• Czwartek, 27 lutego 2020

    imieniny: Gabriela, Anastazji

Katownie bezpieki - Tu ginęli Niezłomni

Golgota przy Warszawskiej

Sobota, 8 lutego 2020 (20:08)

Zamordowanych w areszcie UB w Radzyniu Podlaskim grzebano w papierowych workach

Niepokaźny barak położony przy ul. Warszawskiej 5a w Radzyniu Podlaskim to wyjątkowe miejsce w skali regionu. Tu w czasie wojny mieścił się areszt Gestapo, a po wojnie – Urzędu Bezpieczeństwa. Budynek jest świadkiem tragedii tysięcy osób, którym najpierw Niemcy, a potem komuniści zgotowali piekło na ziemi. W piwnicach, w których znajdowały się cele aresztu, zachowały się oryginalne drzwi z judaszami, a na ścianach do dziś widnieją niezwykle dramatyczne inskrypcje wyryte przez więźniów. Obecnie w tym miejscu powstaje Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

W czasie okupacji w budynku przy ul. Warszawskiej 5a funkcjonowała placówka terenowa lubelskiej Komendy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, w skład której wchodziły Policja Kryminalna (Kripo) oraz Tajna Policja Państwowa (Gestapo). W latach 1939-1944 przez więzienie mieszczące się w baraku przewinęły się tysiące osób. Byli to zarówno członkowie konspiracji niepodległościowej, jak i ludzie programowo eksterminowani przez prawo III Rzeszy.

Jednorazowo mogło tam być przetrzymywanych około 400 więźniów. Część z nich – tych, wobec których prowadzono śledztwa, przewożono na Zamek Lubelski, a stamtąd – jeśli przeżyli – trafiali do obozów koncentracyjnych. Większość jednak była mordowana na miejscu i wywożona w papierowych workach na radzyński kirkut przy ul. Lubelskiej lub zabijana nieopodal – na terenie dzisiejszego osiedla Bulwary. Tam więźniowie sami kopali doły, nad którymi ich rozstrzeliwano. – Nie przeprowadzono dotychczas prac ekshumacyjnych, ale szacuje się, że pochowano tam około tysiąca ofiar – ocenia dr Dariusz Magier, profesor Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, autor opracowania „Areszt Urzędu Bezpieczeństwa w Radzyniu Podlaskim. Dokumentacja naukowa”.

Miejsce straceń nad rzeką Białką na terenie osiedla Bulwary ma swe skromne upamiętnienie.

W 1944 r. – tak jak na terenie całej Polski – niemiecką katownię przejął UB, kontynuując w tym miejscu zbrodniczą działalność. Od sierpnia 1944 r. funkcjonowała tu placówka Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – komunistycznej policji politycznej, mającej na celu pacyfikację antykomunistycznego podziemia niepodległościowego i sowietyzację społeczeństwa. Przez cele aresztu w latach 1944-1956 przewinęło się ok. 1790 osób. W latach 1944-1947 byli to głównie żołnierze podziemia antykomunistycznego – AK, potem Zrzeszenia WiN, NSZ i opozycji politycznej, osoby udzielające im wsparcia, dezerterzy z ludowego WP, poborowi uchylający się przed służbą wojskową. Więźniami byli również pospolici przestępcy. Większość aresztowanych po kilku, kilkunastu dniach odsyłano na Zamek Lubelski lub do lubelskich siedzib UB.

Dariusz Magier, który na zachowanych w IPN listach więźniów odnalazł 396 nazwisk Żołnierzy Wyklętych, twierdzi, że przez radzyński areszt mogło się ich przewinąć ok. 450. W tym gronie znalazła się większość kadry dowódczej i średniego szczebla AK i WiN Obwodu Radzyń, przebywali tu dowódcy drużyn oraz szeregowi członkowie organizacji niepodległościowych. Jednak nazwisk oficerów nie odnajdziemy na ścianach cel. – Zapewne dlatego, iż mieli wpojone zasady konspiracji – dodaje historyk, podkreślając, że porównał listę z IPN z nazwiskami wyrytymi na ścianach katowni. Okazało się, że niektóre się powtarzały (Hieronim Bylicki, Aleksander Ignaciuk, Stanisław Pociejuk, Wacław Wiącek, Edmund Zabielski, Józef Zając).

Były areszt niemieckiego Gestapo oraz komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa to parterowy, murowany barak, położony na zapleczu kamienicy, która spełniała funkcję budynku administracyjno-biurowego. Piwnica zachowała swój wygląd z lat 40. i 50. Prowadzą do niej drewniane schody. W ścianach znajduje się siedmioro drzwi do poszczególnych cel. Ich powierzchnia liczy od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Jedna z cel, w końcu korytarza, ciemna i ciasna, spełniała rolę karceru. Drzwi są oryginalne, ciężkie, wykonane z solidnych desek, wzmocnione metalowym sztabami, co charakterystyczne – posiadają judasze.

W jednych celach ściany pokryte są tynkiem, w innych – czerwona cegła została pobielona wapnem. Szczególnie cenne jest to, że zachowały się na nich wydrapane przez więźniów inskrypcje. Są to nazwiska, czasem tylko inicjały, daty, miejscowości, kreski odliczające dni pobytu, rysunki krzyża, zarysy kościołów. Szczególne wrażenie robią dramatyczne sentencje, wezwania modlitewne. „Bóg z nami”, „Jezu wybaw”, „Zdrowaś Maryjo”, „Boże, ratuj nas”, „Cela to żywy grób” – wołają napisy ze ścian.

Daty na ścianach cel pochodzą głównie z lat 1944-1954, a więc z okresu funkcjonowania aresztu PUBP w Radzyniu. Potwierdza to również porównanie imion i nazwisk utrwalonych na ścianach katowni z wykazem „Członków podziemia antykomunistycznego Ziemi Radzyńskiej, którzy przewinęli się przez areszt PUBP w Radzyniu Podlaskim w latach 1944-1956 (odnotowanych w dokumentacji resortu bezpieczeństwa PRL)”. Siedmiu z nich zostało zidentyfikowanych.

Wyobrażenie o tym, jak traktowani byli więźniowie, dał nieżyjący już Czesław Pękała z Żakowoli (pow. radzyński). Urodzony w 1927 r., w czasie okupacji był łącznikiem oddziału partyzanckiego AK, w którym służył jego starszy brat – Stanisław. Gdy brata aresztowało NKWD w grudniu 1944 roku i więziło w Radzyniu Podlaskim, grupa członków AK, w której był również Czesław Pękała, zorganizowała brawurową ucieczkę grupy 17 uwięzionych.

3 listopada 1945 r. NKWD aresztowało Czesława Pękałę, wówczas 18-latka. – Przez trzy tygodnie przebywałem w piwnicy bez łóżka, a nawet stołka do siedzenia. Cementowa podłoga zalana była kilkucentymetrową warstwą wody – opowiadał Pękała. Już podczas pierwszego przesłuchania przetrącono mu szczękę, a brutalne kopanie w tył głowy spowodowało wstrząs mózgu. Nieprzytomnego wrzucono na zalaną zimną wodą podłogę, gdzie przez cztery dni leżał nieprzytomny. – Na kolejnych przesłuchaniach czułem tylko pierwszy cios, potem traciłem przytomność. Słyszałem jedynie głuche odgłosy kopania i bicia – wspominał były więzień. Budził się w celi z porozbijanymi paznokciami, z powbijanymi za nie drzazgami.

Dzięki interwencji brata wojsko przysłało prokuratora w celu zbadania sprawy Czesława Pękały. Zwolniono go z więzienia 15 stycznia 1946 r. W ciągu dwóch miesięcy schudł z 68 do 36 kg, przez cztery miesiące nie mógł chodzić. Gdy go zwalniano, został zmuszony do podpisania oświadczenia, że zachowa tajemnicę więzienną. „Jeśli piśniesz słowo, wrócisz tu, ale wtedy już stąd nie wyjdziesz” – zapowiedziano. Nie pisnął jednak słowa, był tak przerażony, że na widok milicjanta trząsł się ze strachu. Dopiero w 1998 r. opowiedział o swych doświadczeniach, wstąpił do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, z warszawskiego oddziału IPN otrzymał zaświadczenie o swym uwięzieniu.

W sylwestrową noc z 31 grudnia 1946 r. na 1 stycznia 1947 r. zmobilizowane oddziały WiN Obwodu Radzyń Podlaski, których komendantem był kpt. Leon Sołtysiak ps. „James”, i oddział por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (łącznie 350 ludzi) uderzyły na miasto w celu odbicia obiektów PUBP i KP MO i uwolnienia więźniów politycznych oraz żołnierzy podziemia niepodległościowego. Niestety, z powodu kilku niesprzyjających okoliczności akcja się nie powiodła, partyzanci musieli się wycofać. To wydarzenie upamiętnia tablica umieszczona na dzwonnicy kościoła Świętej Trójcy, w pobliżu którego znajdują się budynki byłego UB.

Mirosław Barczyński z Muzeum Południowego Podlasia pisze o 22 żołnierzach konspiracji, zamordowanych w katowni PUBP w Radzyniu Podlaskim, których miejsc pochówku dotychczas nie odnaleziono. Więźniów z radzyńskiego aresztu grzebano także na terenie uroczyska Baran koło Kąkolewnicy, które nazywane jest Małym Katyniem. Prawdopodobnie około 1000 osób zostało tam pogrzebanych w okresie od lipca 1944 r. do stycznia 1945 r., gdy stacjonowały w pobliskich miejscowościach Informacja Wojskowa LWP, NKWD i UB oraz sztab II Armii WP. Rozstrzeliwano tam żołnierzy Armii Krajowej, ale także WiN oraz Batalionów Chłopskich, prawdziwych i urojonych dezerterów oraz innych, którzy nie spodobali się nowej władzy.

Dowody zbrodni zbierał ks. Lucjan Niedzielak ps. „Głóg”, kapelan 35. pułku AK stacjonującego w lasach kąkolewnickich i Polskowoli. Od kwietnia 1943 r. kapłan administrował parafią Polskowola, która sąsiadowała z parafią Kąkolewnica. Z powodu zainteresowania zbrodnią ksiądz był inwigilowany przez UB, otrzymywał anonimy z pogróżkami. 5 lutego 1947 r. dwóch funkcjonariuszy UB z Radzynia Podlaskiego uprowadziło księdza z plebanii i zamordowało go trzema strzałami w głowę. Ciało ks. Niedzielaka odnaleziono w pobliżu stodoły.

O tym, że przy ul. Warszawskiej 5 znajdował się areszt Gestapo, potem UB, wiedziały kolejne ekipy rządzące miastem, ale nic z tym nie robiono. – Już w 1946 r. Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych złożył do urzędu miasta wniosek, aby zrobić tu muzeum pamiątek. Z oczywistych względów nie mogło to zostać zrealizowane – po katowni socjalizmu narodowego kontynuował działalność socjalizm międzynarodowy. Jeszcze w 2007 r. zwróciłem się do ówczesnego burmistrza z prośbą, aby przekazał to miejsce Radzyńskiemu Stowarzyszeniu Inicjatyw Lokalnych, jednak nie spotkało się to z entuzjazmem – mówi dr Dariusz Magier. Dało się wykonać drobne kroki. – W 1990 r. rada miasta podjęła uchwałę o zdjęciu z frontu budynku przy ul. Warszawskiej 5 tablicy pamiątkowej honorującej „utrwalaczy władzy ludowej” – wspomina Adam Adamski, przewodniczący Rady Miasta, pełniący funkcję radnego od 30 lat.

Lepsze czasy dla godnego upamiętnienia tego miejsca nastały, gdy w 2014 r. burmistrzem Radzynia został Jerzy Rębek. Włodarz miasta podjął się tego zadania, jednak podstawowym problemem był fakt, że w budynku znajdowało się 9 mieszkań socjalnych, dla ich mieszkańców trzeba było znaleźć, a nawet zbudować mieszkania, do których chcieliby się przeprowadzić. W drugiej połowie 2019 r. ostatni lokatorzy opuścili budynek i można było zająć się jego remontem i adaptacją.

Na nadzwyczajnej sesji rady miasta 17 maja 2018 r. podjęta została uchwała zmieniająca statut Radzyńskiego Ośrodka Kultury, umożliwiająca utworzenie w strukturze ROK Muzeum Żołnierzy Wyklętych – Miejsca Pamięci Ofiar Gestapo i Urzędu Bezpieczeństwa w Radzyniu Podlaskim. Dwa dni później z inicjatywy dyrektora ROK Roberta Mazurka mieszkańcy po raz pierwszy mieli możność wejścia do dwóch cel i obejrzenia inskrypcji w ramach Nocy Muzeów.

– Tworząc tu szczególne miejsce pamięci, pragniemy oddać szacunek tym, co zginęli, ale także tym, co przeszli przez to piekło i przeżyli – często ze zrujnowanym zdrowiem. Żyją jeszcze w Radzyniu osoby, które pamiętają grozę tego miejsca. Mam nadzieję, że powstała placówka będzie pełniła funkcję edukacyjną o wymiarze ponadlokalnym, a nawet regionalnym – tłumaczy burmistrz Jerzy Rębek.

Obecnie trwa remont budynku. Wiele prac już wykonano: nowe pokrycie dachu, założenie centralnego ogrzewania, odwodnienie fundamentów, położenie chodnika.

 

Anna Wasak