Ingerencja w kompetencje państw członkowskich
Środa, 20 listopada 2019 (21:26)Z dr. Witoldem Waszczykowskim, europosłem, byłym ministrem spraw zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której wzywa Polskę do zaprzestania procedowania obywatelskiego projektu „Stop pedofilii”. Ta interwencja ma jakiekolwiek racjonalne podstawy?
– To kuriozalne posunięcie PE. Żadna instytucja Unii Europejskiej nie ma prawa zajmować się edukacją i wychowaniem w państwie członkowskim. To do poszczególnych krajów należy tworzenie własnych systemów edukacji. To ingerencja w kompetencje państw członkowskich. Kłamstwa padają także na temat samego obywatelskiego projektu ustawy. Europosłowie wywodzący się z polskiej opozycji twierdzą na forum UE, że projekt jest rządowy i dotyczy wychowania seksualnego. Projekt jest obywatelski i dotyczy penalizacji promocji pedofilii. Kolejne kłamstwo jest takie, że wmówiono europosłom, że Polska będzie karać za edukację seksualną. To jest kuriozalna sytuacja. PE wychodzi poza swoje uprawnienia i nie potrafi się – chociażby pobieżnie – zapoznać z dokumentem, w sprawie którego zabiera głos. W tym momencie Europa walczy z penalizacją promocji pedofilii. I to rodzi wielki znak zapytania. Czy środowiska lewicowe są już tak bardzo zdemoralizowane, że walczą z karaniem pedofilii?
Dla mnie jest to szokujące.
– Szokujące jest również to, że tworzy się nieprawdziwe informacje na ten temat i nimi walczy się z polskim rządem. I robi to polska opozycja. Jak muszą być sfrustrowani, że bronią pedofilii, kłamią europosłom i atakują polski, legalny rząd? Na tym polu znajdują wielu sojuszników, bo na Starym Kontynencie toczy się obecnie wojna ideologiczna. Europejska lewica określiła już, jak ma wyglądać demokracja i każdy, kto nie chce wpisywać się w ich retorykę, jest wrogiem, którego trzeba zniszczyć.
Podczas tzw. homoparad na Zachodzie już wysuwa się żądania legalizacji pedofilii.
– To też jest ciekawy wątek. Nazwa „Parada równości” pojawia się w Polsce. I to jest przykrywka. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej odbywają się one pod nazwą: „Gay Pride”, a więc dumy gejowskiej. W Polsce udają, że chodzi o równe prawa. Na Zachodzie wysuwają już kolejne żądania i chcą zdobyć nadrzędną pozycję w społeczeństwie. Słowo „pride” – duma – jest tutaj kluczowe. Środowisko homoseksualne stało się narzędziem do uzyskiwania korzyści politycznych. Wysuwają więc nowe, szalone żądania. I na tym polu ideologicznym walczą także z Polską.
A jak sprawa edukacji seksualnej w Polsce jest komentowana w kuluarach Parlamentu Europejskiego?
– To jest temat, którego się nie komentuje. Już dawno ogłoszono dogmat o tym, że jesteśmy krajem zaściankowym. Przyjęło się, że jesteśmy państwem chrześcijańskim, konserwatywnym, wierzymy w sens trwania przestarzałego modelu rodziny, a co już jest szczególną zbrodnią – obchodzimy starodawne święta, i w dodatku z całą rodziną. Od europejskich polityków dostaję kartki bożonarodzeniowe, na których nie ma Maryi, św. Józefa i Dzieciątka. To są kartki okolicznościowe, które można wysyłać na Barbórkę czy pierwszy dzień wiosny. One się niczym od siebie nie różnią. Nie mają też nic wspólnego z naszą wiarą. Ale to jest element walki z tradycją, rodziną, religią itd. I wystarczy, że ktoś krzyknie, że gejom w Polsce dzieje się krzywda, i to już bezrefleksyjnie przyjmowane jest za pewnik.
Warto się zastanowić, w jakich czasach żyjemy.
– To jest totalna walka ideologiczna. Współczesny marksizm kulturowy nie może odwoływać się do ruchu robotniczego, więc znalazł sobie rzekomo ciemiężone mniejszości seksualne. Najpierw walczy się o prawa dla nich, a później o przywileje. Tak niszczy się społeczeństwa. Tego nie mówię od siebie. Przytaczam opinię wielu inteligentnych ludzi, którzy zgłębiają historię idei i studiując pisma lewackich ideologów, odkryli, jak wielkie grozi nam niebezpieczeństwo. Spraw związanych z ideologią i kulturą nie można bagatelizować.
Ale w Polsce rząd jest krytykowany przez środowiska katolickie za brak zdecydowanych działań, m.in. przy okazji tzw. tęczowych piątków.
– Rozumiem, że nie jesteśmy idealni, ale szkoły są w rękach samorządów. „Tęczowe piątki” nie dotyczyły szkolnictwa w ujęciu ogólnopolskim, ale były wydarzeniami lokalnymi. Rodzice powinni naciskać na samorządy, aby postawiły temu tamę. Zastanawiam się, czy warto było komentować przeróżne akcje środowisk LGBT? One wyrosły na tym, że wokół nich robił się szum. Poszczególni politycy coś mówili, oni wyrywali zdania z kontekstu i biegli do Europy pokazywać, jak są prześladowani. Tak posługiwali się kłamstwem. Polska jest krajem, w którym nie prześladuje się ludzi ze względu na orientację. Każdy z nas rozumie, że to są sprawy prywatne. Oni jednak wyrośli na szumie medialnym i rzekomym terrorze. Myślę, że trzeba było zostawić ich bez komentarza, a skupić się na wzmacnianiu rodziny, promocji macierzyństwa i ojcostwa. To przyniosłoby więcej korzyści, a przy silnej rodzinie temat LGBT by się wypalił. To są jedynie moje głośne myśli, człowieka, który zajmuje się polityką zagraniczną i bezpieczeństwem Polski. O to należy pytać ekspertów od wizerunku i strategii politycznych.
Jak wobec tej rezolucji zachowa się rząd?
– Rezolucje nie pociągają za sobą skutków prawnych. One mają wydźwięk propagandowy, tworzą fałszywy obraz Polski w świecie. Staramy się w PE walczyć o polepszenie wizerunku Polski, ale jest nas za mało. Sprawy wizerunkowe ciągle u nas kuleją. Tak jest m.in. z polityką historyczną. 4 lata temu przyjęliśmy program rządowy, powołaliśmy fundację, która dysponuje pokaźnym budżetem i po tym czasie mamy aferę z Netflixem. I musi interweniować premier. Skoro szef rządu musiał wkroczyć, to oznacza to, że nie mamy sukcesów w polityce historycznej. Na najwyższym szczeblu musimy te sprawy przemyśleć. Może trzeba powołać inną instytucję do tego. Może trzeba zaimportować rozwiązania niemieckie i izraelskie, które – jak się okazuje – są skuteczne. Ale obecny system nie może trwać.