Szczypiorniści odpadli z mistrzostw świata
Wtorek, 22 stycznia 2013 (08:54)Polska przegrała w Barcelonie z Węgrami 19:27 (9:10) w meczu 1/8 finału i odpadła z mistrzostw świata piłkarzy ręcznych. Rywale w ćwierćfinale spotkają się z Danią.
Podobnie jak podczas spotkań grupowych w Saragossie, tak i teraz spora grupa polskich kibiców dopingowała Biało-Czerwonych. Tym razem okazało się, że na próżno. Zaczęło się jednak dla nich bardzo pechowo, od przestrzelonego karnego przez Michała Kubisztala i dwóch niewykorzystanych akcji w ataku.
W odpowiedzi rywale zdołali zdobyć tylko jednego gola, bo w bramce znakomicie spisywał się Sławomir Szmal. W piątej minucie z karnego wyrównał na 1:1 Robert Orzechowski i widzowie nadal byli świadkami pojedynku dwóch bardzo uważnych linii defensywnych.
Bramek było jak na lekarstwo i w 11. min był remis 3:3. Pierwszy raz Polakom udało się objąć prowadzenie w 15. minucie. Po rzucie obrotowego Bartosza Jureckiego było 5:4. Chwilę później swoją cegiełkę dołożył Krzysztof Lijewski i Biało-Czerwoni wygrywali dwiema bramkami.
Tej tendencji nie udało się utrzymać i po dwóch prostych błędach Węgrzy wyrównali. W tym momencie trener Michael Biegler mocno się zdenerwował i zaczął głośno pokrzykiwać na swoich zawodników.
Najgorsze, że już drugą karę dwuminutową w 20. min otrzymał motor większości polskich akcji Michał Jurecki. Trzecia równała się czerwonej kartce. Dlatego selekcjoner zaczął go oszczędzać, żeby mógł wejść na boisko w najtrudniejszym momencie. To było spore osłabienie zespołu.
W 21. min przeciwnicy odzyskali prowadzenie (7:6). Węgierska obrona umiejętnie blokowała rzuty Polaków, ale atak nie grzeszył celnością. Do końca pierwszej połowy toczyła się wyrównana walka, a na przerwę to rywale schodzili, prowadząc 10:9.
Drugą część Węgrzy rozpoczęli od udanego rzutu Laszlo Nagya – jednej z największych gwiazd w ich szeregach. Polacy z kolei rozpoczęli serię rzutów z nieprzygotowanych sytuacji. Biegler był wyraźnie poirytowany. Jego złość musiała się wzmóc, gdy Orzechowski nie wykorzystał karnego.
Pierwszego gola Polacy zdobyli dopiero po sześciu minutach gry w drugiej połowie, ale było już wtedy 10:12. W odpowiedzi to Szmal wybronił karnego, ale rywalom nadal udawało się utrzymywać dwu-, trzybramkowe prowadzenie, które w 41. min urosło do pięciobramkowego 11:16, i wtedy polski selekcjoner poprosił o czas.
Dalej niewiele się udawało Biało-Czerwonym – gubili piłkę w ataku, a w odpowiedzi Madziarzy rzucali gole z kontry. Przez 14 minut po przerwie Polacy zaliczyli tylko trzy trafienia i przegrywali 12:17. W 47. min było jeszcze gorzej – 13:19.
Ostatecznie Węgrzy pewnie zwyciężyli 27:19.
MM, PAP