Senat musi spełniać swoją rolę
Sobota, 16 listopada 2019 (17:47)Ze Stanisławem Ożogiem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Prezydent Andrzej Duda podczas pierwszego posiedzenia Senatu podkreślił, że „Senat jest bardzo ważnym czynnikiem debaty politycznej”. Czy zważając na okoliczności, rzeczywiście będzie to izba refleksji?
– Określenie Senatu RP izbą refleksji było do tej pory używane w znaczeniu raczej niewłaściwym czy niekorzystnym. Osobiście uważam jednak, że Senat RP powinien być izbą refleksji w tym pozytywnym znaczeniu, jeśli chodzi o stanowienie prawa, debatę publiczną i reprezentowanie interesów Narodu. Proszę zauważyć, że Senat jest najbardziej reprezentatywnym organem. Każdy z nas był wybierany w okręgach jednomandatowych i niekoniecznie musiał startować spod szyldu politycznego, podobnie jak kandydaci tak zwani niezależni, którzy – jak się okazuje – nie do końca są niezależni, tak czy inaczej każdy z nas miał szansę wygrać wybory. Oczywiście dobrze byłoby, żeby Senat spełniał swoją rolę i był ważnym czynnikiem debaty politycznej, natomiast obawiam się, że wbrew intencjom czy oczekiwaniom prezydenta Andrzeja Dudy nie będzie to do końca możliwe.
Senator Tomasz Grodzki, komentując swój wybór na marszałka Senatu, mówił, że jest to zwycięstwo demokracji. Wygląda na to, że demokracja jest tylko wtedy, kiedy rządzi Platforma?
– Zachowanie nowo wybranego marszałka Senatu – przynajmniej dla mnie – było bardzo dziwne. Na wstępie, pytany o decyzję, odpowiedział, że nawiązuje do słów św. Jana Pawła II, co nie było najzręczniejsze, i zaznaczył, że przybywa… ze Szczecina. Po co to było, przyznam, że nie wiem. Wykonał też znany skądinąd gest, podwójnej victorii, tym samym nawiązując do gestu premiera Mazowieckiego – pierwszego niekomunistycznego premiera. Komu to wszystko było potrzebne i czemu to miało służyć, tego nie wiem. Z pewnością nie służyło to odebraniu nowego marszałka Senatu jako człowieka, który będzie dbał o przestrzeganie demokracji, o której nie omieszkał wspomnieć. Mówimy tu o pierwszym wystąpieniu marszałka Grodzkiego, które było transmitowane i szeroko omawiane przez media, natomiast obrady Senatu tego dnia trwały dłużej. Byłem na sali od początku do końca i chciałbym również wspomnieć o ostatnim wystąpieniu marszałka Grodzkiego ok. północy z 12 na 13 listopada, które już nie było takie miłe, przyjazne i koncyliacyjne. Nie wiem, być może po pierwszej przemowie został w jakimś sensie skarcony przez swoich partyjnych liderów… Jego kolejne wypowiedzi świadczą, że możemy mieć do czynienia z czymś zupełnie innym.
Grzegorz Schetyna po wyborze marszałka Senatu z Platformy też zachowywał się tak, jakby opozycja przejęła władzę w Polsce…
– Głodni sukcesu, bo jak wiemy, przegrali kolejne wybory, będą się cieszyć każdym, nawet najmniejszym symptomem wygranej, tym bardziej że ten wybór Tomasza Grodzkiego był – mimo wszystko – pewnym zaskoczeniem. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do Senatu, zdobywając największą liczbę mandatów, natomiast po złożeniu wszystkich głosów opozycja osiągnęła nieznaczną, ale jednak przewagę i właściwie jeden głos zaważył o takim, a nie innym wyborze tego marszałka, a nie innego. Jak to będzie dalej, zobaczymy.
Marszałek Grodzki zapowiada swoje oficjalne podróże do Stanów Zjednoczonych. Czy nie jest to próba wchodzenia w kompetencje ministra spraw zagranicznych?
– Przyznam, że byłem zaskoczony takim stawianiem sprawy przez marszałka Senatu. Byłem trzy kadencje posłem w polskim parlamencie, później miałem przerwę, bo byłem europosłem w Parlamencie Europejskim, i słysząc wypowiedź marszałka Grodzkiego, myślałem, że podczas mojej nieobecności w krajowej polityce może coś się w tej materii zmieniło, ale jeśli chodzi o reprezentowanie Polski za granicą, jest tak, jak było dotychczas, jest to rola Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale nie Senatu. Być może marszałek Grodzki miał na myśli podróż prywatną. Rolą marszałka Senatu nie jest kreowanie polityki zagranicznej państwa polskiego. I tu nie chodzi tylko o Waszyngton i spotkanie z kilkoma senatorami w amerykańskim Senacie, ale – jak słyszę – marszałek Grodzki wybiera się także do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego, chce się też spotkać z szefową Komisji Europejskiej i przewodniczącym Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że jeśli chce podejmować tego typu działania, to jest czy będzie to uzgodnione z MSZ. Jeszcze raz podkreślę, że ani Senat, ani marszałek Senatu nie prowadzi swojej niezależnej, samodzielnej polityki zagranicznej. Dlatego to, co robi marszałek Grodzki, jest zaskakujące. Nie wspomnę już o „orędziu” do Narodu. Dotychczas czegoś takiego nie było. Nie wiem, może było to obliczone na to, że telewizja publiczna nie będzie tego wystąpienia transmitować. Tym bardziej cieszę się, że każdy z Polaków mógł usłyszeć i zobaczyć to „orędzie”, co dzisiaj było szeroko komentowane np. w Rzeszowie. Komentarz jest jeden: kompromitacja.
A może to wszystko ma służyć wypromowaniu Tomasza Grodzkiego jako kandydata Platformy czy Koalicji Obywatelskiej na prezydenta?
– Ciekawe spostrzeżenie. Nie wykluczam, że i tak może być. Podobnie było w momencie, kiedy prof. Tomasz Grodzki, próbując wypromować swoją osobę – jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Senatu – twierdził, że był nachodzony przez PiS, że rzekomo proponowano mu za poparcie stanowisko ministerialne. Myślę, że to była pewna próba zwrócenia uwagi na swoją osobę w walce o stanowisko marszałka Senatu – zwłaszcza, że wcześniej po stronie opozycji były rozważane inne kandydatury. W tej chwili może być podobnie, bo zdaje się, że póki co marszałek Grodzki mówi to w swoim imieniu, co może być formą przymuszenia Platformy do zastanowienia się nad tą kandydaturą w perspektywie wyborów prezydenckich. Tak czy inaczej ciekawie się zapowiada w szeregach opozycji totalnej batalia o wyłonienie kandydata na prezydenta RP, bo na razie mamy tylko Małgorzatę Kidawę-Błońską. Ale to nie jest problem mojej politycznej formacji.
Jak to zatem było z wspomnianą przez Pana rzekomą korupcją polityczną, której ofiarą miał paść prof. Grodzki? Marszałek Karczewski mówi wprost, żeby marszałek Grodzki powiedział, kto proponował mu stanowisko ministra zdrowia w rządzie PiS? I cisza…
– Skoro prof. Grodzki powiedział o rzekomych propozycjach publicznie, to dlaczego nie chce publicznie powiedzieć z imienia i nazwiska, kto stał za taką propozycją. Może też powie, jak było z zadłużeniem szpitala w Szczecinie, na czele którego stał. Skoro wykładamy karty na stół, to wszystkie.