• Sobota, 28 marca 2020

    imieniny: Anieli, Jana, Gedeona

Między współpracą a konfrontacją

Wtorek, 28 stycznia 2020 (23:09)

Co łączy, a co dzieli państwa Grupy Wyszehradzkiej.

Grupa Wyszehradzka działa na gruncie międzynarodowym od 1991 roku, można zatem powiedzieć, że o wiele wcześniej, niż państwa tego regionu znalazły się w Unii Europejskiej. Trudno jednak powiedzieć, że jest to podmiot na arenie międzynarodowej o dużej sile oddziaływania. Polska, Czechy, Słowacja oraz Węgry zdają sobie sprawę, że łączy je wspólna przeszłość i są w stanie zdefiniować całą gamę wspólnych interesów, a także zagrożeń, trudno jednak było wymusić solidarność w wielu ważnych dla poszczególnych podmiotów kwestiach. Przykładów jest wiele. Z jednej strony premier Ewa Kopacz, wbrew uzgodnieniom w ramach Grupy Wyszehradzkiej, poparła unijną dyrektywę o relokacji uchodźców. Z drugiej strony wszystkie państwa tego regionu zagłosowały za reelekcją Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej wbrew stanowisku Polski.

Mimo tego, że Komisja Europejska dopuszcza się różnorakich nacisków na kraje naszego regionu, nie ma pełnej solidarności wśród przywódców państw. Najlepiej widać to w postawie Věry Jourovej, przedstawicielki Czech w Komisji Europejskiej, odpowiedzialnej za wartości i przejrzystość, która przejęła od Fransa Timmermansa „misję” atakowania Polski za rzekomy brak praworządności. Wprawdzie jest ona nominowana do tej funkcji przez rząd Andreja Babiša, premiera deklarującego współpracę z Polską w ramach Grupy Wyszehradzkiej, jednak kontynuuje ona działania poprzednich komisarzy.

O czym może to wszystko świadczyć? Przede wszystkim o tym, że więzi między poszczególnymi krajami Grupy są o wiele słabsze niż poszczególnych krajów z Brukselą czy Berlinem. UE jest w stanie zaproponować poszczególnym politykom środkowoeuropejskich państw na tyle dużo, że bardzo chętnie rezygnują oni z wyszehradzkiej solidarności. I tak Věra Jourová o wiele bardziej lokuje swoją karierę polityczną w kręgach brukselskich niż w środkowej Europie. Podobnie było z Ewą Kopacz, która chciała swoim zachowaniem, w kontekście relokacji uchodźców, pomóc Donaldowi Tuskowi na salonach europejskich.

Można zdefiniować wspólnotę interesów państw Grupy Wyszehradzkiej, jednak nie są one jeszcze na tyle realne, by stanowiły przeciwwagę dla wpływów niemieckich czy francuskich. Brak solidarności wewnątrz Grupy jest również pochodną rozbieżności wizji polityki międzynarodowej, jaką posiadają poszczególne kraje.

O ile Polska od dawna jako głównego przeciwnika definiuje Rosję i stamtąd spodziewa się różnych ataków (m.in. szantażu gazowego), o tyle takie kraje jak Węgry czy Czechy tego problemu nie widzą. Węgry nawiązały wręcz intensywną współpracę z Rosją na poziomie energetycznym, zdając sobie sprawę, że tylko w ten sposób będą w stanie bronić się przed szantażem z Brukseli. Czechy i Słowacja, poza okresem komunizmu, nie mają tradycji walki z okupacją rosyjską, więc nie do końca rozumieją sankcje Zachodu wobec tego kraju po zajęciu Krymu i Donbasu. Takich różnic między państwami Grupy jest o wiele więcej i bardzo trudno w prosty sposób je wyeliminować.

Katalog wspólnych interesów

Patrząc na to wszystko, można postawić pytanie, czy da się wymienić katalog wspólnych interesów, które określiłyby możliwości rozwoju Grupy Wyszehradzkiej. Nie ma wątpliwości, że jeśli kraje tego regionu chcą wybić się na podmiotową pozycję w UE, muszą współdziałać. Państwa starej Unii nie chcą dopuścić do tego, by kraje Grupy wchodziły z konkurencyjną siłą na rynek europejski. Aby jednak to współdziałanie przybrało realne kształty, potrzeba jest całego szeregu wspólnych projektów gospodarczych. Niewątpliwie takim projektem jest Via Carpatia, strategiczna od strony militarnej i gospodarczej droga, łącząca kraje środkowoeuropejskie od państw bałtyckich zaczynając, a na Grecji i Rumunii kończąc. Połączenie środkowej Europy ważnym szlakiem komunikacyjnym musi dać silny impuls do pogłębienia współpracy w tym zakresie. Druga sprawa dotyczy gazociągu Baltic Pipe, a także rozbudowa gazoportu w Świnoujściu. Projekty zbudowania gazociągu od Bałtyku w kierunku południowym dają ogromne perspektywy na to, by uchronić Europę Środkową przed energetycznym szantażem idącym ze Wschodu. Projekt ten popierają Amerykanie, gdyż idzie on w poprzek niemiecko-rosyjskiej inwestycji Nord Stream 2, uderzającej w amerykańskie interesy.

USA chcą sprzedawać swój własny gaz, co Polska może im umożliwić w sposób znakomity. Dla ochrony tego projektu Amerykanie chcą do pewnego stopnia zaangażować się militarnie. Ostatnie doniesienia mówią również, że z USA idzie jasny sygnał o chęci wsparcia finansowego wspólnych projektów w rejonie Trójmorza. Amerykanie zdają sobie sprawę, że aby zablokować porozumienie niemiecko-rosyjskie, a dalej ekspansję Chin w Eurazji, muszą wesprzeć niezależne inicjatywy w Europie Środkowej. Stworzenie strefy obronnej w Europie centralnej przy wsparciu USA to kolejna ważna sprawa dla środkowoeuropejskiej wspólnoty. Zaangażowanie to jest ostatnio bardzo widoczne. Im więcej będzie łączyć kraje Grupy Wyszehradzkiej, a dalej Trójmorza na poziomie gospodarczym i w sferze bezpieczeństwa, tym łatwiej będzie można kreślić na arenie unijnej wspólne stanowiska. Wszystko po to, by wybić cały region na polityczną i gospodarczą niepodległość. Jest to cały czas „pieśń przyszłości”, ale – wydaje się – przybierająca coraz realniejsze kształty.

Musimy pamiętać, że jedynym krajem nadającym się do liderowania takiemu projektowi jest Polska. Nikt nas w tej misji nie jest w stanie zastąpić. Jest tak ze względu na nasze geopolityczne usytuowanie (ogromny dostęp do morza, centralne położenie między Rosją a Niemcami), a także ze względu na nasze wielkie tradycje historyczne (Polska Jagiellonów).

Prof. MieczysławRyba