpowiednio dawkowane. Na wszystko przyjdzie czas.

Były prominentny działacz komunistyczny Stanisław Ciosek doradcą Roberta Biedronia do spraw polityki międzynarodowej. Lewica sięga po swoich?

– Można powiedzieć, że po latach separacji ktoś próbuje odgrzewać stare kotlety. Na usta aż cisną się słowa: witamy w domu, zresztą nie od dziś wiadomo, że w rodzinie – także tej politycznej – jest najlepiej. Każdy ma swoje zaplecze, każdy ma swoją grupę osób, także Lewica, która sięga po prominentnych działaczy PRL-u, w tym wypadku po byłego ambasadora Stanisława Cioska.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki