Stać blisko człowieka
Niedziela, 20 stycznia 2013 (08:42)Z mecenasem Zbigniewem Cichoniem, laureatem Nagrody im. Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego – Ojca Rodziny, rozmawia Małgorzata Pabis
Jak dowiedział się Pan o tym, że otrzyma w tym roku nagrodę „Źródła” i czym ona dla Pana jest?
– Kiedy zadzwonił do mnie prof. Janusz Kawecki i zaprosił mnie na uroczystość, pomyślałem, że zaprasza mnie jako gościa tej konferencji prasowej. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że ja mogę otrzymać tę nagrodę. Kiedy patrzę na siebie jako na ojca rodziny, co najwyżej mogę sobie wystawić czwórkę, a rodzina wystawiłaby mi pewnie jeszcze niższą ocenę. Zdziwiłem się więc tak ogromnym wyróżnieniem mojej osoby.
Nagroda jest dla mnie wezwaniem, by być lepszym człowiekiem, mężem, ojcem, dziadkiem, a dopiero potem prawnikiem. To zobowiązanie, by pracować nad sobą, by dążyć do czegoś lepszego i większego niż dotychczas.
Wydaje się, patrząc na Pana dotychczasowe osiągnięcia, że do tej pory zrobił Pan już niemało. Znany jest Pan z tego, że broni Pan praw człowieka...
– Kiedy byłem jeszcze na studiach, poznałem taką maksymę: „Żyć uczciwie i nikomu nie szkodzić”. Wtedy wydawało mi się, że to wystarczy. Szybko zorientowałem się jednak, że jestem w błędzie i do tego trzeba dodać ideę miłosierdzia. Potem, kiedy pracowałem już jako adwokat, często spotykałem się z ludzkimi sprawami i widziałem, jak wielu ludzi jest bezradnych wobec prawa. To pobudziło mnie, aby podjąć działania i pomagać ludziom, którzy nie mają ani środków, ani umiejętności, a w jakiś sposób zmagają się z prawem. Tak powstała najpierw poradnia „Pomoc Bliźniemu” przy parafii św. Klemensa w Wieliczce, a potem „Poradnia Miłosierdzia” przy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
W swojej działalności nie ukrywa Pan katolickiego systemu wartości...
– Ten system wartości jest moim systemem. Solidaryzuję się z tymi wartościami, czuję potrzebę, by ich bronić, i rozumiem to jako realizację własnego powołania. Tu chcę podkreślić, że, podobnie jak lekarz, adwokat w swej pracy musi pomagać różnym ludziom. Ja zawsze poszukuję czegoś dobrego w człowieku, jakichś pozytywnych elementów. Kiedy spotykam się z czymś okrutnym czy złym, nie bronię czynu, ale człowieka.
Jak doszło do tego, że zaangażował się Pan w życie publiczne?
– Potrzebę angażowania się w życie publiczne wyniosłem z duszpasterstwa akademickiego Ojców Dominikanów „Beczka”. Przypłaciłem to utratą stanowiska asystenta na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego i inwigilacją przez Służbę Bezpieczeństwa. Jako aplikant adwokacki, a potem także adwokat, zaangażowałem się w obronę robotników i opozycjonistów w czasie stanu wojennego, a także we współpracę z NSZZ „Solidarność”. Jestem doradcą Komisji Zakładowej NSZZ Politechniki Krakowskiej, na której właśnie otrzymałem nagrodę „Źródła”.
W 1992 roku wraz z osobami, którym bliska jest wartość rodziny, założyliśmy Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. Zaangażowałem się również razem z żoną w utworzenie Fundacji św. Jana Kantego, która wspiera stypendiami uzdolnioną młodzież.
Jako prawnik jest Pan znany z tego, że wygrywał Pan sprawy nawet przed Trybunałem Praw Człowieka.
- To prawda. I te sprawy, które wygrałem, często wymuszały na naszych władzach zmianę ustawodawstwa dotyczącego dziesiątków tysięcy ludzi. Przypomnę choćby sprawę o prawa Zabużan do rekompensaty za nieruchomości pozostawione na wschodzie, po zmianie granic po II wojnie światowej. Widziałem wadliwość tego ustawodawstwa i chciałem mieć wpływ na nie. W 2007 roku, choć jestem bezpartyjny, wszedłem do Senatu z listy PiS. Wtedy także udało mi się przeforsować kilka rozsądnych rozwiązań ustawowych otwierających dostęp do sądu, największą radość sprawiło mi przygotowanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją RP ustawy, która zmuszała pracujących emerytów do rozwiązania stosunku pracy i w razie zaniechania tego zawieszała im prawo do emerytury. Wygrałem tę sprawę w Trybunale Konstytucyjnym, co da korzyści kilkudziesięciu tysiącom emerytów.
Nie możemy w tym miejscu nie powiedzieć także o Pana działaniach na rzecz rodziny.
– Jako Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich podejmuję różne działania formacyjne – organizujemy konferencje, rekolekcje, kolonie dla dzieci i młodzieży. Jesteśmy rzecznikami rodzin w kontaktach z władzami – domagamy się określonych regulacji prawnych, protestujemy przeciwko istniejącym anomaliom i projektom ustawodawczym godzącym w rodzinę.
Już za tydzień w Krakowie będzie miał Pan wykład na temat odpowiedzialności za czyny obrażające uczucia religijne...
– Myślę, że można dziś powiedzieć, że żyjemy w świecie medialnym, a te media wykorzystywane są do siania zamętu, do propagowania nienawiści do tych wartości, które nam, chrześcijanom, są drogie. Dochodzi więc do czynów, które obrażają uczucia religijne ludzi wierzących. Najczęściej chodzi tu o chrześcijan, którzy kierują się w swym życiu ideą miłosierdzia i nie posuwają się do tego, do czego posuwają się islamiści. Przecież nie jest tajemnicą, że jeśli ktoś popełni czyn obrazoburczy i obrazi Mahometa, zaocznie otrzymuje wyrok śmierci. Przypadków takich nie brakuje. Dla nas takie metody są niedopuszczalne.
Nie możemy jednak godzić się na to, by było obrażane to, co jest nam drogie i co jest dla nas święte. W takich przypadkach konieczna jest reakcja państwa, które ma chronić wartości wyznawane przez wszystkich jego członków. Jeśli państwo tego nie robi, pojawia się ryzyko, że nastąpią niepokoje społeczne, że tego typu zachowania będą się mnożyć. A nawet Trybunał Praw Człowieka wyrokował, że państwo ma obowiązek reagować w takich sytuacjach i wprowadzać regulacje prawne, które będą ścigać tego typu czyny. Sędziowie Trybunału orzekli, że swoboda wypowiedzi nie może być tak daleko posunięta, by pozwalała na takie czyny. W Polsce władza w tych przypadkach milczy, a to rodzi dezaprobatę z jednej strony, a z drugiej daje poczucie bezkarności.
Zapraszam Czytelników portalu NaszDziennik.pl w niedzielę, 27 stycznia, do Instytutu Karmelitańskiego w Krakowie. Tam o godz. 18.00 przedstawię wykład „Odpowiedzialność za czyny obrażające uczucia religijne”.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis