Gdzie szukać emocji zimą?
Wtorek, 22 stycznia 2013 (15:26)Kto by pomyślał, że kiedy przyjdzie zima, to największych emocji sportowych znów będzie nam dostarczał „emerytowany” Adam Małysz. Gdy rozpoczynała się przerwa zimowa dla niektórych dyscyplin, zazwyczaj przykuwających do ekranów telewizorów, kibice musieli szukać innych obszarów, które zaspokajają głód sportowych doznań.
A skoro za oknem śnieg, to wiadomo, że najlepsze będą w tym czasie skoki narciarskie. Wprawdzie wraz z zakończeniem kariery przez naszego Orła z Wisły w wielu polskich domach nie pada już słynne zdanie: „Zawołaj mnie, jak będzie skakał Małysz”, wciąż jednak za jego sprawą dyscyplina ta cieszy się w naszym kraju sporą popularnością. Obecnie wszakże nie mamy takiego asa, jakim niewątpliwie był na skoczni Adam, lecz grupa naszych skoczków dość regularnie melduje się w światowej czołówce. Jest to dość przyjemne, jednakże nawet dziesięć czy piętnaście miejsc w pierwszej dziesiątce Stocha, Kota czy Żyły nie jest w stanie wzbudzić takiego entuzjazmu, jak choćby jedno zwycięstwo Polaka w tej dyscyplinie. Niemniej jednak za sprawą niebywałego „talentu” Piotra Żyły do udzielania wywiadów w polskich domach pojawiło się inne, kultowe już zdanie: „Zawołaj mnie, jak Żyła będzie się wypowiadał”.
W związku z tym, że oczekiwanych emocji nie dostarczają nam skocznie narciarskie, przerzuciliśmy się na korty tenisowe. Początek sezonu w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej był naprawdę niesamowity i nie ma co się oszukiwać – obudził apetyty na dużo więcej. Planem minimum na Australian Open było dla Isi powtórzenie zeszłorocznego wyniku, czyli dojście do ćwierćfinału. Plan ten udało się wykonać, ale nic ponadto, dlatego też możemy czuć niedosyt. Wprawdzie nawierzchnia w Melbourne nie należy do ulubionych Radwańskiej, co może tłumaczyć ćwierćfinałową porażkę z Chinką Na Li, którą kilka tygodni wcześniej nasza rodaczka gładko pokonała. Ponadto możemy z całą pewnością oczekiwać, że jeszcze w tym sezonie Agnieszka niejednokrotnie pokaże, na co ją naprawdę stać, i sprawi nam dużo radości.
W Australii także liczyliśmy na Jerzego Janowicza, który pod koniec zeszłego sezonu przebojem wdarł się na tenisowe salony. Polak odpadł w trzeciej rundzie, ale jego występy na Antypodach z całą pewnością zostaną zapamiętane. Choćby ze względu na jego wyjątkowo ekspresyjną sprzeczkę z chorwacką sędzią oraz słynne dwa pytania skierowane w jej stronę. „How many times?″ (Ile jeszcze razy?) oraz ”What Jerzy, kurde what?„ (chyba nie trzeba tłumaczyć).
Nieco więcej adrenaliny miały w nas wzbudzić również występy naszych piłkarzy ręcznych na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii. Tradycją jest, że już nawet mecze grupowe naszych szczypiornistów przyprawiają nawet odporniejszych kibiców o palpitacje serca, tak było choćby w starciach z Białorusią i Serbią. Tego jednak nomen omen serca do gry zabrakło naszym w drugiej połowie meczu z Węgrami już w pierwszej rundzie fazy pucharowej. Porażka ośmioma bramkami z całą pewnością nie oddaje potencjału naszej drużyny. W tym wypadku możemy jednak powiedzieć, że mamy do czynienia z drużyną w budowie. Nowy trener, coraz więcej nowych zawodników. Czas na sukcesy, a co za tym idzie – jeszcze większe emocje, wkrótce nadejdzie.
Dlatego też serca kibiców w zimowe wieczory znów najbardziej rozgrzewał wspomniany na początku Małysz, który obecnie jest kierowcą. I to, jak się okazuje, całkiem nie najgorszym kierowcą. W najtrudniejszym rajdzie świata, jakim jest Dakar, Adam Małysz zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Stwierdził bowiem, że na koniec chce być w pierwszej dwudziestce, co zrealizował z nawiązką, gdyż ostatecznie w tym elitarnym wyścigu był piętnasty. Przy tak szybko czynionych postępach tylko czekać, aż nasz rodak, tak jak dominował na ośnieżonych skoczniach, zacznie dominować na gorących pustyniach.
Będąc zaś przy sportach motorowych, trzeba wspomnieć o Robercie Kubicy, który wciąż deklaruje, że jego celem jest powrót do Formuły 1. Na to będzie trzeba prawdopodobnie jeszcze poczekać, jednakże emocje z udziałem krakowianina gwarantowane już niebawem. Wszystko bowiem wskazuje na to, że nasz rodak wystartuje w prestiżowej serii DTM, czyli niemieckich samochodów turystycznych. Obok niego ma się w tym sezonie pojawić tam także kilka innych głośnych nazwisk obecnych niegdyś w F1, m.in. Timo Glock czy Jaime Alguersuari.
Tym zaś, którzy nie chcą czekać do wiosny i oczekują emocji już zimową porą, krótko przypominam, aby się nie martwili, bo zawsze jest jeszcze Justyna Kowalczyk.
Łukasz Sianożęcki