• Czwartek, 27 lutego 2020

    imieniny: Gabriela, Anastazji

Zabrakło wyobraźni i umiejętności

Wtorek, 14 stycznia 2020 (22:58)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Premier Mateusz Morawiecki odwołał wiceministra klimatu Sławomira Mazurka, który odpowiadał m.in. za politykę odpadową. Jest jakiś powód?

– Po czterech latach wiceminister Sławomir Mazurek, który był odpowiedzialny za zbudowanie systemu zagospodarowania odpadów – widać nie zdał egzaminu i dlatego poniósł polityczny koszt, którym w tym wypadku jest dymisja z zajmowanego stanowiska. Sytuacja nie wygląda dobrze, bo ceny za śmieci rosną, mieszkańcy płacą coraz więcej, gospodarka odpadami jest nieuporządkowana. Co więcej, nie ma pomysłu, jak ten śmieciowy problem rozwiązać. To wszystko się skumulowało i wywołało efekt, który śmiało można określić stanem wojny śmieciowej.

Jaka jest recepta na dzisiejszą sytuację ze śmieciami?

– Bez kompleksowej mobilizacji wszystkich tej wojny śmieciowej nikt nie wygra, a przegramy wszyscy, którzy płacimy coraz wyższe rachunki za śmieci, przegra też środowisko coraz bardziej zaśmiecane.

Czy sformułowanie „wojna śmieciowa” nie jest pewnym nadużyciem?

– Z całą pewnością nie jest to przesadne określenie. Obecnie, po latach od wejścia Polski do struktur europejskich, zainwestowano w systemy śmieciowe plus minus ponad sześć miliardów złotych. Przy czym bardzo dużo środków zostało zainwestowanych w słynny podział na tzw. śmieci suche i mokre, podczas gdy wszyscy już od dawna wiedzieli, że głównym kierunkiem będzie recykling i słynne frakcje – coś, co dzisiaj już istnieje, o czym się głośno mówi, mianowicie oddzielnie papier, oddzielnie plastik, oddzielnie szkło, oddzielnie tekstylia itd. I wszyscy wiedzieli, jaki będzie trend, a mimo to daliśmy się w Polsce wpuścić w kanał, wydając masę pieniędzy na technologie, które dzisiaj nie spełniają swego zadania.

Kto i gdzie popełnił błąd?

– Na pewno na gruncie centralnym zabrakło wyobraźni i umiejętności. Otóż bardzo długo uważano, że rozwiązaniem problemu śmieciowego będą spalarnie odpadów, podczas gdy obecnie pojawiło się nowe panaceum – mianowicie recykling, że wszystko właściwie w stu procentach da się ponownie przetworzyć, co jest kompletną bzdurą. Nie da się w stu procentach przetworzyć odpadów.

Z tego, co wiadomo, resort klimatu pracuje m.in. nad gruntowną reformą rozszerzonej odpowiedzialności producenta. To chyba właściwe rozwiązanie?

– To kolejna sprawa, jaka się pojawia, która staje się swojego rodzaju złotym cielcem, to właśnie dyskusja o tym, że trzeba wprowadzić rozszerzoną odpowiedzialność producenta, czyli ten, który brudzi, ten płaci i koniec, kropka. W mojej ocenie, biorąc pod uwagę praktykę sejmową, bo jako przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej zajmowałem się tym problemem bardzo poważnie przez cztery lata, sytuacja wymaga, nazwijmy to, miksu śmieciowego, aby doprowadzić do zrównoważonej gospodarki odpadami śmieciowymi na obszarze Polski.

Na czym to rozwiązanie miałoby polegać?            

– Po pierwsze musi być rozszerzona odpowiedzialność producenta, a więc ten, kto wprowadza na rynek śmieci, ten za nie płaci. I to musi być jasno wyartykułowane w prawie, co do tego nie może być żadnych wątpliwości. To jest coś, co obowiązuje i działa na terenie całej Europy, tymczasem Polska bardzo długo ulegała wpływom lobby gospodarczego państw zachodnich, co skutkowało tym, że to, co na gruncie państw zachodnich było zakazane, w Polsce było – i zresztą wciąż jest – dopuszczalne. Tyle że sami poprzez spolegliwość zapracowaliśmy na takie traktowanie, i stąd taki stan. Kolejna sprawa to wprowadzenie systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Jednak to wszystko będzie miało sens, kiedy jednocześnie wprowadzimy na polski rynek system kaucji, m.in. na butelki z tworzyw sztucznych po napojach, i  odpowiednie przepisy. Jak informuje resort klimatu, prace właśnie trwają. Chodzi o to, że wszystko, co jest opakowaniem – a tych w gospodarstwach domowych jest najwięcej, np. szkło, puszki, plastik – to są pieniądze. Mianowicie, kupując, dajmy na to, napój, nie uświadamiamy sobie, że płacimy także za produkcję opakowania. Co więcej, kiedy po spożyciu napoju wyrzucamy opakowanie do kosza, płacimy kolejny raz – za wywóz tego opakowania i jego utylizację. A zatem jako konsumenci płacimy w zasadzie za wszystko i rzecz w tym, aby uświadomić ludziom, że opakowania zwrotne to są pieniądze, które są do odzyskania. Koronnym przykładem, jak to się robi, jest Litwa, która wprowadziła system kaucyjny, z pomocą automatów do odzysku opakowań, co sprawia, że 90 procent tego, co wchodzi na rynek, wraca do ponownego przetworzenia. Na Litwie to zrobiono, to działa i funkcjonuje. Tym samym zmniejsza się ilość śmieci na rynku, także w domach, skutkiem czego mieszkańcy płacą mniej, i to jest bardzo ważna rzecz.

A co z problemem śmieci sprowadzonych do Polski. Czy ktoś nad tym panuje?         

– To jest kolejna sprawa – jakże ważna – aby wydać wojnę mafiom śmieciowym, które z całej Europy zwożą śmieci do Polski. Świadomie używam słowa „wojna”, dlatego że mafie działają w ten sposób, i na tym de facto polegają problemy, że wwożona jest naczepa ze śmieciami do lasu. Bez totalnego oporu wszystkich sił – takich jak policja, straż graniczna, służby celno-skarbowe, wszystkie służby mundurowe – bo jeżeli nie będzie pospolitego ruszenia, łącznie z obywatelami, to trudno nam będzie opanować sytuację, zatrzymać ten śmieciowy paraliż i rozwiązać problem. Każdy przestępca, który będzie chciał wwieźć śmieci do Polski i pozbyć się ich w sposób nielegalny, musi mieć świadomość, że będzie ścigany jak przestępca, a ten, kto go złapie czy wskaże, powinien być nagradzany. Nie ma innej możliwości walki z mafią jak płacenie tym, którzy ich zatrzymają przed granicą, na granicy czy już na terenie Polski, a tym samym, żeby nie dopuścić, aby śmieci były wwożone i nielegalnie pozostawiane w naszym kraju.

Niemal w każdej gminie są nielegalne wysypiska śmieci. Co więcej, na próżno szukać, kto je organizuje?

– Owszem, tak jest. Co więcej, mało kto zdaje sobie sprawę, że koszt likwidacji takiego nielegalnego wysypiska i utylizacji porzuconych tam śmieci pokrywa nie kto inny jak mieszkańcy danej gminy. Inaczej mówiąc, nie ten, kto robi nam brud za to płaci, ale my sami ponosimy dodatkowe koszty. Zatem jeśli chcemy walczyć z takimi procederami i nie ponosić dodatkowych kosztów społecznych, to nie możemy dopuścić do powstawania takich nielegalnych wysypisk śmieci. Ale do tego potrzebna jest totalna mobilizacja i zero tolerancji dla brudzących.

Wspomniał Pan wcześniej o recyklingu. Tylko jak stworzyć odpowiednie warunki ku temu?            

– Musimy zbudować rynek recyklingu, którego dotąd nie stworzyliśmy. Co więcej, przyjęliśmy całą masę śmieci z zewnątrz, a tym samym zmniejszyliśmy opłacalność własnego rynku recyklingowego. Tymczasem pieniądze z opłat producenckich powinny trafić do recyklerów, a więc do tych, którzy zajmują się zagospodarowaniem odpadów. To z kolei spowoduje, że konsumenci nie będą musieli płacić za śmieci takich kwot, jak to ma miejsce obecnie. Tak jak wspomniałem już wcześniej, nie da się zagospodarować wszystkich śmieci i zawsze będzie pewna partia do wykorzystania jako tzw. RDF, czyli alternatywne paliwo energetyczne z odpadów. Zatem, czy się nam to podoba, czy nie, w danym województwie, w danym powiecie powinny istnieć ciepłownie spalarnie, które są bardziej ekologiczne i działają lepiej niż wtedy, kiedy ludzie sami palą swoje śmieci w domach, zanieczyszczając środowisko i atmosferę. Przykładem może być tu Skandynawia, gdzie dajmy na to w Szwecji w elektrociepłowniach pali się wspomnianym RDF-em, a więc alternatywnym paliwem energetycznym, które powstaje z odpadów, ze śmieci. Jeżeli tego wszystkiego na raz nie uruchomimy jako swojego rodzaju kompaktu, to ciągle – jako obywatele – będziemy płacić kary, czyli wysokie rachunki za śmieci. Co więcej, ciągle będziemy zaśmiecani przez resztę Europy, która dalej będzie nas traktować jako swój śmietnik. Można się temu przeciwstawić mądrą polityką odpadami, ale także zamknięciem naszego rynku na śmieci z zagranicy. Dodam tylko, że Chiny zamknęły swoje granice na śmieci europejskie, a więc poradziły sobie. Dlaczego my nie możemy…? Jeśli tego nie zrobimy, jeśli nie zrobimy porządku ze śmieciami, jeśli nie zbudujemy systemu zagospodarowania śmieci i jeśli nie zamkniemy granic na śmieci z zewnątrz, to zachodni cwaniacy dalej będą nam zanieczyszczać kraj swoimi odpadami.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki