• Wtorek, 7 lipca 2020

    imieniny: Estery, Ewalda, Klaudiusza

Brexit staje się faktem

Piątek, 31 stycznia 2020 (22:30)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś o północy, po 47 latach Wielka Brytania opuści Unię Europejską. 

– To, co wielu lekceważyło, wręcz wyśmiewało, kiedy pojawiły się głosy o opuszczeniu szeregów Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, dzisiaj staje się faktem. Taka jest decyzja Brytyjczyków. Przed nami okres tzw. przejściowy – do końca tego roku, w którym Wielka Brytania będzie jeszcze płaciła składki do wspólnej unijnej kasy, będzie też zobowiązana do przestrzegania unijnych praw i regulacji, nadal pozostanie też członkiem jednolitego unijnego rynku, co oznacza swobodę przepływu osób, wciąż będzie też częścią unii celnej. Będzie zatem wypełniać wszystkie dotychczasowe obowiązki, z tym że nie będzie już miała wpływu na podejmowane decyzje w ramach wspólnoty. Ale ten czas może zostać skrócony, czyli równie dobrze możemy mieć do czynienia z tzw. twardym brexitem.

Unię opuszcza jedno z największych państw także pod względem gospodarczym.

– To prawda, Wspólnotę opuszcza podmiot, państwo, które jako jedno z trzech w największym stopniu buduje unijny budżet, jeden z największych „sponsorów” Unii Europejskiej. Oznacza to, że unijny budżet w nowej perspektywie finansowej nie będzie już taki sam jak dotychczas, będzie uboższy.

Co to oznacza dla nas?

– To oznacza, że wszyscy, także na gruncie polskim, musimy zacząć powoli uświadamiać sobie, że środki, jakie otrzymujemy z Unii Europejskiej, nie będą już takie jak wcześniej i co ważne, że nie są to sprawy polityki czy błędów polskiego rządu, jak opozycja próbuje to tłumaczyć, bo ktokolwiek by nie rządził Polską, nie miałby na to żadnego wpływu. Jeżeli nie ma wystarczającej puli środków w budżecie, to dzieli się tyle, ile się posiada. Warto mieć tego świadomość i nie ulegać manipulacjom. Należy też myśleć o nowych systemach finansowych pod inwestycje regionalne, lokalne dla samorządów.

W tej chwili trudno powiedzieć, jak będzie wyglądał ten brexit, czy będzie miękki, czy może twardy. 

– To jest ważne, jaki to będzie brexit, chociażby biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą w strefie euro. Proszę pamiętać, że gospodarka brytyjska jest jedną z najważniejszych na świecie, bardzo mocna, tym bardziej że przez czas członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej ta zależność jest bardzo duża. Rozsupłanie tych węzłów trochę potrwa i tu nie będzie ani łatwo, ani miło – można rzec, że nie będzie to miękkie lądowanie.

Jaka zatem będzie Wielka Brytania po brexicie?   

– Tego nikt dzisiaj nie wie. Szkocja stoi na stanowisku, że nadal chce być członkiem Unii Europejskiej. To z kolei oznacza, że Brytyjczycy od jutra zaczną sobie dopiero uświadamiać, że mają problem i to niemały. Jeśli zaś chodzi o kierownictwo Unii, to niepokoi mnie to, że nikt na gruncie brukselskim nie wyciąga wniosków i nie odpowiada sobie na pytanie, dlaczego doszło do brexitu.

To chyba nie powinno dziwić, bo urzędnicy brukselscy musieliby oskarżyć sami siebie.

– I o to właśnie chodzi. Mądrość w polityce polega na tym, że się analizuje i wyciąga wnioski z popełnianych błędów i w ten sposób kreśli się lepszą przyszłość. Można zatem spojrzeć na to z kilku pułapów i powiedzieć, że z jednej strony pewien błąd popełniają zwolennicy brexitu, działając na zasadzie byle do przodu i patrząc tylko na zyski wynikające z rozwodu z Unią Europejską, ale z drugiej strony urzędnicy brukselscy też nie wyciągają wniosków i widać, że na obecnym etapie nie mają żadnego pomysłu, jak sobie poradzić z wyjściem Wielkiej Brytanii. Wydają się być zaskoczeni tym, że ktoś opuszcza Wspólnotę, stąd jaka ma być i jak ma funkcjonować Unia Europejska po  brexicie – to są wciąż pytania otwarte. Problematyczną na gruncie Unii kwestią na dzisiaj jest to, że nie ważne, jaka ma być Unia, ale ważne, które z państw – Francja, Niemcy  – o tym mówi.

Chyba rację ma lider Partii Brexitu Nigel Farage – zwolennik rozstania z Unią, który podkreśla, że jego rodzice zgodzili się na wspólny rynek, ale nie na unię polityczną, flagę, hymn, prezydenta, a w planach jest także wspólna armia.  

– Nigel Farage od dawna buduje swoją narrację antyunijną, ma też świadomość, że po brexicie nie będzie tylko różowo, ale będą też problemy, należy się liczyć też ze stratami i to po obu stronach, po stronie Brytyjczyków i Unii Europejskiej. „Mleko się rozlało” i na dzisiaj mnie interesują wnioski, jakie obie strony wyciągną i czy w ogóle wyciągną, a jednocześnie zachowanie podstawowych standardów, o których się często zapomina. Dzisiaj mamy bowiem już nie tylko Europę dwóch prędkości, ale też Europę podwójnych standardów, co jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Jest też pytanie, jak długo da się te podwójne standardy utrzymywać w sensie politycznym i w sensie ekonomicznym. Mamy przykłady podwójnych standardów w strefie euro, powiem więcej, że wiele państw nie powinno być członkiem strefy euro, która przeżywa dzisiaj kryzys. Mamy też podwójne standardy polityczne, czyli naciąganie traktatów z próbą zabierania suwerenności państwom członkowskim. I to jest coś, co jest bardzo niebezpieczne.

Brexit to będzie pierwszy przypadek wystąpienia któregoś z państw członkowskich z Unii, ale czy nie będzie to zachęta dla innych też niezadowolonych z polityki dyktowanej przez Brukselę?  

– W każdym państwie jest grupa niezadowolonych z polityki Brukseli, grupa polityczna, która gra na emocjach obywateli. W Polsce taką formacją polityczną jest Konfederacja, która mówi wyraźnie, że Polska powinna wystąpić z Unii Europejskiej. Podobnie jest we Francji, w każdym państwie mamy taką grupę.

Ale tu nie chodzi tylko o formacje polityczne, nazwijmy antyunijne, ale o to, że projekt pod nazwą Unia Europejska się zdewaluował. Prym wiodą dwa państwa –  Niemcy i Francja, a inni mają się podporządkować. Co więcej, niepokornych się dyscyplinuje.

– Dominacja Niemiec czy Francji jest od dawna widoczna, ale warto też spojrzeć na nasz wewnętrzny ogródek – mianowicie rozbicie wśród partii politycznych, które w sprawach ważnych dla Polski na zewnątrz nie mówią jednym głosem. Inni skrzętnie to wykorzystują i tak będzie dopóki to się nie zmieni. Kłócąc się w Polsce – i co  istotne – na forum Parlamentu Europejskiego, sami prosimy się, żeby inni ingerowali w nasze wewnętrzne sprawy, żeby uruchamiano wobec nas unijne procedury itd. Jesteśmy jedynym narodem, który na gruncie europarlamentu – w sprawach własnego kraju – nie mówi jednym głosem. To źle świadczy o naszej klasie politycznej i mówi o tym, że problem ma nie Unia Europejska, ale Polska. To nie jest problem Unii, ale nasz problem, który inni skrzętnie wykorzystują.

Konia z rzędem temu, kto pogodzi obie strony sporu politycznego w Polsce.

– Dopóki sami nie zrozumiemy, co jest dla Polski najważniejsze, dopóki nie będziemy mówić jednym głosem, dopóty inni będą nas wykorzystywać, rozgrywać w dobrze pojętym własnym interesie. Inni nic nie muszą robić, my sami podsuwamy im pomysły, jak z nami postępować i jak wykorzystywać brak jednomyślności. Spierajmy się, nawet kłóćmy się na gruncie krajowym, ale na zewnątrz w sprawach państwa mówmy jednym głosem, nie dajmy pretekstu innym.

Co nas czeka po brexicie? Co czeka około miliona Polaków żyjących na Wyspach?

– Myślę, że tutaj nic się nie zmieni. Brytyjczycy przyjęli chyba najbardziej wartościową grupę Polaków, to są imigranci bardzo przewidywalni, którzy się zintegrowali z tamtym środowiskiem, wielu ma brytyjskie obywatelstwo, paszporty. Sam mam wielu kolegów – ludzi po studiach, dobrze wykształconych, którzy się sprawdzają, zajmują ważne stanowiska. To są osoby, które nie będą biegać z pasami szahida i demolować kraj, ale to są ludzie, którzy uczciwie i rzetelnie pracują, wzbogacając ten kraj.  Brytyjczycy będą bardziej restrykcyjni niż dotychczas i będą bardziej pilnować swoich interesów niż dotychczas, a to oznacza selekcję. Nie sądzę jednak, żeby cokolwiek groziło Polakom, bo wyrzucić z dnia na dzień milion osób byłoby nierozsądne, bo kim zapełnić puste etaty. Jak mają do wyboru współpracę ze sprawdzonymi pracownikami z Polski albo wybór innych, wypełnienie luki i przyjęcie na rynek nowych, niewykwalifikowanych pracowników, to wybiorą Polaków, to jest pewne.

A zatem Polacy pracujący na Wyspach niekoniecznie muszą stracić na brexicie?

– W mojej ocenie nie stracą. Wielu naszych rodaków założyło tam rodziny, są tam więc małżeństwa mieszane. Nie wiem, ilu z tego miliona to są dzisiaj już obywatele Wielkiej Brytanii, ale myślę, że jest to całkiem spora grupa.

Na powroty Polaków z Wielkiej Brytanii liczy premier Mateusz Morawiecki…

– Jest pytanie, co polski rynek pracy ma im dzisiaj do zaoferowania. Dlatego na miejscu premiera nie byłbym takim optymistą. Owszem, może znajdzie się ktoś, kto powróci, ale zdecydowana większość zostanie na Wyspach. Tym bardziej że Brytyjczycy nie będą nas wyrzucać, a Polacy, którzy stworzyli sobie tam domy, życie, stworzyli rodziny, nie będą chcieli tak łatwo zrezygnować z tego życia i wracać do Polski.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki