• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Rolnictwo

Chcemy jeść zdrowo

Piątek, 7 lutego 2020 (09:14)

W ciągu ostatnich siedmiu lat trzykrotnie wzrosła liczba przetwórni ekologicznej żywności. Jest większe zainteresowanie produkcją ekologiczną.

Informacje o rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce są zachęcające. Według danych, które uzyskaliśmy w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wartość rynku produkcji żywności ekologicznej rośnie. Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach szacował, że w 2012 r. branża ta w Polsce była warta około 200 mln zł. Z kolei szacunki z 2019 r. są już o ponad 1 mld zł wyższe. Według badań Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego wartość rynku żywności ekologicznej wyrażonej w cenach detalicznych brutto wskazywała na kwotę 1,3 mld zł.

I chociaż dane Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych sygnalizują, że z roku na rok zmniejsza się liczba gospodarstw, które zajmują się produkcją ekologicznej żywności (w 2012 r. było ich prawie 26 tys., a w 2019 r. niecałe 19 tys.), to jednak ostatnie lata pokazują znaczne zmiany w strukturze upraw.

Odnotowano wzrost powierzchni zbóż, zarówno ekologicznej, jak i w okresie konwersji, wzrosła także wydajność upraw zbóż. Produkcja upraw sadowniczych w 2017 r. wyniosła 47 tys. ton, a w 2018 r. na rynek w jakości ekologicznej trafiło już 112 tys. ton owoców. W odniesieniu do sektora ekologicznej produkcji zwierzęcej wzrosło pogłowie drobiu ekologicznego – z 292 tys. sztuk w 2017 r. do 350 tys. w 2018 r. – Zmiany w sektorze rolnictwa ekologicznego są oznaką wzrostu zainteresowania produkcją ekologiczną oraz wiążą się z głębszymi przemianami wskazującymi na podnoszenie poziomu specjalizacji poszczególnych producentów. Wzrost ilości przetwórni pokazuje też, że na rynku dostępna jest większa ilość surowca, co przekłada się na wzrost podaży produktów ekologicznych na rynku – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Małgorzata Książyk, dyrektor Biura Prasowego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Wyjaśnia przy tym, że należy także mieć na uwadze bardzo szybki rozwój sektora przetwórstwa żywności ekologicznej. Liczba przetwórni wzrosła z 312 w 2012 r. do 903 w 2018 r. – Wstępne dane za rok 2019 podają, że przetwórni jest już 992 – wyjaśnia Książyk.

W sumie w 2018 r. produkcja rodzima z upraw ekologicznych – według danych statystycznych – wyniosła ponad 920 tys. ton. W tym samym czasie wielkość importu wyniosła niespełna 17 tys. ton.

Niestety, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie posiada danych o tym, jak wielki jest eksport żywności ekologicznej. – Bardzo duża część obrotu i sprzedaży produktów ekologicznych to obrót i sprzedaż w ramach wspólnego rynku UE. System zbierania danych o wymianie handlowej opiera się na kodach stosowanych w ramach taryfy celnej i kody te nie wprowadzają rozróżnienia na produkty ekologiczne lub konwencjonalne – wyjaśnia Małgorzata Książyk.

Szansa dla terenów górzystych

Jacek Kotula, radny sejmiku woj. podkarpackiego, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” tłumaczy, że produkcja żywności ekologicznej otwiera nowe perspektywy przed mieszkańcami terenów górzystych, gdzie przeważają gospodarstwa małe i bardzo małe. – Nasz region nie jest w stanie konkurować ilością z wielkopolskimi rolnikami, bo mamy bardzo małe gospodarstwa. Co więcej, podatki, kredyty i ceny maszyn zjadają cały zysk. Dlatego rolnicy stawiają na rozwój produktów regionalnych i zdrowej żywności. Cena uzyskiwana za te produkty jest dużo wyższa. Żywności sprzedają mniej, ale jest ona wysokiej jakości. To pozwala rolnikom z terenów górzystych funkcjonować na rynku – podkreśla Jacek Kotula.

Obecnie po żywność ekologiczną najchętniej sięgają mieszkańcy dużych aglomeracji miejskich. Według danych FiBL oraz IFOAM z publikacji „The World of Organic Agriculture – Statistics and Emerging Trends 2019” w 2017 r. statystyczny Polak wydał na żywność ekologiczną 6 euro. Z kolei Bułgarzy wydają 4 euro, a Rumuni – 2 euro. Daleko nam do naszych zachodnich sąsiadów. Statystyczny Niemiec rocznie na ekożywność wydaje 122 euro. Z kolei Austriak już 196 euro rocznie. Absolutnym liderem pod tym względem jest Szwajcaria. Statystyczny mieszkaniec tego kraju wydaje rocznie na żywność ekologiczną średnio 288 euro. Przy tych wartościach wydatki Polaków wypadają blado. Pani Maria z Siedlec jest emerytką. Przez lata była dietetykiem. W rozmowie z naszą redakcją podkreśla, że ze względów cenowych żywność ekologiczna jest dla niej poza zasięgiem. – Nie trzeba mnie przekonywać do tego, jak ważne jest zdrowe odżywianie. Jednak w ostatnich miesiącach ceny wszystkich artykułów poszły drastycznie w górę, a emerytury jak były niskie, tak i są. Dlatego rzadko sięgam po produkty ekologiczne – podkreśla nasza rozmówczyni.

Drogi certyfikat

Anna Zalech, redaktor naczelny „Szlachetnego Zdrowia”, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” tłumaczy, że producenci i przetwórcy żywności ekologicznej mają obowiązek oznaczenia swoich produktów certyfikatami. Aby otrzymać taki certyfikat, trzeba sprostać wymagającym przepisom, a to tylko podbija cenę tak produkowanej żywności. – Taka żywność jest w Polsce po prostu droga i nie każdego stać na systematyczne jej kupowanie. Możemy ją dostać w specjalistycznych sklepach – stacjonarnych czy internetowych, znajduje się na półkach zlokalizowanych w ekologicznych punktach w supermarketach czy bezpośrednio u rolników. Dzięki nadanym jej certyfikatom konsument ma nadzieję, że je żywność bez chemii. Dobrym rozwiązaniem w tym przypadku jest bardziej świadome kupowanie i nieoszczędzanie na jedzeniu – lepiej kupić mniej żywności, ale lepszej jakości, ze sprawdzonych źródeł – podkreśla Anna Zalech.

Jak dodaje, na wybór kupowanych przez nas produktów żywnościowych warto poświęcić więcej uwagi. Zdrowe odżywianie pozytywnie wpłynie na nasz organizm. – Szukajmy też tańszych rozwiązań – kupujmy lokalne produkty. Pamiętajmy także, że na półkach sklepowych obok ekologicznej znajdziemy tzw. zdrową żywność, bez certyfikatów, tańszą. Warto wnikliwie czytać etykiety produktów, zanim włożymy je do koszyka. Wśród nich znajdziemy bowiem bardzo wartościowe, zdrowe, w niższej cenie produkty. Zadbajmy też, aby w naszej kuchni było jak najwięcej żywność przygotowanej samemu, np. chleb na zakwasie, twarożek z wyhodowanym na parapecie szczypiorkiem, rzeżuchą czy kiełkami rzodkiewki itp. – podkreśla redaktor naczelny „Szlachetnego Zdrowia”.

Trudno wejść na rynek

Z danych jasno wynika, że żywność ekologiczna jest pożądana w krajach rozwiniętych. Niestety polskim rolnikom ciężko jest wejść na inne rynki. Jacek Kotula wyjaśnia, że jest to m.in. spowodowane tym, że zagraniczne podmioty faworyzują swoich producentów. Jednak wina leży także po naszej stronie. Od lat w Polsce brakuje rozwiniętej spółdzielczości. Rolnicy zrzeszeni w jeden organizm mogliby spokojnie konkurować na innych rynkach.

– PRL skutecznie zniechęcił rolników do działalności kolektywnej. Ludzie uważają, że spółdzielnie są złe. Produkują więc na własną rękę i sami próbują to sprzedać. Wolą pojedynczo stać na ryneczku niż stworzyć wspólny duży biznes. W obecnym świecie tak się nie da. Pojawiają się oferty zakupu polskich produktów rolnych, np. kontrahenci z Austrii chcieli 0,5 mln ton ziemniaków. Pojedynczy rolnik nie jest w stanie zrealizować takiego kontraktu – podkreśla Jacek Kotula.

Jak dodaje, zdrowa żywność z Podkarpacia zainteresowała także odbiorców w krajach arabskich. – Hodujemy na Podkarpaciu szkockie krowy rasy galloway. Odbiorca z Arabii Saudyjskiej chciał kupić ich mięso. Warunek był taki, że potrzebuje 100 tys. ton. Z kontraktu nic nie wyszło, bo polski producent nie był w stanie dostarczyć takiej ilości – zauważa Jacek Kotula.

Rafał Stefaniuk