Tajna droga tupolewa
Wtorek, 22 stycznia 2013 (02:13)Wrak tupolewa leżący na Siewiernym można bez przeszkód przewieźć do Polski drogą lądową – wynika z meldunku grupy logistyków Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Podpułkownik Marek Chmiel, rzecznik Inspektoratu, podkreśla, że to nie przesądza, iż wrak wróci na ciężarówkach.
– Ze sprawozdania grupy rekonesansowej wynika, że taki transport jest możliwy. Z zastrzeżeniem, że państwa, przez które odbywać się będzie transport, wyrażą odpowiednie zgody na przewóz przesyłki wielkogabarytowej, o ile zostanie podjęta decyzja, że wybrana będzie taka droga do przewozu tych części wraku. Nie wykluczamy wciąż drogi kolejowej lub lotniczej – mówi Chmiel.
Jak ustalił „Nasz Dziennik”, informacja o możliwościach technicznych przewiezienia szczątków tupolewa jest przeznaczona dla ministra obrony narodowej, który taką ekspertyzę zamówił w ubiegłym roku. O jej wynikach ma poinformować też prokuraturę, ale – według rzecznika Inspektoratu – nie jest ona bezpośrednio adresatem ani zleceniodawcą przeprowadzonych poszukiwań.
Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych nie ujawnia trasy ewentualnego przejazdu. Być może MON nie chce się afiszować, że współpracuje w tej sprawie z Białorusią, która objęta jest unijnymi sankcjami. Przez państwo Łukaszenki prowadzi najkrótsza droga, poza tym niemal przez całą Białoruś od granicy z Rosją w pobliżu Smoleńska do Brześcia wiedzie wygodna dwujezdniowa magistrala. Żeby ominąć Białoruś, trzeba byłoby jechać lokalnymi drogami Rosji, Łotwy i Litwy – jak czynią podróżni udający się do Rosji, a nieposiadający wizy białoruskiej. W grę wchodzi też objazd przez Ukrainę.
Wiadomo, że trasa wyznaczona przez logistyków jest na tyle dobra, że można będzie przewieźć wrak w całości, bez dodatkowego przecinania go lub rozkręcania. W tej kwestii jednak ppłk Chmiel wysuwa zastrzeżenie.
– Nie mamy pełnego dostępu do wraku. W lipcu wykonywano pomiary, ale z zewnątrz. Dopiero po jego podniesieniu wszystko będzie wiadomo do końca. Zawsze może się okazać, że coś gdzieś zwisa lub wystaje – dodaje.
Po raz pierwszy grupa rekonesansowa, złożona z prokuratora wojskowego, biegłych oraz wojskowych specjalistów z dziedziny transportu i logistyki pracowała przy wraku w Smoleńsku pod koniec lipca 2012 roku. Wówczas przedmiotem zainteresowania było głównie samo lotnisko, bramy wjazdowe i drogi w mieście.
Tym razem grupa czterech logistyków poszukiwała odpowiedniej drogi dla wraku. W dniach 9-15 stycznia odbyli samochodem podróż z Mińska Mazowieckiego (na tamtejszym lotnisku wojskowym ma znaleźć się maszyna, jest tam już drugi polski tupolew i wycofane z eksploatacji samoloty Jak-40 specpułku) do Smoleńska i z powrotem.
Działania logistyków powodują, że zwrot wraku wydaje się bliższy i łatwiejszy. Niestety, można tak powiedzieć tylko o stronie technicznej całego przedsięwzięcia. Stanowisko Komitetu Śledczego pozostaje niewzruszone. Strona rosyjska wielokrotnie zaznaczała, że wydanie szczątków maszyny będzie możliwe dopiero po zakończeniu rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy.
Przedstawiciele Polski różnych szczebli wielokrotnie domagali się od swoich odpowiedników interwencji i przyspieszenia, otrzymywali nawet różne zapewnienia i obietnice związane ze zwrotem wraku, jednak żadna nie przyniosła efektu. Tak było m.in. po rozmowach prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z przewodniczącym Komitetu Śledczego gen. Aleksandrem Bastrykinem i ministra Radosława Sikorskiego z rosyjskim szefem dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Nie pomogły.
Rosyjscy politycy indagowani przez media odpowiadają wymijająco, za każdym razem odsyłając do Komitetu Śledczego, który najczęściej milczy. Polskie władze powołują się na załącznik 13 do konwencji chicagowskiej nakazujący zwrot wraku po zakończeniu jego badań. Jednak Rosjanie nie traktują konwencji jako rozstrzygającej w tym przypadku, poniekąd słusznie – samoloty wojskowe jej nie podlegają.
W ubiegłym tygodniu gen. Gieorgij Smirnow z Komitetu Śledczego poinformował, że odmowę wydania wraku przed zakończeniem rosyjskiego śledztwa strona polska ma prawo zaskarżyć w Prokuraturze Generalnej Federacji Rosyjskiej, a jeśli ta ją podtrzyma, to również w sądzie. Z wypowiedzi premiera Donalda Tuska wynika, że Polska nie zamierza iść tą drogą i wybiera polityczne rozwiązanie sporu o wrak, który nazwał „serialem złej woli”.
Piotr Falkowski