• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Projekt Schetyny

Wtorek, 7 stycznia 2020 (21:40)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Grzegorz Schetyna rezygnuje, ale jest sześciu kandydatów na szefa Platformy. Wydawałoby się, że jest z czego wybierać…

– W sensie personalnym – biorąc pod uwagę liczbę kandydatów – to jest z czego wybierać, natomiast w sensie programowym, to raczej wątpię. Proszę zwrócić uwagę, że żaden z tych sześciu kandydatów nie przedstawia programu, który byłby alternatywą dla dotychczasowej linii Grzegorza Schetyny. Chyba najbardziej łagodną twarzą Platformy – w sensie czysto wizerunkowym – jest Tomasz Siemoniak wymyślony czy – łagodniej mówiąc – poparty przez dotychczasowego szefa Grzegorza Schetynę. Można więc powiedzieć, że Siemoniak jest to człowiek Schetyny, który będzie chciał przeprowadzić swoją rozgrywkę wokół niego, a tym samym utrzymać wpływy w Platformie. Jeśli Tomasz Siemoniak nie ma własnego, zbyt wielkiego zaplecza politycznego, to siłą rzeczy będzie musiał korzystać ze wsparcia Schetyny, który w zakulisowych grach w Platformie jest akuratnie niezły, w związku z czym skalkulował, przeliczył, że wariant z reelekcją mu nie wyjdzie, a więc trzeba zastosować wariant „b”, czyli wylansować swojego kandydata.

              

Czy patrząc na dotychczasową działalność Tomasza Siemoniaka, można powiedzieć, że jest to samodzielny polityk?

– Rzeczywiście Tomasz Siemoniak nigdy nie występował jako samodzielny podmiot, a raczej był politykiem podwieszonym – wcześniej pod Tuska, teraz pod Schetynę. Czy zatem jest on w stanie prowadzić samodzielną grę polityczną, to dopiero praktyka mogłaby pokazać. Natomiast myślę, że Schetyna nie projektuje go jako samodzielnego gracza, tylko tego, który będzie związany z nim. Schetyna nie byłby wprawdzie szefem Platformy, ale chciałby tą formacją dalej zarządzać z tylnego siedzenia. Jedno jest pewne, że nie chciałby zejść na drugi plan.

Ktoś powiedział, że Siemoniak jest najlepszy spośród tych, którymi dzisiaj dysponuje Platforma. Zgadza się Pan z tak postawioną tezą?

– Owszem, tak się mówi. Przypomnę tylko, że jeszcze niedawno mówiło się to samo o Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, a w praniu wyszło to bardzo słabo i mimo rozpoczętej kampanii prezydenckiej przez Platformę ciągle nie widać tej kandydatki jako fajtera politycznego. Zatem jaki będzie – i czy w ogóle będzie Siemoniak, bo to są dwa pytania: czy Schetyna tę partię wygra, a jeśli wygra, to czy Siemoniak się sprawdzi i w jakich relacjach będzie wówczas z samym Schetyną – to jest wciąż niewiadoma. Dla Schetyny najlepiej byłoby, gdyby Bogdan Zdrojewski, Bartosz Arłukowicz, Borys Budka, Joanna Mucha, Bartłomiej Sienkiewicz się skonfliktowali, a wówczas on na tym konflikcie wygrałby Siemoniaka i utrzymałby w jakimś sensie dalszą władzę w Platformie.

Jest też pytanie, na ile poparcie Schetyny będzie wsparciem, a na ile obciążeniem dla Siemoniaka?

– Bez wątpienia Grzegorz Schetyna nie ma wielkiego poparcia społecznego w Polsce, ale za to ma wielkie wpływy w szeregach Platformy, szczególnie w terenie, w regionach. Przypomnę, że sprawnie poustawiał listy poselskie pod siebie, dzięki czemu ma wpływ na klub parlamentarny, a więc nie można powiedzieć, żeby był zupełnie pozbawiony atutów. Co więcej, do wyboru nowego przewodniczącego wciąż jest szefem Platformy i posiada różne narzędzia, a zatem, co będzie, zobaczymy pod koniec stycznia. 

Jaka jest różnica między Tomaszem Siemoniakiem a dajmy na to Joanną Muchą?

– Różnica jest nade wszystko wizerunkowa. Tomasz Siemoniak w przeciwieństwie do Joanny Muchy nie wypowiadał się w mediach, nie eksponował tak mocno jak jego kontrkandydatka swojej totalności, natomiast starał się pokazywać, kreować twarz względnie łagodną. I to – jak sądzę – będzie czy może być jakimś kluczem dla członków Platformy, bo co by nie powiedzieć o Borysie Budce czy Joannie Musze, wciąż są to jednak politycy totalni zawsze, bez względu na okoliczności. Natomiast jeśli chodzi o Tomasza Siemoniaka, to on takiego wizerunku, który co by nie powiedzieć, jest piętą achillesową Platformy. Natomiast co do struktury partyjnej, to każdy nowy lider będzie musiał dźwigać ten bagaż totalności, co tylko potwierdza, że Platforma to jest partia zupełnie bezideowa. Nie bardzo wiadomo, czym ten ruch polityczny jest sklejony, co jest wspólnym mianownikiem dla takich osób jak Paweł Kowal czy Klaudia Jachira. Oczywiście nie jest to partia, której przewodniczący ma władzę totalną jak za Donalda Tuska, ale nowemu szefowi nie będzie łatwo utrzymać tego w ryzach, co najwyżej będzie nową twarzą. Grzegorz Schetyna już tak mocno zmęczył nawet wyborców Platformy, że nie tylko politycy, ale też media sprzyjające Platformie domagały się jego odejścia. Oczywiście media te krytykowały Schetynę ze względu na ich cele, czyli powrót układu liberalno-lewicowego do władzy. Schetyna im tego nie zapewnił, więc czekali na nową twarz.

Starą-nową twarzą miał być Donald Tusk…

– Dokładnie, starą-nową twarzą miał być Donald Tusk, tyle że Tusk to stary gracz, który wykorzystuje koniunkturę tylko i wyłącznie dla siebie – i wcale nie chciał wracać na zgliszcza formacji, która się sypie na wielu frontach. Jeśli zaś nie Tusk, to mamy namolne szukanie nowej twarzy, która wydźwignęłaby tę formację z dołka. Grzegorz Schetyna, rezygnując z ubiegania się o reelekcję, zaproponował co prawda nową twarz – Tomasza Siemoniaka, ale wszystko wskazuje na to, że zamierza wszystko i tak mieć pod kontrolą.

Jak zatem widzi Pan przyszłość Platformy?

– Moim zdaniem, gdyby nie pieniądze z dotacji państwowej dla partii politycznych – wcale niemałe, które są kumulowane w centrali, to przypuszczam, że Platforma jako jeden byt już dawno zniknęłaby ze sceny politycznej w Polsce. Owszem, to towarzystwo funkcjonowałoby, ale jako mniejsze, drobniejsze polityczne byty, a nie jeden. Wiele też zależeć będzie od wyborów prezydenckich. Kolejna porażka, jeśli takowa nastałaby, będzie już obciążać nowego lidera. Wiadomo też, że Małgorzata Kidawa-Błońska ostatecznie wystąpiła przeciwko Grzegorzowi Schetynie, a co za tym idzie to Kidawa-Błońska i nowy przewodniczący Platformy będą musieli wziąć odpowiedzialność za wynik. Tyle że ten wynik – przynajmniej na razie – wcale nie rysuje się wesoło i to nie tylko ze względu na Schetynę, ale z uwagi na to, że kandydatka jest słaba. 

„Nowa” twarz Siemoniaka może odblokować Platformę?         

– W jakimś sensie, na przykład w sondażach, może to nieco podnieść notowania Platformy, bo Grzegorz Schetyna był tak mocno zgraną kartą, że dla PiS-u była to niemal wymarzona sytuacja.

Czy ciężarem dla Platformy nie staje się marszałek Tomasz Grodzki?

– Marszałek Senatu Tomasz Grodzki miał być – tak się przynajmniej mówiło – nową gwiazdą Platformy, tymczasem pomijając już obciążenia związane z oskarżeniami korupcyjnymi, które powinny wyjaśnić odpowiednie, powołane do tego organy, zupełnie niezrozumiałe są zachowania związane z jeżdżeniem po świecie, uruchamianiem różnych zewnętrznych czynników czy z wchodzeniem w nieprzypisane sobie kompetencje, a przy tym nadmierne eksponowanie własnej osoby, to wszystko kompromituje urząd marszałka Senatu, jaki reprezentuje, i w ogóle Polskę. To kuriozalne zachowanie marszałka Grodzkiego na pewno kładzie się cieniem na Platformę, bo tylko pokazuje, że dotychczasowy scenariusz: ulica i zagranica jest kontynuowany. Ponadto to, co słyszymy o Tomaszu Grodzkim, zupełnie przykryło sprawę Banasia – zwróćmy uwagę, że coraz mniej o tym się mówi, natomiast na plan pierwszy wysuwa się sprawa prof. Grodzkiego, który nie wytłumaczył się dostatecznie ze spraw związanych z jego aktywnością zawodową jako lekarza.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki