• Niedziela, 15 grudnia 2019

    imieniny: Waleriana, Celiny, Niny

Co tam, panie, w podręcznikach? Komuna trzyma się mocno

Niedziela, 1 grudnia 2019 (22:55)

Przez trzydzieści lat po 1989 r. nie dorobiliśmy się modelu kształcenia i wychowania na miarę naszych oczekiwań. Zmieniają się ekipy rządzące, a przestarzały model, rodem z głębokiego PRL, nadal trwa i ma się całkiem dobrze. Pokazały to ostatnie strajki niektórych nauczycieli i ich żądania: wszystkim więcej, po równo, ale przy tym żadnych wymagań. Klasowe podejście, kultywowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego (powinien być imienia Wandy Lwownej Wasilewskiej), zasklepiło sprawy wychowania i nauczania narzucone przed dziesiątkami lat. Do tego biurokratyczna struktura: Ministerstwo Edukacji Narodowej jako bezwładny moloch, kuratoria, wydziały oświaty w samorządach.

Ale najważniejsze są programy nauczania, a w konsekwencji podręczniki, narzucane wraz z zawartymi w nich treściami. Mądry i dobry nauczyciel z tym wszystkim sobie poradzi, ale komu się chce i w imię czego? Nagród za takie podejście spodziewać się nie może, już prędzej spotkają go szykany. Mamy zatem to, co mamy, czyli po prostu strach się bać.

Zapaść w oświacie

Zacznijmy od podstawowej sprawy, czyli przyjętego systemu wartości. Otóż takiego nie ma! A skoro tak, to równolegle mogą funkcjonować podejścia całkowicie sprzeczne, przy czym tzw. po(d)stęp jest aktywny i wymagający, a olbrzymia większość jest bierna i na ogół milczy, dając się wodzić za nos. Co chcemy osiągnąć w takim modelu, czego oczekujemy od szkoły i jakie roczniki będą ją opuszczać, z jakim zasobem wiedzy i utrwalonych wartości? Nie miejsce tu na całościowe rozważania, warto zatem skupić się na podręcznikach ogólnorozwojowych, czyli do języka polskiego i historii.

Antybohaterowie na piedestale

Przykłady szokują. Oto w podręczniku do języka polskiego „Oblicza epok” (I klasa liceum, wyd. 2019) mamy noblistkę Wisławę Szymborską, ale bez choćby jednego zdania, że przez ponad dwie dekady była członkiem PPR-PZPR i gloryfikowała stalinizm w Polsce Ludowej. A czy dla równowagi nie powinno się dać jej wiersza o Leninie (z odpowiednim komentarzem):

Że w bój poprowadził krzywdzonych,

że trwałość zwycięstwu nadał,

dla nadchodzących epok

stawiając mocny fundament –

grób, w którym leżał ten

nowego człowieczeństwa Adam,

wieńczony będzie kwiatami

z nieznanych dziś jeszcze planet.

Jest Ryszard Kapuściński, komunista-stalinista, tu scharakteryzowany jako… „przywiązany do wartości wypracowanych przez cywilizację Zachodu, takich jak demokracja, prawa człowieka”. A gdzie ponad trzy dekady (!) działalności w PZPR? Gdzie jego służalcze, haniebne życiorysy, w których twierdził, że urodził się „w 1932 r. w Pińsku na Białorusi Zachodniej, czasowo zagrabionej przez sanację”.

Mamy cywilizację obrazkową. Ale to nie powód, aby np. Ostatnią Wieczerzę przedstawiać za pomocą… maszkar z klocków lego! Pieta podana w wersji Erica Slutsky’ego (Słuckiego, kanadyjsko-żydowskiego malarza figuratywnego) dla człowieka bardziej wrażliwego jest antysztuką, bohomazem. Po takich wrażeniach odechciewa się chodzić po wystawach „sztuki nowoczesnej”.

Jaką wiedzę o społeczeństwie ma wynieść uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej z podręcznika do języka polskiego, jeśli ma czytać fragmenty twórczości Leszka Kołakowskiego, nie wiedząc, kim on był? Czy ponad dwie dekady działalności w PPR-PZPR, w tym jako stalinowski propagandysta i uczestnik zbrodniczych grup operacyjnych Urzędu Bezpieczeństwa, z którymi wyprawiał się „na bandy”, ma iść w zapomnienie? Tak samo jak jego przyjaźń ze stalinowską prokurator, ppłk Mindlą Fajgą Danielak (vel Heleną Wolińską).

Tenże podręcznikowy bohater przyznawał po latach, kim był: „W 1946 roku nie wierzyliśmy w prawdziwe referendum czy wybory. Ale był cel, który usprawiedliwiał. Myśmy nie uważali się za demokratów. Sądziliśmy, że społeczeństwo powinno być rządzone przez oświeconą elitę. […] Masom trzeba podawać jakieś kłamstwa do wierzenia. Trudno”. Dlaczego mamy to pomijać?

Walczmy o dobre podręczniki

W 1999 r. mieliśmy do czynienia z brutalną nagonką na dr. Leszka Szcześniaka za jego podręczniki do historii Polski dla klas VII i VIII. Rozpoczęła ją (a jakże) „Gazeta Wyborcza” piórami Anny Bikont i Marii Kruczkowskiej. Tytuł ich artykułu: „Nadal reprezentuję opcję polską. Autor podręczników szkolnych z lat 70. i 80. po kładce nacjonalizmu zwycięsko przebył szlak z PRL-u do III Rzeczypospolitej. Czego uczą podręczniki Andrzeja Leszka Szcześniaka” jako żywo przypominał politgramotę stalinowską. Autorki to córki Lei Horowitz (vel Wilhelminy Skulskiej-Kruczkowskiej z redakcji „Trybuny Ludu”, organu KC PZPR z okresu stalinowskiego), które zebrały wkrótce prawie trzystu sygnatariuszy pod apelem: „Nie chcemy podręczników Szcześniaka”. Był to niezwykły przegląd funkcjonariuszy PRL-owskich i ich rodzin, wśród nich m.in. Mieczysław Rakowski (ostatni I sekretarz KC PZPR), wyjątkowo zakłamana stalinowska propagandystka Maria Turlejska, Feliks Tych (zięć Jakuba Bermana), Jerzy Wiatr (funk PZPR, m.in. dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu), czy wspomniana wyżej… Wisława Szymborska (specjalistka od podpisywania tego typu apeli, wspomnijmy „Rezolucję Związku Literatów Polskich” z 1953 r., popierającą kary śmierci dla księży w sfingowanym tzw. procesie krakowskim). Czy tak wygląda przekrój polskiego społeczeństwa, czy to po prostu hucpa ciągle tych samych aktywistów, dających głos na odpowiednie zawołanie?

Nagonka okazała się skuteczna i podręczniki dr. Szcześniaka zostały całkowicie wycofane (czyli de facto zakazane). Może już czas, abyśmy nauczyli się takich metod. Nie musimy uciekać się do płaskich argumentów stosowanych przez takich „tropicieli”, obowiązują nas zasady etyczne, ale cóż byłoby złego w domaganiu się prawdy w podręcznikach?

Ponad cztery wieki temu hetman Jan Zamoyski, który tak wielką rolę odegrał w naszych dziejach i walnie przyczynił się do świetności I Rzeczypospolitej Polskiej, napisał prorocze słowa: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Polska upadała, ale był polski dom, matka Polka, była w domu polska tradycja i historia. Przez 123 lata niewoli rozbiorowej potrafiliśmy utrzymać etos narodowy, co zaowocowało wspaniałym pokoleniem Polski niepodległej. Trudno sobie wyobrazić bez jego istnienia odzyskanie niepodległości po 1918 r., obronę przed zalewem bolszewickim w 1920 r., wojnę obronną 1939 r. oraz istnienie Polskiego Państwa Podziemnego i wreszcie długi i bolesny opór przeciwko zbrodniczemu komunizmowi po 1944 r.

A kogo dziś wychowujemy, na jakich wzorach i do czego te roczniki będą zdolne, poza konsumpcją najbardziej prymitywnych wzorców z mediów społecznościowych, odruchami stadnymi i uczestnictwem w paradach?

Leszek Żebrowski