• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Restrukturyzacja kosztem pracowników

Sobota, 19 stycznia 2013 (21:58)

Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki  

Jaka jest obecnie kondycja polskiego przemysłu zbrojeniowego?

- Po zawirowaniach, jakie miały miejsce, sytuacja na koniec 2012 r. w porównaniu z latami ubiegłymi uległa znacznej poprawie. Można powiedzieć, że wszystkie podmioty przemysłu obronnego poza jednym Zakładem Produkcji Specjalnej w Pionkach, który był w trakcie restrukturyzacji, osiągnęły dodatni wynik finansowy. Nawet Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy ubiegły rok zakończyły zyskiem w wysokości pięciu milionów złotych. To świadczy, że sytuacja poprawia się i jest to skutek realizacji Programu Konsolidacji i Wspierania Rozwoju Polskiego Potencjału Obronnego z 2007 r., który został przyjęty przez rząd PiS.   

Unijna dyrektywa z 2007 r., która umożliwia zagranicznym koncernom uczestnictwo w przetargach na dostawy dla polskiej armii znacząco wpłynęła na kondycję polskich zakładów przemysłu obronnego?

- Konsekwencją wejścia w życie tej ustawy była zmiana ustawy o zamówieniach publicznych. Tak naprawdę przystosowaliśmy nasze przepisy do unijnych dopiero w ubiegłym roku, wówczas też zapisy tej ustawy zaczęliśmy respektować. Oceniając, można powiedzieć bez ogródek, że wspomniana unijna dyrektywa to jedno wielkie przekleństwo. Jest niczym innym jak ukłonem w kierunku międzynarodowego lobby przemysłu obronnego wobec wielkich europejskich i światowych koncernów zbrojeniowych. W tej sytuacji piłeczka jest po stronie rządu i resortu obrony, które powinny pamiętać, że to polski podatnik finansuje naszą armię i nie po to, żeby korzyści czerpały obce koncerny.        

Sytuację polskiego przemysłu zbrojeniowego ma poprawić program przygotowywany przez rząd, który ma obowiązywać w latach 2013-2020, a którego wciąż nie ma.

- To, o czym wspomniałem na wstępie, że polskie firmy branży zbrojeniowej osiągają dodatnie wyniki finansowe, jest to w dużej mierze efekt ogromnego wysiłku i wyrzeczeń całego przemysłu zbrojeniowego, a zwłaszcza pracowników tego sektora. Nie oszukujmy się, to się nie wzięło z powietrza, nikt przecież nie dofinansowywał nam procesu restrukturyzacji, nikt też nie dokapitalizował nas kwotami sięgającymi setek milionów złotych, ale wszystko to odbywało się w ramach własnych środków kosztem załóg, a więc kosztem podwyżek płac itp. Jako związek zawodowy sygnalizowaliśmy, że obowiązujący w latach 2007-2012 Program Konsolidacji i Wspierania Rozwoju Polskiego Potencjału Obronnego dobiega końca i należy jak najszybciej przystąpić do tworzenia nowego na lata 2013-2020. W przeciwnym wypadku brak nowych przepisów spowoduje, że cały nasz dotychczasowy wysiłek pójdzie na marne, a brak hamulców sprzyjać będzie rozszarpywaniu polskiego przemysłu obronnego. Monitowaliśmy wielokrotnie w tej sprawie do rządu, do poszczególnych ministerstw: obrony czy skarbu, ale reakcji nie było, a jeżeli już to mieliśmy do czynienia z pozorowaniem czy markowaniem działań. Efekt jest taki, że do dziś programu jak nie było, tak nie ma. Na komisji trójstronnej powołaliśmy wprawdzie zespół, który ma konsultować z przedstawicielami rządu szczegóły nowego programu, ale w kluczowych sprawach rząd wciąż nie udziela odpowiedzi.

Jakie kwestie ma Pan na myśli?

- Brakuje odpowiedzi w sprawie procesu konsolidacji przemysłu obronnego na najbliższe lata i decyzji w kwestii stworzenia jednego narodowego koncernu obronnego wzorem wszystkich innych liczących się państw Europy i świata. Nie ma też konkretnej odpowiedzi, czy będzie to jeden właściciel, który zawiadywałby tym przemysłem, a nie jak dotychczas czterech, którzy w dodatku nie potrafią się dogadać. W obecnej sytuacji trzeba powiedzieć, że cały program restrukturyzacji nie ma sensu. Stąd spięcie między nami a rządem, który do dzisiaj nie potrafi, a może nie chce podjąć decyzji. Mam nadzieję, że w końcu rząd zreflektuje się i ostateczna decyzja w najbliższych tygodniach zostanie podjęta.            

Teraz coraz głośniej mówi się o konsolidacji przemysłu wokół Grupy Bumar. Jednak nie wszystkim jest po drodze z firmą, która skupia już 28 podmiotów. Czy to jest wyjście z sytuacji?

- Oczywiście, że tak. Opinię krytyczną wobec konsolidacji wyrażają przedstawiciele tzw. szemranego biznesu, którzy w rzeczywistości życzą źle całej polskiej zbrojeniówce. Wszyscy na świecie zrozumieli, że w okresie globalizacji i konsolidacji każdy pojedynczy podmiot nie ma prawa istnienia. Dlatego stoimy na stanowisku, które prezentuje cały cywilizowany świat, mianowicie: jeden właściciel i jeden koncern. Spójrzmy chociażby na Francję, która w latach 90. była w podobnej sytuacji, w jakiej dzisiaj jest rząd w Polsce. Kiedy zauważyli, że dziwnym trafem znikają rodzime zakłady i ginie ich przemysł zbrojeniowy, natychmiast przystąpili do procesu konsolidacji i tworzą nowe koncerny. Europejskie koncerny stają się coraz większe, wobec tego powstaje pytanie, czy niewielki przemysł zbrojeniowy, jaki nam jeszcze pozostał, powinniśmy jeszcze bardziej dzielić? Takie działanie byłoby na szkodę całej branży zbrojeniowej w Polsce i na szkodę bezpieczeństwa państwa.           

Ostatnio pojawiła się informacja o nowej koncepcji restrukturyzacji przemysłu obronnego i utworzeniu holdingu, w którym liderem byłaby Huta Stalowa Wola. Czy fakt, że temat ten wypływa właśnie teraz, nie służy temu, żeby go po prostu spalić na starcie? 

- Pomysł z budową odrębnego holdingu, a tak naprawdę odrębnej grupy kapitałowej wokół Stalowej Woli jest naszym zdaniem bezsensowny. Nasza koncepcja polega na stworzeniu narodowego koncernu obronnego, w ramach którego będzie funkcjonować konsorcjum pancerne wokół Huty Stalowa Wola ze spółkami prawa handlowego, ale jako podmiot, który nazywamy dziś roboczo dywizją pancerną. Nie chodzi zatem o rywalizację na polskim rynku, bo byłaby to głupota. Nasze oferty na zewnątrz i wewnątrz mają być wspólnie przedstawiane, a co zatym idzie nie będzie konkurencji polsko-polskiej. Na razie jesteśmy zbyt małym przemysłem i nie powinniśmy rywalizować między sobą, ani na rynku wewnętrznym, ani na międzynarodowym. Przecieki, jakie pojawiają się w mediach, moim zdaniem są próbą badania, na ile można sobie jeszcze pozwolić w zmianie koncepcji konsolidacji sektora zbrojeniowego, która była zapoczątkowana i określona w 2007 r. Najlepsze rozwiązanie to jeden właściciel, jeden nadzorca. Każda inna koncepcja anonsowana przez media jest zła. Należy ratować cały polski przemysł zbrojeniowy, a nie opierać się na dziwnych siłach odśrodkowych, które usiłują tworzyć podziały i rozbijać cały sektor. Na to pozwolić nie można.

Jak obecnie wyglądają nakłady na ośrodki badawczo-rozwojowe?

- Kiedy w 2006 r. dowiedzieliśmy się, że Polska przystępuje do Europejskiej Agencji Obrony (EDA) grupy w ramach Unii Europejskiej nadzorującej funkcjonowanie przemysłu zbrojeniowego w krajach wspólnoty, która jest niczym innym jak zmową wielkich koncernów europejskich, czego następstwem jest dyrektywa 81, powiedzieliśmy, że bez środków na badania i rozwój, bez inwestycji w polską myśl naukową, techniczną nic z tego nie będzie. Podpisaliśmy wtedy z ministrem obrony narodowej porozumienie, zgodnie z którym rząd będzie przeznaczał rocznie 250 mln złotych po to, aby przynajmniej zbliżyć się do potentatów europejskich. Z realizacją bywało jednak różnie. Środki te gdzieś się rozchodziły, brakowało też koordynacji w zakresie dysponowania tymi pieniędzmi. Jednak to, co się stało w ostatnim czasie po zmianie ustawy o zamówieniach publicznych, kiedy tak naprawdę nikt nie kontroluje, na co przeznaczane są środki na badanie i rozwój, a są one marnotrawione, bo ci, którzy korzystają z grantów, próbują na tym tylko zarabiać, a nie zależy im na dalekosiężnych efektach, musi i budzi uzasadniony niepokój. Dostrzegając problem, próbowaliśmy podjąć rozmowy i w 2011 r. z ministrem Skarbu Państwa uzgodniliśmy, że resort dokapitalizuje podmioty Grupy Bumar środkami na konkretne badania rozwojowe, czyli te, które pokrywają się z kierunkami organizacji technicznych sił zbrojnych. W tej chwili poprzez trwające przepychanki i niedomówienia cały ten proces został zahamowany. Dlatego nowoczesne produkty, jakie teraz robimy, wytwarzamy z własnych środków. Na przykładzie mojej macierzystej firmy Zakładów Metalowych Mesko w Skarżysku Kamiennej, obecnie Bumar Amunicja, mogę powiedzieć, że nie mamy się czego wstydzić. Pozyskujemy nowe rynki, eksportujemy na cały świat, do krajów, o których nam się kiedyś nie śniło, m.in. do Stanów Zjednoczonych, Izraela, Norwegii, Finlandii, nie mówiąc już o krajach azjatyckich itp. Polskie zakłady zbrojeniowe zaczynają odzyskiwać rynki i wszelkie działania wsteczne, z jakimi niestety mamy do czynienia, zahamują rozwój branży zbrojeniowej w Polsce i doprowadzą do jej likwidacji. Na to nie można się zgodzić.

Dziękuję za rozmowę.