• Wtorek, 7 lipca 2020

    imieniny: Estery, Ewalda, Klaudiusza

Odpowiedzieć na prowokację

Piątek, 14 lutego 2020 (22:03)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dyrektor rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin w wywiadzie dla telewizji Zwiezda stwierdził, że Polska stała się „milczącym wspólnikiem agresora”, czyli Niemiec, już w 1934 roku. 

– Rosja już kolejny raz próbuje fałszować historię, więc nie dziwmy się, że kłamstwa, jakie padają z tamtej strony, są notorycznie rozpowszechniane. Przypomnę tylko, że w ostatnim czasie Moskwa próbowała zrzucić na Polskę odpowiedzialność za wybuch, sprawstwo II wojny światowej i za holokaust. Niestety, taka polityka jak widać się nie skończyła, ale trwa w najlepsze, stąd kolejna odsłona tego spektaklu przeciwko Polsce. Powiem więcej, że przed majowymi wyborami prezydenckimi w Polsce będziemy mieć coraz więcej takich oszczerczych ataków, bo naszym wrogom, wrogom Polski, zależy na tym, żeby przedstawiać nas po stronie katów, a nie po stronie ofiar. To nie jest dla nich nic nadzwyczajnego, bo skoro Rosjanie są zdolni do tego, żeby fałszować własną historię, to tym bardziej ochoczo będą zakłamywać historię Europy i świata. Ktoś musi być winny i dlatego szukają sobie kozła ofiarnego, a Polska – w tym wypadku – jest wygodnym chłopcem do bicia.    

Trzeba powiedzieć, że Polska, owszem, podpisała deklarację o niestosowaniu przemocy z Niemcami w 1934 roku, ale ważny jest tutaj kontekst.

– Warto pamiętać, że Polska w tamtym czasie podobny pakt o nieagresji zawarła ze Związkiem Sowieckim w 1932 roku i tego dziwnym trafem Rosjanie dzisiaj nie chcą pamiętać. Tak czy inaczej trzeba wziąć pod uwagę, że były to działania ukierunkowane na zachowanie pokoju, co więcej, te umowy były przestrzegane przez Polskę, ale nie przez Berlin i Moskwę. Sytuacja była taka, że mieliśmy wówczas dwóch wrogów: Niemcy na zachodzie i Związek Sowiecki na wschodzie, których staraliśmy się zneutralizować. I zarówno pakt o nieagresji z Moskwą, jak i układ o nieagresji z Berlinem były próbą właśnie neutralizacji zagrożenia poprzez umowy międzynarodowe. Natomiast dzisiaj próbuje się to wykorzystywać przeciwko nam, sugerując, że przedwojenna Polska stała się „milczącym wspólnikiem agresora”. To jest kłamstwo!

Jaki jest cel takich wypowiedzi wysokich przedstawicieli Rosji?

– Z jednej strony ta rosyjska narracja ma na celu przykryć zapomnieniem współpracę hitlerowskich Niemiec i Rosji sowieckiej w dziele i planach Hitlera i Stalina dotyczących podboju Europy i świata. Z drugiej strony to działanie jest kolejnym etapem realizacji scenariusza gry przeciwko Polsce, kolejnym etapem prowokacji, jaki nam serwują rosyjscy politycy, żywiąc nadzieję, że ktoś w świecie uwierzy w propagandę płynącą prosto z Kremla.

Taka narracja może trafić na podatny grunt?

– Ależ oczywiście, że tak, co więcej, już trafia. Proszę pamiętać, że Rosja to ciągle potęga i wpływ tego typu działania jest dosyć znaczący chociażby z uwagi na to, że Moskwa to wciąż siła, a zajmowana przez nią pozycja jest cały czas liczącą się w świecie.

Jaki efekt mogą przynieść tego typu próby deprecjonowania Polski na arenie międzynarodowej?

– Po części świat nie odrobił lekcji i przyjmowanie takiej fałszywej narracji z Kremla wynika z ignorancji, ale też ze zwykłej wygody, bo wtedy łatwiej jest rozgrywać swoje własne interesy z tak dużym państwem jak Rosja. Podlizywanie się, czy łagodniej rzecz ujmując – uwzględniając narrację rosyjską, można zawsze coś uszczknąć dla siebie w geopolitycznej grze, która się toczy, w której Rosja wciąż odgrywa istotną rolę. A zatem można powiedzieć, że jest to coś za coś. Ci, którzy będą przyjmowali rosyjską narrację i będą kłamać pod dyktando Moskwy, będą w bliższej czy dalszej perspektywie nagradzani. Na stole leżą ważne karty, pod którymi kryją się rozmaite interesy i wszyscy o tym pamiętają. Dlatego nie ma się co oszukiwać, że będzie tutaj element obiektywizmu czy próba dążenia do prawdy. Takie są narzędzia w politycznej grze i kto jak kto, ale Rosja potrafi z nich korzystać.  

Jak w tej sytuacji bronić godności Polski, czyje to jest zadanie?

– To jest zadanie dla nas wszystkich Polaków, a zwłaszcza dla tych, którzy sprawują władzę w imieniu Narodu. Prezydent, premier, minister spraw zagranicznych, ambasadorowie i wszystkie inne resorty są zobowiązani do obrony dobrego imienia Polski i szerzenia prawdy historycznej na arenie międzynarodowej. Dobrze też pozyskiwać sojuszników mocniejszych od nas, którzy będą nas wspierać i których głos prawdy o Polsce i Polakach będzie bardziej doniosły. Po prostu wszystkie instytucje państwa polskiego, łącznie z instytucjami czy organizacjami społecznymi, także Polonia, na ile starczy sił muszą pracować, aby te kłamstwa obnażać i głosić prawdę. Z czasem to przyniesie efekt. Skoro Moskwa uruchamia pewne mechanizmy, to my w odpowiedzi również musimy uruchomić własne, aby odpowiedzieć na tę prowokację. Niektórzy twierdzą, że jest to walka z wiatrakami, ale warto pamiętać, że donkiszoci z fantazją też wygrywają. Przede wszystkim trzeba działać i wierzyć w ostateczne zwycięstwo prawdy, a nie zniechęcać się i obawiać, że kłamstwo, które na krótką metę triumfuje, będzie wieczne, bo nie będzie.

Dziękuję za rozmowę.        

 

Mariusz Kamieniecki