• Czwartek, 27 lutego 2020

    imieniny: Gabriela, Anastazji

Dekada Stocha

Poniedziałek, 27 stycznia 2020 (21:45)

Kamil Stoch został w niedzielę pierwszym w historii skoczkiem narciarskim, który przez dekadę, w każdym roku, wygrał co najmniej jeden konkurs Pucharu Świata. A co ważne, nie ma wcale zamiaru tej serii przerywać.

10 lat temu młodziutki wówczas Stoch był uważany za następcę kończącego karierę Adama Małysza. Kogoś, kto w niedalekiej przyszłości przejmie pałeczkę po mistrzu z Wisły i spowoduje, że w polskich skokach nie powstanie dramatycznie wielka wyrwa. I pustka. 23 stycznia 2011 roku w Zakopanem wygrał swój pierwszy pucharowy konkurs, szalony, piękny i dramatyczny zarazem, bo przecież zanim trybuny eksplodowały po sukcesie Kamila, zamilkły, gdy po swoim skoku przewrócił się Małysz…

Do dziś Stoch zwyciężył w 35 konkursach PŚ. Jako jedyny rok w rok stawał co najmniej raz na najwyższym stopniu podium. Ta sztuka nie udała się przed nim nikomu, nawet największym: Małyszowi, Finom Janne Ahonenowi i Mattiemu Nykaenenowi oraz Austriakowi Gregorowi Schlierenzauerowi. Ta czwórka nadal ma w kolekcji więcej wygranych konkursów od niedzielnego bohatera. Do Ahonena brakuje mu jednak tylko jednego, a do Małysza czterech. Kto wie, być może jeszcze w tym sezonie Stoch doścignie nawet Orła z Wisły, bo na Wielkiej Krokwi znów był sobą. Kimś, przed kim nie ma granic nie do przekroczenia.

Stoch ma 32 lata i choć przy Japończyku Noriakim Kasaim wciąż jest młodzieniaszkiem, wśród skoczków jest już jednym z najstarszych. W ogóle zwykło się mawiać, że przedstawiciel tej dyscypliny po przekroczeniu trzydziestki już nie jest w stanie fruwać jak dawniej, ale Polak tej opinii fantastycznie przeczy. Od sezonu 2010/2011 tylko raz zdarzyło się, że Puchar Świata zakończył poza najlepszą dziesiątką. W wieku 30 lat i 304 dni w sezonie 2017/2018 został najstarszym zdobywcą Kryształowej Kuli, a przecież nie można wykluczyć, że jeszcze kiedyś po nią sięgnie.

Ostatnie tygodnie nie były dla niego udane. Słabo wypadł na Turnieju Czterech Skoczni, cały czas czekał na jeden spektakularny występ, który przypomni mu, jak wybitnym jest nadal zawodnikiem. Doczekał się takiego w niedzielę, a tego dnia na Wielkiej Krokwi triumfował po raz piąty, wyrównując rekord Schlierenzauera. Co ciekawe, przed własną publicznością nigdy nie wygrał w takim stylu, z taką notą łączną, oddając dwa tak dalekie, wręcz porywające skoki.

– Po wszystkim czułem się, jakbym wygrał po raz pierwszy w karierze. Ściskałem każdego, kogo spotkałem na swej drodze. Tak naprawdę mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak dużo musimy poświęcić i ile kosztuje wygranie choćby jednych zawodów – przyznał, zdradzając też jedną z ważniejszych tajemnic sukcesu. – Zmieniłem nieco swoje nastawienie, zacząłem mocniej doceniać to, w jakim miejscu się znajduję i co robię, niż próbować na siłę robić coś, czego nie byłem w stanie – podkreślił.

Trener polskich skoczków Michal Dolezal nie ma wątpliwości, jakiego formatu zawodnikiem jest Stoch. – W jego przypadku nie ma rzeczy niemożliwych – powiedział Czech, dodając, że trzykrotny mistrz olimpijski bardzo chce wygrywać. – Ale jeśli przez dłuższy czas mu się to nie udaje, to pojawia się frustracja. Dlatego tak bardzo cieszymy się z jego niedzielnego sukcesu.

Piotr Skrobisz