• Środa, 27 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jana, Juliusza

Sędziowie nie mogą się stawiać ponad prawem

Wtorek, 17 grudnia 2019 (23:49)

Z Markiem Astem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki cel ma przygotowany przez PiS projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych i Sądzie Najwyższym?

– Projekt jest dosyć szeroki, bo z jednej strony są tam przepisy, które muszą doprecyzować rozwiązania przyjęte już w trakcie poprzedniej kadencji parlamentu – w ustawach reformujących wymiar sprawiedliwości – dotyczące np. zgromadzeń ogólnych sędziów sądów, kolegiów itd. A z drugiej projekt mówi o tych przepisach, które rozszerzają odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Tutaj chodzi głównie o to, aby usankcjonować działania sędziów podważające status innych sędziów – głównie wyłonionych w trakcie funkcjonowania nowej Krajowej Rady Sądownictwa. W tej chwili mamy bowiem do czynienia z niebywałymi wręcz zdarzeniami, kiedy sądy w swoich wyrokach kwestionują zarówno Krajową Radę Sądownictwa, jak i sędziów, którzy przez tę radę zostali zaopiniowali i w efekcie – decyzją prezydenta RP – powołani na stanowiska.

Czy tego rodzaju ekscesy części środowiska sędziowskiego przeszłyby w jakimkolwiek innym kraju Unii Europejskiej?     

– Z całą pewnością nie. Takie ekscesy np. we Francji są poddane sankcjom i właśnie ten model francuski wprowadzamy do polskiego prawa. Chodzi głównie o to, żeby sędziowie nie uderzali w polski wymiar sprawiedliwości, a pośrednio także w państwo polskie.

Dlaczego ten projekt pojawia się tak późno?

– W poprzedniej kadencji, w momencie wprowadzania reformy wymiaru sprawiedliwości mieliśmy tak naprawdę sędziokrację i to sędziowie – sami – decydowali o sobie. W efekcie postępowanie dyscyplinarne wobec sędziów było fikcją, bo za przewinienia, które w każdym normalnym państwie skutkowałyby wydaleniem sędziego z zawodu, u nas ciągnęły się latami i kończyły się co najwyżej upomnieniami, a to z kolei bulwersowało opinię publiczną. I to się zmieniło, została powołana Izba Dyscyplinarna przy Sądzie Najwyższym.

Tyle że jest ona kwestionowana…    

– Owszem, mieliśmy próby podważenia Izby Dyscyplinarnej w postępowaniu przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tyle że Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie rozstrzygnął, że to jest kwestia wewnętrzna państwa polskiego i, co trzeba z mocą podkreślić, w żaden sposób nie zakwestionował statusu sędziów opiniowanych przez Krajową Radę Sądownictwa i powoływanych przez prezydenta RP – uznając, że jest to absolutnie prerogatywa prezydencka. Jednak opozycja totalna i nadzwyczajna kasta sędziowska, opatrznie interpretując wyrok Trybunału w Luksemburgu, dalej próbuje podważać reformę wymiaru sprawiedliwości, co ma na celu jedno, aby przywrócić poprzednie status quo. Innymi słowy, oni chcieliby, żeby sędziowie dalej sami się wybierali do Krajowej Rady Sądownictwa, aby Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie działała, co zostało powiedziane w kuriozalnym wyroku Izby Pracy – mianowicie, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa europejskiego. Co więcej, I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf zaapelowała do sędziów Izby Dyscyplinarnej, aby wstrzymali się od orzekania. To pokazuje, że mamy kolejny przypadek zupełnie niezrozumiałego działania, bo I prezes Sądu Najwyższego, który ma stać na straży porządku prawnego i wymiaru sprawiedliwości, de facto ten porządek prawny podważa. I stąd nasza odpowiedź na tego typu działania.

Sędziowie chcieliby, żeby dalej było tak, jak było…

– Dokładnie, poprzedni układ im pasował z uwagi na to, że byli absolutnie bezkarni – bez względu na to, jak sądy pracowały. Warto też podkreślić, że w Polsce na jednego mieszkańca przypada chyba największa armia sędziów. W skali całego kraju jest to ponad 10 tysięcy sędziów i przy tej liczbie wymiar sprawiedliwości powinien pracować bardzo sprawnie, nie powinno być żadnych zaległości, tymczasem wymiar sprawiedliwości jest absolutnie niewydolny. Również poziom orzeczeń daleko odbiega od tego, czego byśmy oczekiwali.           

Mamy zapowiedź reformy, ale nie wygląda na to, żeby sędziowie chcieli się ugiąć? Sędzia Igor Tuleya działania związane z reformą nazywa stanem wojennym w polskim wymiarze sprawiedliwości…

– Skandalem jest tego rodzaju porównanie – zwłaszcza że żyjemy w państwie demokratycznym, że ustawodawca i Rząd RP robią wszystko, żeby stworzyć lepsze warunki funkcjonowania polskich sądów. Skoro sędzia Igor Tuleya tak nazywa rozwiązania, które chcemy wprowadzić w Polsce, a które obowiązują we Francji, to idąc tokiem jego rozumowania we Francji jest stan wojenny permanentny. We Francji takie rozwiązania obowiązują właściwie od zawsze i tam żaden sędzia nie poważy się zakwestionować innego organu konstytucyjnego, podczas gdy u nas dzieje się to na porządku dziennym. Sędziowie z nadzwyczajnej kasty kwestionują konstytucyjny organ, jakim jest Krajowa Rada Sądownictwa, kwestionują ustawowo wyłonioną Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, ponadto kwestionują status innych sędziów. Ale to się musi skończyć. Dzisiaj część sędziów podnosi krzyk, bo wie, że państwo w postaci ustawy o ustroju sądów powszechnych i Sądzie Najwyższym zyska bardzo mocny instrument dyscyplinujący sędziów, którzy występują przeciwko państwu polskiemu. Uważam, że kiedy nowe przepisy wejdą w życie, kiedy wpłyną do Izby Dyscyplinarnej pierwsze sprawy z paragrafów, które zabraniają sędziom tego rodzaju praktyk, to wówczas te głosy protestu się wyciszą.

Protestujący sędziowie mają wielu zwolenników, ostatnio zyskali oficjalne poparcie Donalda Tuska.

– To jest próba wsparcia opozycji i nadzwyczajnej kasty sędziowskiej przez Donalda Tuska. Tylko że to nic nowego, bo robił to wcześniej jako szef Rady Europejskiej, mimo że status zabraniał mu politycznego angażowania się w wewnętrzne sprawy jakiegokolwiek państwa członkowskiego, tym bardziej robi to dzisiaj, ale to nie ma żadnego znaczenia. Ciekawe, dlaczego Donald Tusk nie krytykuje systemu prawnego w Niemczech, gdzie w przypadku podobnych działań i naruszeń sędzia może zostać skazany na karę pozbawienia wolności. Widać, że jeśli chodzi o Tuska, to mamy stosowanie podwójnych standardów w stosunku naszego prawa, naszego wymiaru sprawiedliwości. Innymi słowy, we Francji, w Niemczech pewne rozwiązania mogą obowiązywać – i Donald Tusk ich nie kwestionuje – natomiast jeśli chcemy te rozwiązania adaptować na polski grunt, to wówczas podnosi się krzyk. I to nie o podporządkowanie sądów jakiejś jednej opcji politycznej, dlatego zarzut, jaki pada, jest zupełnie nieuprawniony. Dziś jest wyłoniona Krajowa Rada Sądownictwa spośród kandydatów wskazanych przez sędziów i ta rada pracuje. Dzięki temu, że jest, że działa Krajowa Rada Sądownictwa, kolejni młodzi referendarze, asystenci, również przedstawiciele innych zawodów prawniczych mogą uzyskiwać nominacje sędziowskie, mogą po prostu awansować. I nic nadzwyczajnego się nie dzieje, natomiast i Donaldowi Tuskowi, i totalnej opozycji chodzi o to, aby – być może – w kontekście nadchodzących wyborów prezydenckich z jednej strony zdestabilizować wymiar sprawiedliwości, a z drugiej kolejny raz podważyć demokratyczny werdykt wyborców, który dał Prawu i Sprawiedliwości mandat na następne cztery lata.

Patrząc na zachowanie Donalda Tuska, opozycji totalnej i niezadowolonej części sędziów, czy możemy się spodziewać reakcji ze strony organów unijnych?

– Nie sądzę, dlatego że jako demokratycznie wybrana władza będziemy twardo stali na stanowisku, pokazując niemalże bliźniacze rozwiązania, które w stosunku do sędziów obowiązują we Francji. Przecież ta propozycja, która została zgłoszona, nieco rozszerza katalog wykroczeń sędziowskich, za które będą ponosić odpowiedzialność. Oczywiście, że sankcje dla sędziów, którzy złamią prawo, są dotkliwe, bo łącznie z wydaleniem z zawodu sędziowskiego. Ale jeżeli ktoś nie stosuje polskiego prawa, jeżeli ktoś podważa polski porządek konstytucyjny, a szczególnie sędzia, to tym bardziej musi mieć świadomość konsekwencji, które go za to spotkają. Myślę zatem, że ze strony nadzwyczajnej kasty i ze strony totalnej opozycji – znowu – będzie kwestionowanie tych rozwiązań na forum europejskim, ale myślę, że ze strony instytucji europejskich już nie będzie takiej determinacji, aby próbować kolejny raz pouczać Polskę, a tym bardziej żeby wyciągać jakieś konsekwencje. Po pierwsze dlatego, że reformowanie wymiaru sprawiedliwości to jest wewnętrzna sprawa Polski, a po drugie rozwiązania, jakie wprowadzamy, obowiązują już w Europie.

Dziękuję za rozmowę.   

 

Mariusz Kamieniecki