• Czwartek, 14 listopada 2019

    imieniny: Serafina, Wawrzyńca

Niebo na wieczność

Czwartek, 7 listopada 2019 (21:39)

Święci Pańscy w relacji do żyjących i zmarłych.

Listopad, ustanowiony przez Kościół katolicki czasem szczególnej pamięci o zmarłych, nieprzypadkowo rozpoczyna się uroczystością Wszystkich Świętych. Dzięki niej od razu mamy możliwość spojrzenia na wieczność we właściwej perspektywie. Świętość bowiem to zarazem warunek i cel wspomagania zmarłych cierpiących w czyśćcu. Warunek, bo każdy, kto chce nieść ulgę zmarłym, sam musi być w stanie łaski uświęcającej, a więc trwać w życiodajnej, duchowej łączności z Bogiem. Także cel, gdyż do pełni stanu świętości – czyli do wiecznej szczęśliwości w niebie – pragniemy przez modlitwę i uczynki miłosierdzia przybliżyć tych, którzy poprzedzili nas w drodze do domu Ojca.

Uroczystość ta pozwala także dostrzec inny aspekt mądrości i troski Kościoła zarówno wobec żyjących, jak i zmarłych. Obrzędy liturgiczne w tym dniu kierują nasze kroki na cmentarze, gdzie kapłani wraz z wiernymi, idąc w modlitewnej procesji, wspólnie modlą się za dusze czyśćcowe. Szczytem tej modlitwy jest Eucharystia sprawowana w otoczeniu grobów, które jednoznacznie przypominają żyjącym o kruchości i przemijalności ziemskiego życia. Natomiast czytania liturgiczne roztaczają przed wiernymi przestrzeń niebiańskiej chwały wiecznego życia dla Bożych dzieci, które podążały drogą błogosławieństw. Święci to ci ewangeliczni błogosławieni, których możemy się przytrzymać w swojej doczesnej wędrówce, by móc wytrwać na wąskiej ścieżce wiodącej ku niebu.

Przewodnicy i świadkowie

Kult świętych niekiedy przybiera skrajne formy, które mogą przysłonić ich właściwą rolę w naszym życiu. Oczywiście ich skuteczne orędownictwo przed Bogiem jest istotnym elementem prawdy wiary o świętych obcowaniu, którą wyznajemy w Credo. Jednak Tym, który działa cuda i obdarowuje duchowymi dobrami, zawsze i wyłącznie jest tylko Bóg. Nie zadziała żadna relikwia, choćby bardzo przez nas czczona, ani cudowna woda czy olejek, używane nawet z wiarą, ani żadna formuła modlitewna, gdy zostaną oderwane od kultu Boga Trójjedynego.

W Ewangelii możemy przeczytać słowa, które porządkują naszą relację do świętych. Najpierw wypowiedź św. Jana Chrzciciela, który był bardzo świadomy swojej tożsamości: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską” (J 1,23); „Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany – przekonywał słuchaczy. – Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 28b.30). Następnie słowa Pana Jezusa: „Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wypełnienia” (J 5,33-36). Skoro Syn świadczy o Ojcu, to tym bardziej misją świętego jest świadczyć o Nim, o Bogu-Światłości, i wskazywać na Niego – jak to czynił Jan Chrzciciel – a nie zatrzymywać się na sobie samym (por. J 1,6-11). Żaden z Bożych przyjaciół nie chce z naszej strony kultu, który przesłaniałby Boga. Oni po to zostali posłani, aby miłość Boga, działająca przez nich, zajaśniała poprzez ich czyny, rozpalając nasze umysły i serca pragnieniem świętego życia (por. Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium”, 50-51).

Napomnienia świętych

Raczej nie lubimy napomnień, ale w kontekście uroczystości Wszystkich Świętych warto zapoznać się choćby z jednym, zaczerpniętym z Pism św. Franciszka z Asyżu: „Bracia, spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał mękę krzyżową. Owce Pana poszły za Nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach; i w zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne. Stąd wstyd dla nas, sług Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i cześć, opowiadając o nich” (Napomnienie 6). Franciszek napisał je po męczeńskiej śmierci pięciu braci ze swojego zakonu. Zauważył bowiem, że niektórzy bracia, zamiast coraz gorliwiej naśladować ukrzyżowanego Chrystusa, zaczęli się chlubić przed innymi zakonnikami męczeństwem swoich współbraci.

Takie niebezpieczeństwo grozi również nam. Lubimy opowiadać o tym, o czym czytamy w duchowych dziennikach czy pismach świętych naszych czasów. Często powołujemy się na ich autorytet – chociażby w kwestii czyśćca i form niesienia pomocy zmarłym – kolekcjonujemy relikwie świętych i ich wizerunki, ekscytujemy się radykalnym sposobem ich życia. A co my czynimy, by żyć święcie? I bynajmniej nie chodzi o powielanie zachowań naszych patronów, ale uchwycenie ich istoty. Święci ukazują, że w życiu duchowym nie można poprzestawać na minimum, ale trzeba sięgać dalej, głębiej, szerzej i wyżej; odważnie wychodzić poza schematy; być gotowym na maksimum wysiłku, na brak komfortu, nawet na utracenie tymczasowych dóbr dla zyskania wiecznych (por. Łk 9,23-27).

Wezwanie do świętości

Radykalny sposób życia świętych powinien nas prowadzić od podziwu do działania na rzecz własnej doskonałości, od zdumienia do ofiarowania własnego życia Bogu oraz ludziom przez służbę żyjącym i zmarłym. Nie musimy spać na ziemi z kamieniem pod głową ani żebrać o chleb jak św. Franciszek z Asyżu, ale autentyczne życie wiarą domaga się przede wszystkim zawalczenia o czas dla Boga w naszej codzienności – o najlepszy czas, a nie jego resztki. Zauważmy, że Ewangelia św. Jana zaczyna się znamiennym stwierdzeniem: „Na początku było Słowo” (J 1,1). Tym Słowem Bóg stworzył świat, wyprowadzając go z chaosu. Jeżeli w naszej codzienności miałyby istnieć harmonia i Boży ład, to należałoby się zatroszczyć o jej dobry początek, czyli: Słowo Boże przed słowem ludzkim, Boży pokarm (czyli Eucharystia bądź duchowa lektura Pisma świętego) przed pokarmem ziemskim oraz modlitewny dialog z Bogiem przed wejściem w działanie. Wówczas nasze serce stanie się niebem dla Boga, według obietnicy Chrystusa: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14,23).

Jeżeli już w ziemskim życiu będziemy mieszkaniem Boga, to po śmierci On stanie się naszym mieszkaniem – naszym niebem na wieczność.

S. Anna Czajkowska WDC