• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Warto wymieniać poglądy

Poniedziałek, 3 lutego 2020 (23:29)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie znaczenie, szczególnie po brexicie, ma wizyta niechętnego Polsce – co trzeba zaznaczyć – prezydenta Emmanuela Macrona, czego możemy się po niej spodziewać?

– Dobrze, że do tej wizyty dochodzi. Jest to wizyta może nie tyle kurtuazyjna, co rzeczywiście wizyta, której przedmiotem będą – przede wszystkim – kwestie natury gospodarczej i związanej z tym współpracy polsko-francuskiej. Prezydent Francji przybył w towarzystwie m.in. ministrów gospodarki, finansów i obrony narodowej. Bez wątpienia omawiana była też kwestia opcji euroatlantyckiej, której Polska jest zwolennikiem, jak również mocnej pozycji Sojuszu Północnoatlantyckiego i współpracy NATO z Unią Europejską. Francja ma wprawdzie nieco inny pogląd w tej kwestii, więc oprócz technologii czy kwestii gospodarczych również ten temat obronności był dyskutowany. W wielu sprawach możemy się nie zgadzać, ale wymiana poglądów jest zawsze czymś dobrym. Tematem, który był na agendzie, były z pewnością kwestie ekologii, gdzie Francja prezentuje ideologiczne stanowisko na rzecz tzw. międzynarodowego ładu w duchu ideologii ekologizmu. Jak wiemy, Francja popiera wszelkie inicjatywy dekarbonizacji i czyni to z rozmysłem, ponieważ jej energetyka oparta jest na atomie i sądzę, że będzie się starała – nie tylko we własnym interesie, ale również w interesie międzynarodowych agend – doprowadzić do tego, żeby stanowisko Polski wpisywało się w ten nurt nowego ładu ekologicznego.        

Co może dzisiaj łączyć Polskę i Francję? 

– Wprawdzie kontrakt na francuskie caracale, który był tak mocno lansowany przez poprzednią ekipę, koalicję PO – PSL – nazwijmy to – nie udał się, ale to nie zmienia faktu, że francuskie firmy aktywnie działają w naszym kraju, chętnie u nas inwestują. Ponadto wartość polskiego eksportu systematycznie rośnie. Zatem znaczenie współpracy handlowej między Polską a Francją ważne jest dla obu stron. Myślę, że w tym kierunku powinny być prowadzone rozmowy polskich i francuskich władz i za tym pójść kolejne wymierne kontrakty. Efektem tego jest – jak słyszymy – podpisanie czy też wypełnienie nowymi treściami umowy o strategicznym partnerstwie między Polską a Francją oraz deklaracja w zakresie współpracy w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.

Między naszymi krajami są jednak różnice…

– Jedną z takich kwestii spornych jest chociażby sprawa tzw. pracowników delegowanych. W połowie tego roku zasady dotyczące delegowania pracowników ulegną bardzo poważnym zmianom. W życie wejdzie nie tylko nowa unijna dyrektywa, ale zaczną obowiązywać jeszcze inne niekorzystne dla Polski regulacje, co oczywiście uderza w konkurencyjność polskich przedsiębiorstw przewozowych. Oczekiwałbym zatem, aby te kwestie również były podnoszone, zwłaszcza że Francja jest drugim krajem Unii Europejskiej, zaraz po Niemczech, która „gości” najwięcej pracowników delegowanych. Myślę, że powinniśmy być jeszcze bardziej aktywni w tych rozmowach, nie tylko na ten temat, i przedstawiać swoje życzenia czy oczekiwania. Na pewno nie możemy być bierni i reagować tylko na dążenia czy oczekiwania strony francuskiej.

Nie jest to zatem kurtuazyjna wizyta Emmanuela Macrona w Polsce.

– Oczywiście w medialnym przekazie będą dominowały kwestie dotyczące dwustronnej współpracy czy też kwestie związane z funkcjonowaniem Unii Europejskiej, a więc dyplomatyczne zwroty, ale – jak już wspomniałem – po składzie delegacji, która towarzyszy prezydentowi Francji, widać, że w rozmowach kuluarowych będą ważne kwestie. Istotne jest także to, żebyśmy mieli jasny przekaz i obraz, jak te rozmowy wyglądały, jakie są efekty, ustalenia, konkluzje tych rozmów. Myślę, że jest to ważne, zwłaszcza po wystąpieniu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii, nie wątpię też, że prezydent Emmanuel Macron chciał podkreślić wagę Francji i wykorzystać tę wizytę w nowej unijnej rzeczywistości. Nie wykluczałbym również wewnętrznej rywalizacji o przywództwo między Niemcami a Francją, niezależnie od tego, że w pierwszym rzędzie mamy do czynienia jednak ze współpracą Berlina i Paryża w ramach Unii Europejskiej. 

Brexit stał się faktem, można powiedzieć, że Polska traci sprzymierzeńca w Unii. Czy wobec tego możemy się spodziewać zwiększonych nacisków ze strony Komisji Europejskiej i nie tylko?

– Brexit dla Polski rzeczywiście oznacza brak sojusznika, który potrafiłby przeciwstawiać się dalszej federalizacji Unii Europejskiej. Najbardziej prawdopodobny scenariusz, niezbyt korzystny dla Polski, jest taki, że presja wywierana na nasz kraj – presja, której celem jest może nie tyle marginalizacja, ale żeby Polska nie była aktywnym podmiotem w ramach Unii Europejskiej, zwłaszcza zachowania suwerenności w obszarach polityki państwowej czy też dążeń do niefederacyjnego modelu Unii, że ta presja może się nasilać. I taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. To może oznaczać zwiększenie pozycji Francji i Niemiec, za czym idzie wzmocnienie tendencji federalistycznych. Jednak nie można też wykluczyć innego rozwoju sytuacji, mianowicie ta sytuacja po brexicie paradoksalnie może wzmocnić rolę Polski, ale będzie to zależało w dużym stopniu od naszej determinacji, od sposobu prowadzenia polityki zagranicznej, od aktywności na forum unijnym. Hipotetycznie rzecz ujmując, brak Polski w Unii Europejskiej oznaczałby niechybnie koniec tego projektu.

Nie wiem, czy jest to tylko hipotetyczne, bo coraz więcej krajów z oburzeniem patrzy na bezrefleksyjne działania Brukseli, ale także na dominację Francji i Niemiec. Czy wzorem Brytyjczyków mogą się zastanawiać także nad podobnym wariantem?

– Jeśli chodzi o Polskę, to władze Zjednoczonej Prawicy, polski rząd ciągle powtarzają, że kwestia wyjścia Polski ze struktur europejskich w ogóle, w jakiejkolwiek perspektywie nie jest brana pod uwagę. Zresztą uważam, że to jest błąd, dlatego że tego typu deklaracje tak naprawdę niczemu nie służą, a mają za zadanie jedynie uspokajać decydentów Unii Europejskiej. Świat się jednak zmienia i nie można wykluczyć różnych rozwiązań. Zatem sądzę, że być może rzeczywiście świadomość Polaków zostanie przewartościowana, bo w tej chwili zdecydowana większość – mimo wszystko – jest za uczestnictwem Polski w Unii Europejskiej, tylko że kolejne działania unijnych dygnitarzy, które będą godziły w kompetencje państwa polskiego, które będą godziły nawet czasem bezpośrednio w interesy polskich obywateli, mogą doprowadzić do przewartościowania i w konsekwencji do sytuacji, że takie możliwości mogą się pojawić. Jednakże uważam, że jest to daleko idący horyzont, dlatego że w tej chwili w Polsce, zarówno jeśli chodzi o opcję rządzącą, jak i opozycję, mamy do czynienia z daleko idącą, często bezrefleksyjną postawą prounijną.

Liderzy Unii Europejskiej mają chyba świadomość, że bez aktywnej obecności Polski ten projekt będzie słabszy?

– Taka świadomość powinna być na szczeblach unijnych decydentów, dlatego przede wszystkim to Unia Europejska powinna być zainteresowana porozumieniem z Polską, bo kolejne działania Komisji Europejskiej i ataki na nasz kraj mogą się okazać bardzo ryzykowne. Nie można zatem wykluczyć, choć uważam, że jest to bardzo wątpliwe, że Unia uzna, iż dalsza presja na Polskę, ciągłe żądania czy ingerencje, jak chociażby teraz w przekop Mierzei Wiślanej, zostaną zarzucone. Jeśli nie, to może to oznaczać wzmocnienie tendencji antyunijnych w Polsce, a później również w innych krajach Europy Środkowej. Nie można bowiem wykluczyć, że inne państwa pójdą drogą Wielkiej Brytanii.

Kogo ma Pan na myśli?             

– Myślę tu przede wszystkim o Włoszech, ale niewykluczone też, że inne państwa, takie jak Szwecja i Dania, nie będą chciały podporządkować się dyktatowi Brukseli i federalistycznej koncepcji Unii Europejskiej forsowanej przez Berlin i Paryż.

Jaką rolę teraz, po brexicie, w Unii Europejskiej może odegrać Polska?

– Dotychczasowy kierunek polskiej polityki zasadniczo nie powinien się zmienić, natomiast spodziewałbym się jeszcze większej aktywności. W pierwszej kolejności jest kwestia wzmocnienia współpracy z krajami Europy Środkowej, i to jest w zasadzie najważniejszy na chwilę obecną kierunek. Jest też oczywiście zadanie dla Zjednoczonej Prawicy w Parlamencie Europejskim, dlatego że z chwilą opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię frakcja Konserwatystów i Reformatorów w europarlamencie została bardzo osłabiona, bo o sile tej frakcji decydowali eurodeputowani, konserwatyści brytyjscy oraz posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Obecna sytuacja wymusza podjęcie – również na forum Parlamentu Europejskiego – pewnych bardziej aktywnych, realnych, a nie tylko pozorowanych działań europosłów z PiS i tego należałoby oczekiwać. Przed wyborami mieliśmy bowiem cały szereg działań pozorowanych, jak chociażby wizyta w Polsce Matteo Salviniego – lidera Ligi Północnej czy innych przedstawicieli nurtu tożsamościowego, jak partii Vox z Hiszpanii czy innych. Natomiast teraz należałoby podjąć działania z bliskimi ideowo ugrupowaniami z Włoch, Francji czy Austrii, żeby doprowadzić do pewnej rekonfiguracji w tym zakresie i podjąć konkretną współpracę na forum również Parlamentu Europejskiego. Brak tego typu wspólnych działań może oznaczać kompletną marginalizację polskich europosłów wywodzących się z PiS. To jest jeden z kierunków, który powinny obrać polskie władze.

Dziękuję za rozmowę.  

 

Mariusz Kamieniecki