• Czwartek, 27 lutego 2020

    imieniny: Gabriela, Anastazji

Czekamy na Unię

Środa, 5 lutego 2020 (15:28)

W sprawie wprowadzenia podatku cyfrowego, który płaciłyby globalne korporacje, czekamy na decyzję całej Unii Europejskiej.

 

Rząd, mimo zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego jeszcze z wiosny zeszłego roku, nie zdecydował się na wprowadzenie tzw. podatku cyfrowego, który płaciłyby globalne korporacje funkcjonujące w naszym kraju przede wszystkim za pośrednictwem internetu. Rocznie do polskiego budżetu miałoby wpływać nawet miliard złotych, albo chociaż 200 milionów, a do tej pory nic nie wpływa.

Prace nad dyrektywą w sprawie podatku cyfrowego  prowadziła Komisji Europejska, a teraz toczą się one na forum Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Do opodatkowania technologicznych korporacji premier Morawiecki powrócił podczas poniedziałkowego spotkania z Emmanuelem Macronem. Szef polskiego rządu zaznaczył, że z prezydentem Francji znalazł wspólnotę interesów w obszarach walki z rajami podatkowymi i w kwestii wprowadzenia podatku cyfrowego. Do tych spraw nawiązano w podpisanej polsko-francuskiej deklaracji współpracy w zakresie polityki europejskiej.

„Polska i Francja zdecydowanie popierają sprawiedliwe opodatkowanie przedsiębiorstw cyfrowych i wspierają opracowywaną w OECD reformę międzynarodowych przepisów podatkowych, które następnie powinny zostać przełożone na przepisy powszechnie obowiązujące w UE” – czytamy w dokumencie.

Francja należy do pionierów podatku cyfrowego. Daninę taką Paryż przyjął w lipcu ubiegłego roku w kształcie uwzględniającym rekomendacje KE. Firmy internetowe, których dochód w globalnej skali przekracza 750 mln euro, a w tym co najmniej 25 mln euro we Francji, miały płacić 3 proc. od uzyskiwanych w tym kraju dochodów. KE wyliczała, że podatek dotyczyłby, na obszarze Unii, ponad stu firm, z czego połowa z nich to amerykańskie korporacje.

Z prac prowadzonych na forum OECD, których finał spodziewany jest do końca tego roku, wynika, że podatek cyfrowy mógłby jednak przybrać formę podatku dochodowego, który byłby dzielony pomiędzy kraje, w których globalne korporacje świadczą usługi. Doktor Marian Szołucha, ekonomista z Instytutu Prawa Gospodarczego, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ocenia, że oczekiwanie na efekt prac nad koncepcją podatku na szerszym forum międzynarodowym nie powinno wykluczać prac nad tą kwestią w kraju. – Musimy jako Polska prowadzić własne analizy nad realnością poboru, sensem ekonomicznym, właściwą konstrukcją podatku, a jednocześnie uczestniczyć w ponadnarodowym procesie koordynacyjnym. Ten drugi obszar – czy nam się to podoba, czy nie – jest nieodzowny, ponieważ wynika z natury globalnego internetu – zaznacza dr Szołucha. Nasz rozmówca ocenia, że obecne realia wskazują, iż wprowadzenie podatku cyfrowego pozostaje tylko kwestią czasu.

Stany grożą cłem

Koncepcja podatku cyfrowego już wywołała polityczne perturbacje. Działania Francji spotkały się ze stanowczą odpowiedzią prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, który zagroził Francuzom cłami odwetowymi. Nowa danina dotyczyłaby bowiem przede wszystkim największych działających globalnie amerykańskich firm. To zresztą od pierwszych liter nazw amerykańskich spółek technologicznych: Google, Amazon, Facebook, Apple, podatek ten nazywany jest GAFA. W wyniku rozmów prowadzonych między Francją i USA ustalono, że opodatkowane korporacje amerykańskie miałyby liczyć na zwrot nadpłaconego podatku, jeśli byłby on wyższy od ustalonego na forum OECD. Zaawansowane są już prace nad wprowadzeniem takiego podatku w Czechach. W naszym kraju o podatku cyfrowym głośno zrobiło się przed rokiem, gdy premier Mateusz Morawiecki wskazał „opodatkowanie cyfrowych gigantów” jako jedno ze źródeł na pokrycie finansowych skutków tzw. piątki Kaczyńskiego. Z podatku miało wpłynąć – jak wówczas informowano – około miliarda złotych do polskiego budżetu. Ministerstwo Finansów szybko tę kwotę zweryfikowało, podając, że będzie to rocznie 217 milionów złotych. 

Braku stanowczych działań rządu w tej sprawie i oczekiwania na działanie całej Unii bądź OECD można dopatrywać się w naszych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Przebywający w Polsce we wrześniu ubiegłego roku wiceprezydent USA Mike Pence zdążył nawet „odwołać podatek cyfrowy w Polsce”, niepodziewanie dziękując za to, że Polska wycofała się z koncepcji jego wprowadzenia. Pence podkreślił, że podatek „utrudniłby wymianę handlową między naszymi krajami”. Wcześniej rząd nie informował jednak o zaniechaniu prac nad nową daniną. Koncepcja podatku jest uzasadniana przede wszystkim używaniem przez globalne korporacje lokalnej – umiejscowionej w poszczególnych krajach – infrastruktury komunikacyjnej pozwalającej im za pośrednictwem internetu świadczyć usługi klientom bez opodatkowania osiąganych w ten sposób zysków w miejscu świadczenia usług.

Artur Kowalski