• Piątek, 20 marca 2026

    imieniny: Eufemii, Klaudii, Kiry

Odroczenie w interesie Unii

Środa, 18 grudnia 2019 (23:07)

Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem PiS, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Konserwatyści wygrywają przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii, słyszymy też o planach dużych zmian w rządzie. Jak tłumaczyć ten bądź co bądź historyczny wynik?

– Rzeczywiście wygrana konserwatystów to historyczny wynik. Musi on robić wrażenie na wszystkich, dlatego że ta wygrana jest przekonująca i Partia Konserwatywna premiera Borisa Johnsona będzie mieć samodzielną większość w brytyjskim parlamencie. Co więcej, ten wynik ma miejsce w momencie szczególnym – mianowicie totalnej, konsekwentnej i długotrwałej nagonki na konserwatystów, których odsądzano od czci i wiary. Jeśli chodzi o sprawę brexitu i dążenie do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to zarzucano konserwatystom m.in. brak patriotyzmu. Próbowano też podważyć wyniki referendum z 2016 roku, mówiąc, że konieczne jest nowe, bo naród brytyjski rzekomo się pomylił. Nie wiem, dlaczego tak nisko oceniano naród brytyjski, który się nie pomylił, czego namacalnym dowodem jest wynik wyborów, gdzie zgodnie z wolą społeczeństwa konserwatyści będą mieć w nowej Izbie Gmin zdecydowaną większość, zostawiając w tyle Partię Pracy. Należy też podkreślić, że jest to najlepszy wynik konserwatystów od czasu ostatniego zwycięstwa Margaret Thatcher w 1987 roku.

Czy brexit może też dać do myślenia kierownictwu Unii Europejskiej?

– Mam taką nadzieję. Liczę, że po wygranej Partii Konserwatywnej twardy brexit stanie się faktem, co powinno dać do myślenia urzędnikom w Brukseli, którzy – mam nadzieję – nie będą pałać chęcią zemsty czy łagodniej rzecz ujmując – odgrywania się na Brytyjczykach. Obywatele Wielkiej Brytanii oddając głosy na Partię Konserwatywną, dali też jasny sygnał, co myślą o Komisji Europejskiej, o tzw. przywódcach Parlamentu Europejskiego – niekoniecznie mam na myśli obecne kierownictwo, ale to funkcjonujące jeszcze do niedawna.

Co z Polakami na Wyspach po brexicie?

– Mam też nadzieję, że Brytyjczycy, pomni na to, jak zostali potraktowani przez bezrefleksyjną Brukselę, nie będą pamiętliwi i warunki pobytu obywateli państw Unii Europejskiej, którzy żyją i pracują na Wyspach – w szczególności mam na myśli Polaków – się nie zmienią. Jestem przekonany, że dojdzie do zawarcia dobrego, korzystnego porozumienia dla obu stron – polskiej i brytyjskiej, że nasza dyplomacja z premierem Mateuszem Morawieckim – jako szefem rządu na czele, zadba o interes Polaków w Wielkiej Brytanii. Musimy też pamiętać, że w polskim interesie leży pogłębianie naszych relacji gospodarczych z Wielką Brytanią, które nie są aż tak ścisłe jak chociażby relacje z Niemcami. Związki gospodarcze Zjednoczonego Królestwa są ukierunkowane przede wszystkim na 53 kraje Wspólnoty Narodów. Pamiętajmy też, że Londyn to także czołowy uczestnik Paktu Północnoatlantyckiego, więc również na tym odcinku nasze interesy są zbieżne.

Czy poza strukturami unijnymi Wielkiej Brytanii uda się niejako na nowo zdefiniować swoją rolę w świecie i czy nadal będzie jednym z mocarstw, głównie gospodarczych?

– Z całą pewnością tak, dlatego że Zjednoczone Królestwo jest krajem atrakcyjnym, partnerem zarówno gospodarczym, jak i politycznym. Mówiąc politycznym –mam na myśli nie tylko uprawianie bieżącej polityki, ale także polityki w wymiarze obronnym. Uważam, że biorąc te kwestie pod uwagę, Wielka Brytania odnajdzie swoje miejsce i swoją rolę w nowej rzeczywistości już poza strukturami Unii. Państwo to zawsze było liczącym się w świecie, i to się nie zmieni.

Wygranej premierowi Borisowi Johnsonowi pogratulował prezydent Donald Trump. Czy to może oznaczać zacieśnienie relacji na linii Waszyngton – Londyn?

– Relacje amerykańsko-brytyjskie zawsze były ścisłe. Teraz, po brexicie, będą jeszcze bardziej zacieśnione. Gratulacje Trumpa nie są zatem niczym nowym. Wiemy, że prezydent USA nie jest zwolennikiem Unii Europejskiej, gdzie na plan pierwszy wybija się dominacja takich państw, jak Niemcy czy Francja. Trump to w pierwszym rzędzie przedsiębiorca, biznesmen, który swoją misję traktuje jako szefowanie potężnym organizmem gospodarczym i jako prezydent największego światowego mocarstwa w sposób priorytetowy stawia sprawy gospodarcze i interes Stanów Zjednoczonych. Można też powiedzieć, że Zjednoczone Królestwo w strukturach Unii Europejskiej od dawno uwierało Donalda Trumpa, który współpracę gospodarczą z Londynem wyobrażał sobie nieco inaczej. Podobne było też zdanie Wielkiej Brytanii, która w ramach struktur unijnych również miała – w jakimś sensie – związane ręce. Dzisiaj już nic nie będzie stało na przeszkodzie, aby te dwa potężne mocarstwa gospodarczo i militarnie – Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – nawiązały jeszcze bliższą niż dotychczas współpracę. Sądzę, że tak się stanie.    

31 stycznia 2020 roku, jako data wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, to termin realny?

– Tak zapowiada premier Boris Johnson, i to jest w jego dobrze pojętym interesie, w interesie Wielkiej Brytanii. Zresztą słyszymy, że jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia pod obrady brytyjskiego parlamentu wróci ustawa o porozumieniu z Unią Europejską w sprawie warunków wyjścia. Brytyjczycy zdecydowali się na twardy brexit, natomiast Komisja Europejska – takie jest moje zdanie – będzie robić wszystko, będzie się starać, żeby nieco przedłużyć okres wychodzenia Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej. W tej chwili odroczenie tej daty jest w interesie nie Wielkiej Brytanii, ale w interesie UE.

Nie ma Donalda Tuska może będzie łatwiej…    

– Nie przeceniałbym tutaj roli Donalda Tuska, który doprowadził do opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, poprzez swoje zaniechanie czy zaniedbania. Pamiętamy też jego słowa mocno podgrzewające atmosferę wokół brexitu, wypowiedziane po spotkaniu z premierem Irlandii, słowa o „specjalnym miejscu w piekle dla promotorów brexitu bez planu działań”, które zelektryzowały wielu obserwatorów sceny politycznej nie tylko w Wielkiej Brytanii. Nieodpowiedzialne słowa i bierność w czynach Tuska doprowadziły do tego, że jedno, co mu wyszło podczas dwóch kadencji sprawowania funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej, czy mówiąc dosłownie wychodzi – w tej chwili, to Wielka Brytania z Unii Europejskiej. To, że nie udało się zatrzymać Zjednoczonego Królestwa w strukturach Unii, to jest niewątpliwie zasługa także Donalda Tuska.  

Czy brexit może podzielić Zjednoczone Królestwo?

– Stawiane są pytania o przyszłość Zjednoczonego Królestwa, wiele też się mówi o oporze Szkocji i Irlandii Północnej, że za jakiś czas Wielka Brytania może przestać być monolitem. Prawdę mówiąc, wcale nie dziwię się Szkotom czy Irlandczykom, że wykorzystują ten moment, aby umocnić swoją pozycję w ramach Zjednoczonego Królestwa. To jest normalna gra – może nie do końca polityczna, ale bardziej gospodarcza. Jednak nie sądzę, żeby Zjednoczone Królestwo rozpadło się na skutek brexitu. Owszem Zjednoczone Królestwo jest podzielone w różnych obszarach, co jest zrozumiałe choćby w obszarze piłki nożnej, gdzie Walia, Anglia, Szkocja czy Irlandia Północna mają swoje reprezentacje piłkarskie, ale jako państwo stanowią jeden zespół.

Dziękuje za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki