• Środa, 27 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jana, Juliusza

Drobne korekty

Środa, 30 października 2019 (23:01)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, kiedy poznamy skład nowego rządu?

– Najpierw musi być zaprzysiężenie nowych posłów, które odbędzie się 12 listopada podczas pierwszego posiedzenia Sejmu IX kadencji, a następnie musi być powierzona misja tworzenia nowego rządu. Rozumiem, że ta misja zostanie powierzona dotychczasowemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Można się zatem spodziewać, że po pierwszym posiedzeniu Sejmu, w krótkim czasie dojdzie do przedstawienia przez Mateusza Morawieckiego składu Rady Ministrów, następnie wygłoszenia exposé i przegłosowania votum zaufania dla tego rządu. Myślę, że nastąpi to nie później jak w pierwszych tygodniach listopada.  

Powinniśmy się spodziewać dużych zmian w rządzie?

– Myślę, że tych, które będą wynikały z koalicyjnych uzgodnień. Przecież Zjednoczona Prawica to koalicja trzech partii: Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Porozumienia. Wielkiej rewolucji spodziewać się nie należy, myślę, że owszem będą drobne korekty, ale trzeba też powiedzieć, że zasadniczo obecny rząd się sprawdził i uważam, że jego główny trzon pozostanie bez zmian.

Pojawiły się głosy, także ze strony opozycji, że w Zjednoczonej Prawicy dojdzie do podziałów m.in. dlatego, że Zbigniew Ziobro domaga się funkcji wicepremiera. 

– Po pierwsze, z tym nie ma najmniejszych problemów, bo gdyby tak rzeczywiście było, jak insynuują nasi przeciwnicy, to przecież funkcja wicepremiera nie jest funkcją, której Zbigniew Ziobro niemógłby otrzymać. Nie jest to zatem kwestia problematyczna, natomiast z tego, co wiem, ze strony Zbigniewa Ziobry było dementi, że tego rodzaju oczekiwań nie zgłaszał, że z jego strony nie było stawianych tego rodzaju warunków. Poczekajmy zatem na ostateczne rozstrzygnięcia. Mogę tylko powiedzieć, że po ostatnim wyjazdowym posiedzeniu Klubu Prawa i Sprawiedliwości w Ożarowie Mazowieckim widać było, że jest absolutnie dobra atmosfera pomiędzy koalicjantami, także pomiędzy jej liderami, więc wszelkie próby szukania nieporozumień są tylko pobożnymi życzeniami opozycji, która chciałaby, aby wewnątrz Zjednoczonej Prawicy dochodziło do konfliktów i spięć, tak jak to ma miejsce po stronie opozycji – właśnie. Natomiast w Zjednoczonej Prawicy nic złego się nie dzieje, robimy swoje i idziemy do przodu.

W jakich obszarach możemy się spodziewać zmian w rządzie. Będą nowe twarze w składzie Rady Ministrów?

– Zawsze po wyborach małe odświeżenie może oczywiście nastąpić. Mówi się np. o potrzebie – chociażby odtworzenia – nie wiem, w jakiej formie w tej chwili – dawnego Ministerstwa Skarbu Państwa. Jest to jednak obszar, który wymagałby specjalnego traktowania i kto wie, czy nie utworzenia nowego ministerstwa. Również w resortach gospodarczych jest zawsze sporo ruchu i być może tutaj jakieś drobne roszady mogłyby nastąpić, a wszystko z zamiarem stymulacji szybszego wzrostu gospodarczego. Zasadniczo jednak – na obecnym etapie – wielkich rewolucji w rządzie raczej nie spodziewałbym się.

Pozostaje jeszcze sprawa Senatu, gdzie mimo wygranej PiS nie ma większości. Wygląda na to, że w nowej kadencji trudniej będzie rządzić?

– Oczywiście opozycja będzie się starała wykorzystać Senat do bieżącej walki politycznej niezależnie od tego, jak zakończą się układanki związane z powołaniem prezydium tej izby i wybory marszałka. Myślę, że opozycja będzie się starała, co zresztą już zapowiada – przeciągać proces legislacyjny, korzystając z uprawnień konstytucyjnych Senatu. Poczekajmy jednak do pierwszych głosowań. Różnica głosów, która dzieli PiS i opozycję, jest niewielka, bo jak wiadomo, mamy 48 senatorów plus wspierająca Klub PiS senator Lidia Staroń, a więc arytmetycznie wszystko jest na styku, na granicy i różnie może jeszcze być. Natomiast my z werdyktem wyborczym Polaków się zgadzamy i nawet w takim układzie, w którym opozycja dokona wyboru swojego marszałka, to myślę, że i tak damy sobie radę. Jak wiemy, rola Senatu jest tak naprawdę ograniczona do poprawiania ustaw uchwalonych przez Sejm i przesyłanych do Senatu. Senatorowie mogą oczywiście zgłosić poprawki, ale Sejm ma prawo te poprawki odrzucić bezwzględną większością głosów. Ta bezwzględna większość oznacza, że w połowie składu Izby trzeba mieć jeden głos więcej i my taką większość mamy, a zatem sytuacja jest bezpieczna. Natomiast należy się liczyć z tym, że projekty ustaw, na których w szczególny sposób będzie zależeć Zjednoczonej Prawicy, będą w Senacie procedowane dłużej niż miało to miejsce do tej pory.

Opozycja też ma problem z wyłonieniem kandydata na marszałka Senatu. Nazwisko mamy poznać dopiero 12 listopada…

– To pokazuje, że w Senacie PiS także wygrało wybory, co potwierdza liczba zdobytych mandatów: PiS – 48, Koalicja Obywatelska – 43, niezależni – 6 i PSL – 3. Mamy 48 mandatów, czyli prawie 50 proc., i jest to największa liczba senatorów. Opozycja w Senacie jest mocno podzielona, bo nawet Koalicja Obywatelska to nie jest samodzielny, jednolity byt, ale złożony z partnerów koalicyjnych Platformy. Arytmetyka senacka także wewnątrz opozycji oczywiście rodzi pewne problemy, napięcia, co wskazuje, że wszystko się może zdarzyć. Jako Zjednoczona Prawica podchodzimy do tego bardzo spokojnie, już zapowiedzieliśmy, że rekomendację do ponownego ubiegania się o fotel marszałka Senatu będzie miał Stanisław Karczewski, ale stoimy na stanowisku, że jeśli to się nie uda, to też wielkiej tragedii nie będzie, natomiast dla opozycji jest to być albo nie być. U nas takiego problemu nie ma.

Czy prowadzone są rozmowy z senatorami-elektami, którzy mogliby zapewnić PiS przewagę w Senacie?

– Nic mi o takich rozmowach nie wiadomo. Oczywiście nowo wybrani senatorowie odebrali zaświadczenia o wyborze i przy tej okazji koledzy z pewnością rozmawiali ze sobą na temat tej sytuacji – bardziej nieformalnie niż formalnie, ale wyników tych rozmów nie znam. Na pewno nie jest tak, że ze strony PiS jest tak, jak to donoszą niektóre media czy politycy opozycji, którzy twierdzą, że jest próba podkupywania senatorów czy też próba korupcji politycznej. O czymś takim nie ma mowy. Natomiast każdy senator ma wolny mandat i może podejmować decyzje zgodnie ze swoim sumieniem. I stąd przy tak niewielkiej różnicy rzeczywiście wszystko może się jeszcze zdarzyć.

Przed nami wybory prezydenckie. Czy książka pod znamiennym tytułem „Szczerze” to zapowiedź powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki?

– Już sam tytuł książki może potwierdzać jedno, że Donald Tusk ma chyba specyficzne poczucie humoru. Natomiast problem wspólnego kandydata jest dużym kłopotem opozycji, mianowicie, kogo przeciwstawić urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Przypomnę tylko, że Donald Tusk już raz przegrał wybory prezydenckie ze śp. prof. Lechem Kaczyńskim, również dzisiaj z prowadzącym w sondażach zdecydowanie i popularnym wśród Polaków prezydentem Andrzejem Dudą mógłby mieć poważny problem. Stąd sam Donald Tusk nie mając pewności, co do tego, czy wygrałby te wybory, będzie – jak myślę – mocno się zastanawiał na tym, czy w przyszłorocznych wyborach prezydenckich wystartować. Poza tym po stronie opozycji mamy zgłoszoną – tak można powiedzieć – kandydaturę Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL. I trudno w tym momencie ocenić, czy to jest sytuacja korzystna dla opozycji, czy nie. Z całą pewnością duża liczba kandydatów może spowodować, że dojdzie do dogrywki i z całą pewnością największe szanse na wejście do drugiej tury oprócz prezydenta Andrzeja Dudy będzie miał kandydat zgłoszony przez Koalicję Obywatelską. Czy to będzie Donald Tusk, czy Małgorzata Kidawa-Błońska, która – jak słyszymy – mówi, że wie, jak pokonać w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudę, to nie jest istotne, bo siła elektoratu Koalicji Obywatelskiej z całą pewnością spowoduje, że jeden z tych kandydatów ma szansę na drugą turę. A w drugiej turze myślę, że Andrzej Duda poradzi sobie, tak jak pięć lat temu z Bronisławem Komorowskim.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki