Czas na negocjacje
Środa, 8 stycznia 2020 (15:20)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Amerykańskie bazy wojskowe w Iraku zostały ostrzelane przez Iran. Jaki był cel tego ataku?
– Przede wszystkim ostrzelanie amerykańskich baz wojskowych w Iraku miało na celu uspokojenie nastrojów wewnątrz Iraku, które po zabiciu przez Amerykanów irańskiego generała Kasema Sulejmaniego są mocno podniesione.
Czy ten atak na bazy amerykańskie może oznaczać eskalację konfliktu na szerszą skalę?
– Nie sądzę, żeby doszło do wojny. Jak słyszymy, prawdopodobnie nie ma ofiar tego ataku irańskiego na dwie bazy wojskowe Stanów Zjednoczonych w Iraku. Amerykanie jako czołowe światowe mocarstwo z pewnością są przygotowani na tego rodzaju aktów agresji ze strony Iranu i – jak poinformował na Twitterze prezydent Donald Trump – „wszystko jest pod kontrolą”. Akcja odwetowa jest – jak się wydaje – aktem frustracji ze strony władz Iranu natomiast – jestem o tym przekonany – strona amerykańska nie da się sprowokować i przewidywalne działania ze strony Iranu są monitorowane. Możemy się zatem spodziewać bardziej wojny dyplomatycznej, a nie faktycznej.
Kto mógłby się włączyć do działań dyplomatycznych, w misję rozmów, żeby eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie nie postępowała?
– To jest dobre pytanie. Dzisiaj jest kilka państw, które nie są bezpośrednio zaangażowane w spór czy konflikt niektórych państw islamskich i Stanów Zjednoczonych. Byłoby oczywiście dobrze, gdyby Polska mogła być takim państwem, ale póki co nie mamy żadnych tego rodzaju sygnałów ze strony prezydenta Andrzeja Dudy, który wraz z rządem monitorują sytuację i konflikt na Bliskim Wschodzie. W tej sytuacji należy liczyć na organizacje międzynarodowe, które w takich sytuacjach są zazwyczaj, niestety, bezradne, i to zarówno Organizacja Narodów Zjednoczonych, jak i Unia Europejska. Zobaczymy zresztą, jaką strategię obierze teraz strona amerykańska: czy zlekceważy to, co się wydarzyło, uznając, że ten ostrzał amerykańskich baz był burzą w szklance wody, czy możemy się spodziewać jakichś innych działań. Na tym etapie trudno powiedzieć, kto mógłby wystąpić w roli negocjatora między zwaśnionymi stronami. Na pewno jest jeszcze czas na negocjacje, na rozmowy, aby nie zaogniać jeszcze bardziej sytuacji.
Jak słyszymy, dzisiaj Komisja Europejska ma się zająć sytuacją na Bliskim Wschodzie. Czy możemy oczekiwać jakichś konkretnych działań, czy może będzie to spotkanie, które ma na celu poinformować o faktach, które są powszechnie wiadome?
– Raczej to drugie, możemy zatem oczekiwać nawoływań do zachowania spokoju i zaprzestania konfrontacji w celu ustabilizowania sytuacji w regionie Bliskiego Wschodu. Jeżeli chodzi o sytuacje kryzysowe – w różnych obszarach, to Komisja Europejska wielokrotnie pokazała, że nie jest w stanie wypracować dobrych rozwiązań, przykładem jest chociażby kryzys migracyjny. Oczywiście dobrze, że sytuacja na Bliskim Wschodzie została zauważona, że przewodnicząca Ursula von der Leyen zwołuje posiedzenie komisarzy, którzy – jak czytamy – wraz z wysokim przedstawicielem Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josepem Borrellim przyjrzą się sytuacji na Bliskim Wschodzie po zabiciu irańskiego generała Sulejmaniego. Trudno jednak oczekiwać, żeby te rozważania doprowadziły do jakichś konkretnych konkluzji, które pomogłyby rozwiązać ten problem, ale mogłyby przynajmniej złagodzić eskalację napięcia.
Jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski, to służby są przygotowane?
– Źle byłoby, gdyby było inaczej. Myślę, że opracowano odpowiednie scenariusze. Nasi żołnierze są obecni w Iraku, w rejonie tego konfliktu. Przede wszystkim jednak jesteśmy członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, jesteśmy też członkiem Unii Europejskiej, mamy również bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, i to w efekcie stanowi także ważną gwarancję naszego bezpieczeństwa.
Prezydent Andrzej Duda mówił wczoraj, że nie ma potrzeby wyprowadzania naszych wojsk z Iraku, ale ambasador RP w Bagdadzie została ewakuowana do Polski?
– Sytuacja 268 polskich żołnierzy stacjonujących w Iraku – jak słyszymy z ust prezydenta czy premiera – jest pod kontrolą. Natomiast takie prewencyjne działanie, jak ewakuacja polskiego ambasadora ze strefy zagrożenia, jest działaniem rutynowym. Trzeba pamiętać, że placówki dyplomatyczne w momentach takiego napięcia są szczególnie narażone na różnego rodzaju akty terroryzmu, więc decyzja o ewakuowaniu ambasadora Polski w Iraku jest jak najbardziej słuszna i należy to przyjąć i traktować jako działanie zapobiegawcze, rutynowe.
Rada Gabinetowa została zwołana, ale opozycji to nie wystarcza i za wszelką cenę dąży do zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Po co?
– Za bezpieczeństwo Polski odpowiada rząd, dlatego też prezydent jako zwierzchnik Sił Zbrojnych wołał Radę Gabinetową, oceny ryzyka z całą pewnością zostały dokonane i jak to wygląda, jeśli chodzi o potencjalne zagrożenia. To – jak sądzę – wystarczające działanie. Prezydent Duda i premier Morawiecki zgodnie podkreślają, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest niestabilna, ale jesteśmy członkiem międzynarodowej wspólnoty i podejmowanie działań pochopnych byłoby w tym momencie nierozsądne. Premier zaapelował dzisiaj z mównicy sejmowej do opozycji, aby współpracowała z rządem, a nie niepotrzebnie zaogniała sytuację. Decyzje muszą być odpowiedzialne, przemyślane, bez emocji i podejmowane po konsultacjach ze wszystkim partnerami w NATO. Nam niepotrzebny jest teatr polityczny, zwłaszcza ze strony totalnej opozycji. Prezydent i rząd poważnie podchodzą do sprawy, a bicie piany, do czego wyraźnie zmierza opozycja totalna, nikomu nie jest potrzebne. Opozycja zawsze próbuje dorzucić swoje pięć groszy, chociaż sama powoduje wewnątrz kraju podziały i stan permanentnego napięcia wynikający ze skarżenia na Polskę do różnych instytucji europejskich. Po pierwsze, przedstawiciele Komisji Europejskiej, w tym komisarz Jourova odpowiedzialna za badanie tzw. praworządności, mają przyjechać do Polski, co pokazuje, że w wewnętrzny spór opozycja totalna próbuje wciągnąć instytucje europejskie. Opozycja, skoro już idzie takim torem, to może niech się ograniczy raczej do „pilnowania” praworządności w Polsce, a sprawy bezpieczeństwa niech pozostawi polskiemu rządowi i prezydentowi, a więc ciałom konstytucyjnym.
Bliski Wschód to także ropa. Czy ten konflikt może dotknąć także nas?
– Myślę, że takie sytuacje jak konflikty zbrojne zawsze mogą powodować wahania na rynku cen paliw ropopochodnych, stąd pewne korekty cen oczywiście mogą nastąpić. Natomiast czy i w jakim zakresie może to dotknąć Polski, póki co trudno powiedzieć. Na pewno trzeba obserwować sytuację. Mam nadzieję, że jeżeli w wyniku tego konfliktu nastąpi jakieś wahanie cen paliw na rynkach światowych, to nie dotknie to w znaczący sposób Polski.