Pod kątem interesów
Środa, 5 lutego 2020 (22:15)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po trzech latach prezydentury Emmanuel Macron odwiedził Polskę, czy rzeczywiście otwiera się nowy rozdział naszej współpracy z Francją?
– Trzy lata prezydentury Macrona szybko minęły i sporo czasu stracono. Można było w tym czasie rozmawiać z polskim prezydentem, z polskimi władzami, a nie za pośrednictwem mediów silić się na złośliwości wobec Polski. Szkoda, że tak późno zaczynają się rozmowy, ale z drugiej strony zwróciłbym uwagę na zmianę retoryki i postawy prezydenta Macrona wobec Polski po brexicie. Francja próbuje stworzyć coś nowego. Mamy próbę zbudowania nowej, lepszej atmosfery. Pojawiło się wiele nowych, wspólnych tematów i wszystko na to wskazuje – chociażby wykład Macrona na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie prezydent Francji miał całkiem przyzwoite wystąpienie. Przyznam, że po wcześniejszej krytyce Polski można było spodziewać się, że Macron udzieli większego poparcia opozycji, tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Prezydent Francji skupił się na tym, co łączy oba nasze kraje, a nie na tym, co dzieli.
Opozycja może się czuć zawiedziona?
– Mam wrażenie, że opozycja nie do końca jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, więcej, jest rozczarowana, bo zdaje się, oczekiwała czegoś więcej. Stawiałbym na to, że póki co mamy nową próbę startu we wzajemnych relacjach polsko-francuskich. Teraz wszystko zależy od tego, jak to będziemy czytać. Opozycja oczywiście może czuć zawód, bo mimo iż spodziewała się wypunktowania polskiego prezydenta, premiera czy krytyki pod adresem polskich władz, to nic takiego nie miało miejsca. Jest zatem pewne zaskoczenie, bo nie było nic – poza kilkoma zdaniami – o tzw. praworządności, co więcej, prezydent Macron stwierdził, że jego zadaniem nie jest udzielanie lekcji innym krajom.
Z czego to wynika, czyżby po brexicie przywódcy państw starej Unii – Niemcy i Francja – doszli do wniosku, że trzeba będzie zapełnić lukę po Wielkiej Brytanii i taka rola miałaby przypaść Polsce?
– Polska jest krajem o dużym potencjale, jest piątą gospodarką i szóstym krajem pod względem liczby mieszkańców w Unii Europejskiej. Możemy zatem z powodzeniem wypełnić lukę po brexicie, zwłaszcza że rozwijamy się w tempie, którego może nam pozazdrościć większość krajów Europy. Proszę też zwrócić uwagę, że prezydent Macron przybył do Polski mimo wcześniejszych waśni, słownych potyczek czy wręcz nacisków na nasz kraj. Miałem nawet wrażenie, że był pewien wyścig między Francją a Niemcami, kto pierwszy – po brexicie – przyjedzie do Warszawy. Najwyraźniej Paryż i Berlin zdały sobie sprawę z tego, że władze w Polsce, że rządy Zjednoczonej Prawicy to nie jest przypadek, że władza w Polsce nie ma charakteru przejściowego i nie można dłużej kwestionować wyboru Polaków, dlatego trzeba sobie ułożyć relacje z Warszawą. Sądzę, że naprawdę mamy nowe otwarcie, i wierzę w to, że idziemy w dobrym kierunku.
Czy to może oznaczać, że naciski ze strony Komisji Europejskiej na Polskę będą teraz mniejsze?
– Nie sądzę, żeby relacje z Komisją Europejską z dnia na dzień uległy diametralnej zmianie. Natomiast wizyta prezydenta Macrona i atmosfera wokół tej wizyty odebrały argumenty totalnej opozycji, która spodziewała się czegoś więcej, ale Emmanuel Macron nie dostarczył im tego paliwa. Być może ma w tyle głowy to, co się dzieje w jego kraju, na ulicach Paryża, w związku z protestami społecznymi. Nic zatem dziwnego, że przyjechał do Polski i chyba pierwszy raz skupił się na interesach, będąc wierny zasadzie, że w polityce nie ma sentymentów, za to są interesy. Pojawiły się wspólne wątki w kwestiach gospodarczych, także wątki militarne związane z projektem i produkcją nowego czołgu, oraz szukanie pomysłów na dalszą współpracę.
Ponadto – jak słyszymy – prezydent Macron chce skorzystać z doświadczeń Polski w zakresie uszczelnienia podatku VAT, walki z mafiami podatkowymi w Europie i rajami podatkowymi…
– Polski patent się sprawdza, więc nic dziwnego, że inni są chętni, aby skorzystać z naszych doświadczeń. To dobrze, że rozmowy polsko-francuskie trwają, że rozmawiają prezydenci Macron i Duda, ale chyba bliższe relacje mają prezydent Macron i premier Morawiecki, takie są moje odczucia. Być może wynika to z częstszych kontaktów obu polityków na forum Rady Europejskiej.
Czy zważywszy, że Francja to mistrz operacji uwodzenia, rzucania uroku na drugą stronę – jak twierdzi europoseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Saryusz-Wolski, nie powinniśmy być ostrożni w relacjach z Macronem?
– My, Polacy, mamy bardzo sentymentalny, emocjonalny stosunek do wielu spraw, ale nie możemy zapominać, że polityka to gra, że w polityce liczą się przede wszystkim interesy. Dlatego powinniśmy patrzeć na politykę zagraniczną pod kątem interesów. Musimy mieć jasny plan, wizję i cel, do którego chcemy zmierzać i co chcemy osiągnąć. I to jest coś, co mnie dzisiaj interesuje. Stąd nie chciałbym patrzeć pod kątem, kto jest cwańszy czy bardziej sprytny i kto kogo chce wykiwać. Fakty są bowiem takie, że wszyscy dyplomaci w polityce zagranicznej szukają słabych punktów po drugiej stronie. Mnie interesuje, żeby polska dyplomacja była mocniejsza i skuteczniejsza i umiała walczyć o nasze sprawy, a nie zrażać się plotkami czy insynuacjami. Na tym polega ta różnica, że czasem trzeba być twardym, stanowczym, ale emocje umieć zachować dla siebie, a wszystko po to, żeby wygrać więcej.
Przed nami negocjacje budżetowe, czy jeśli chodzi o nową unijną perspektywę budżetową na lata 2021-2027, możemy liczyć na pomoc Francji?
– Francja po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej szuka sposobu, jak zagospodarować Polskę. Dlatego – jak wspomniałem wcześniej – mieliśmy swoisty unijny wyścig między Berlinem a Paryżem, kto pierwszy dojedzie do Warszawy. Widać ktoś wreszcie dojrzał na gruncie unijnym, że zagospodarowanie – w tym dobrym znaczeniu – Warszawy oznacza spokój także z Budapesztem, Pragą czy innymi państwami Grupy Wyszehradzkiej, wśród których bez wątpienia Polska jest liderem. Stąd taka, a nie inna formuła polityczna ubrana w szatę biznesową. Jest pytanie do nas, czy będziemy umieli to wykorzystać. Możemy wiele na tym ugrać, tylko musimy chcieć.
Jaka jest w tym rola polskich parlamentarzystów?
– Przez cztery lata sprawowania mandatu posła na Sejm byłem członkiem Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej i muszę powiedzieć, że mimo iż nasze wzajemne relacje nie były łatwe, to na gruncie parlamentarnym mieliśmy dobre kontakty, także z przedstawicielami francuskiego biznesu. Stąd nie ukrywam, że z uwagą obserwowałem wizytę prezydenta Emmanuela Macrona w Polsce, odbyły się też spotkania w Sejmie. To znaczy, że działalność takich grup parlamentarnych ma sens i są one pewną formą przeczekania różnych napięć. Cieszę się, że miałem okazję brać udział w czymś, co można nazwać podtrzymaniem dobrych relacji polsko-francuskich. To jest ważne. Dzisiaj jako partner Francji jesteśmy wyżej oceniani niż takie kraje jak chociażby Rosja czy Japonia i to jest ważny sygnał. Takich partnerów jak Polska się nie lekceważy i teraz tylko od nas zależy, jak to wykorzystamy.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki