• Wtorek, 26 maja 2026

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Banki muszą zacząć rozmawiać z kredytobiorcami

Niedziela, 5 stycznia 2020 (20:12)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jest korzystna decyzja sądu w sprawie kredytu tzw. frankowego państwa Dziubaków. Jak ocenia Pan wyrok w tej sprawie?

– Sąd Okręgowy w Warszawie w piątek uznał, że doszło do naruszenia interesów kredytobiorcy w umowie państwa Dziubaków z bankiem Raiffeisen, tym samym wyrok ten unieważnia umowę. To jest naturalna konsekwencja zapytania i orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z października 2019 roku, kiedy unijny Trybunał jednoznacznie się wypowiedział, że naruszone zostało prawo konsumenta, że została złamana dyrektywa 93/13, której postanowienia zostały implementowane do polskiego porządku prawnego, dając tym samym polskim sądom narzędzia do badania uczciwości warunków umownych znajdujących się w umowach zawieranych z konsumentami, o której wielokrotnie jako poseł mówiłem z mównicy sejmowej. Unijna dyrektywa odnosi się do praw konsumenckich i wskazuje, że nie może być tak, iż strona – w tym wypadku bank, który z założenia ma przewagę, wykorzystuje swoją pozycję w stosunku do konsumentów. W tym wypadku umowa jest nieważna, a bank musi zacząć rozmawiać z klientem.

Czy to oznacza, że jest przełom, że sytuacja frankowiczów się zmieniła?

– To jest sytuacja, kiedy konsumenci mogą poczuć, że mają prawo być traktowani bardziej serio przez instytucje finansowe, które wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję. Jednocześnie jest to sygnał dla świata finansjery i dla instytucji finansowych, że nie mogą traktować polskich konsumentów jako klientów drugiej czy trzeciej kategorii. Okazuje się, że to, o czym mówi orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie – na gruncie obowiązującego prawa – nigdy nie przeszłoby w państwach zachodnich. To jest też pokłosie wykorzystywania Polski jako kolonii finansowej, gdzie konsumenta sprowadzono do rangi obywatela drugiej czy trzeciej kategorii w Unii Europejskiej.  

Zatem sądy otrzymały dodatkowy instrument, który niejako nakazuje zwrócić teraz większą uwagę na tzw. klauzule niedozwolone umów kredytowych?

– Dokładnie, sądy otrzymały dodatkowy instrument, a banki – po raz kolejny – usłyszały, że muszą zacząć prowadzić dialog z konsumentami. W trakcie wielu swoich wystąpień na gruncie sejmowym sygnalizowałem, że banki w swoich działaniach muszą przywrócić etykę swojej pracy. Banki były, są i będą, co do tego nie ma wątpliwości, ale rzecz w tym, że banki muszą zacząć na serio traktować konsumenta i traktować go jak partnera, a nie tylko i wyłącznie jak źródło czerpania korzyści. I na tym polega różnica między tym, co było a jest teraz – skończyły się czasy, kiedy banki łoiły klientów, a nadchodzą czasy, kiedy banki będą musiały zacząć rozmawiać z konsumentami. Z mojego doświadczenia wynika, że banki nie rozmawiają z klientami, same eskalują napięcie, co więcej, w negocjacjach nie doprowadzają do porozumień, i znam przypadki, gdzie wielokrotnie sędziowie sami byli zdziwieni, że dana sprawa trafiła na wokandę, a nie została rozstrzygnięta na gruncie mediacji, negocjacji między stronami. To są ważne rzeczy i mam nadzieję, że teraz banki będą musiały usiąść do stołu i rozmawiać, negocjować, a nie pozostawiać sprawy rozstrzygnięciu przez sądy, bo i na sądach wszyscy tracą.

Tyle że źle to świadczy zarówno o bankach, jak i o sądach, które zamiast rozstrzygać sprawy na gruncie polskiego prawa, musiały czekać na werdykt unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Czy nasze prawo nie jest wystarczające?

– Zgadza się. Trzeba powiedzieć wyraźnie, że część banków poszła na szybki i – nie ukrywajmy – dobry zarobek na tych instrumentach finansowych, bo po raz kolejny zostało powiedziane, że nie były to żadne kredyty frankowe, gdyż klienci na oczy nie widzieli franka, tylko były to kredyty w złotówkach wyrażone w walucie obcej, a więc mówimy tu o kredytach w złotych polskich. Były to zatem działania jednostronne, gdzie konsument został potraktowany przedmiotowo. Gdy chodzi o sądy, to od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej doskonale wiedziały, że były wyroki Trybunału w Luksemburgu odnośnie do kredytów tzw. frankowych, tylko że na gruncie prawa polskiego te wyroki nie były respektowane. Dzisiaj słyszymy ze strony części środowisk politycznych, że sądy powinny respektować prawa unijne w pierwszej kolejności. Ja, idąc tym tropem, pytam, dlaczego, pomimo że znacznie wcześniej zapadło wiele wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy to w przypadkach kredytów hiszpańskich, czy włoskich, to dlaczego sądy w Polsce w ogóle nie brały tego pod uwagę? Dlaczego wiedząc o tym, że są to zapisy abuzywne, mając stanowiska czy to prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy to Rzecznika Finansowego, polskie sądy nie potrafiły działać na korzyść konsumenta? To pokazuje, że nasze sądownictwo też musiało dojrzeć do wielu spraw, nauczyć się rozpatrywać tego typu sprawy, które z całą pewnością są inne niż dajmy na to rozpatrywanie spraw rozwodowych czy majątkowych. Sprawy dotyczące kredytów tzw. frankowych są bardzo indywidualne z uwagi na umowy z bankami i do tego też – na pewno – trzeba umieć podejść w sposób indywidualny.

Jak dzisiaj jest z wiedzą konsumentów na temat roszczeń przysługujących im wobec banków, czy jest wystarczająca?

– Sądzę, że obecnie ta wiedza, świadomość konsumentów jest większa, bo – dla przypomnienia, w tzw. międzyczasie zapadło już kilka korzystnych wyroków dla tzw. frankowiczów, ponadto za wcześniejszą spłatę kredytu przez konsumenta bank nie ma prawa pobierać dodatkowych opłat. Natomiast jeśli takowe pobierał, to musi je teraz zwrócić. To są bardzo ważne rzeczy. To pokazuje, że my jako konsumenci, a przecież każdy z nas jest konsumentem, odzyskaliśmy godność. Ten wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie potwierdza tylko, że o swoje prawa trzeba walczyć i jako polscy konsumenci nie możemy pozwolić sprowadzić się do roli przedmiotu, do poziomu podrzędnego, ale znać swoje prawa i o nie walczyć. Jeżeli nie będziemy konsekwentni, jeżeli nie będziemy stanowczy i świadomi swoich praw, to będziemy przegrywać i będziemy płacić tym, którzy zechcą nas wykorzystać. Pamiętajmy też, że wiele banków, które ten proceder realizowały, transferowało pieniądze do banków- matek w czołowych państwach Unii Europejskiej.

Co czeka frankowiczów w 2020 roku?

– Przede wszystkim sądy mają dzisiaj jasną sytuację, natomiast banki, które mają pieniądze, z całą pewnością będą walczyć o swoje. Tylko zamiast udawać, że nic się nie stało, banki powinny zasiąść do rozmów i negocjować z konsumentami. Wracając do sprawy państwa Dziubaków, a więc do najgłośniejszego procesu tzw. frankowego w Polsce, który trafił aż przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zgodnie z wyrokiem sądu umowa jest nieważna, co więcej, bank nie ma prawa wymagać opłat za używanie kwoty kapitału. Innymi słowy bank jednostronnie przedłożył umowę, bank podniósł ryzyko inwestycyjne, na które konsument nie miał żadnego wpływu, i w tym momencie nie można oczekiwać, żeby tym ryzykiem miał się dzielić z konsumentem. Tak być nie może. I właśnie na tym polega różnica, skoro ktoś w sposób jednoznaczny, wyrafinowany wykalkulował swoje zyski, takie, a nie inne, i teraz banki muszą swoje zyski urealnić, sprowadzić na grunt prawa europejskiego i polskiego, bo przypomnę, że mówimy o prawach konsumenta, a co za tym idzie, wrócić na ziemię. Tymczasem odnoszę wrażenie, że banki cały czas krążą w wirtualnej, nierealnej rzeczywistości. Czas zatem zejść na ziemię.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki