Chcemy zgromadzić jak najwięcej materiału DNA ofiar zbrodni komunistycznych
Sobota, 19 stycznia 2013 (09:43)Z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, pełnomocnikiem prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, rozmawia Jacek Dytkowski
IPN zdecydował się ponowić apel o udostępnianie DNA przez rodziny ofiar komunizmu, które straciły bliskich w więzieniu mokotowskim w Warszawie…
- Od lata, czyli od pół roku, udało się zgromadzić materiał genetyczny od około 200 osób, krewnych ofiar zbrodni komunistycznych. Dla blisko 200 innych wciąż brakuje próbek. Jest to apel wynikający z konieczności zapewnienia całości materiału genetycznego ofiar więzienia mokotowskiego. Nie ma innej możliwości ich identyfikacji. Jeżeli dotychczas zgłosiło się niemal 200 osób i ciągle jeszcze nie ma pozostałych, uznaliśmy, że taka droga dotarcia będzie najwłaściwsza. Oczywiście mamy świadomość, że niektórzy z nich nie mieli dzieci i rodzeństwa, więc w tych przypadkach materiału genetycznego nie udało się zgromadzić. Uznaliśmy jednak, że trzeba zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby zdobyć go możliwie jak najwięcej. Formuła apelu wydaje się najwłaściwsza, mając świadomość, że dla niektórych materiału genetycznego nie da się zgromadzić.
Apel dotyczy nie tylko pochowanych w kwaterze na Łączce na Powązkach Wojskowych?
- Są to dla nas osoby najważniejsze, ale apel dotyczy wszystkich, którzy stracili kogoś w okresie systemu komunistycznego, a którzy dotychczas o naszej akcji nie wiedzieli. Apelujemy, aby się zgłaszali, chociaż w pierwszej kolejności chodzi nam o pochowanych na Łączce.
Gdzie mogą się zgłaszać?
- W naszym apelu opublikowanym w mediach i na witrynie IPN są podane szczegóły: telefony, adresy e-mailowe, aby zainteresowani mogli się z nami skontaktować.
Nie wszyscy mieszkają w Warszawie…
- Oczywiście. Wystarczy zatelefonować lub wysłać list e-mailem. Wówczas na adres wskazany przez osobę zainteresowaną wysyłamy pocztą specjalny pakiet do pobierania DNA. Tą najprostszą drogą, bez żadnej konieczności jeżdżenia gdziekolwiek, będziemy mogli zabezpieczyć materiał genetyczny. W pakiecie znajdują się rękawiczki, bagietki do pobierania wymazu z jamy ustnej oraz ankieta, która pozwala nam zgromadzić dodatkowe informacje. Dotychczas z powodzeniem stosowaliśmy tę metodę, więc nie ma konieczności wyjazdu z miejsca zamieszkania.
W całej Polsce jest wiele miejsc zbrodni komunistycznych, gdzie należałoby przeprowadzić badania poszukiwawczo-ekshumacyjne. Czego najbardziej brakuje Instytutowi, żeby się tym zająć?
- Czasu. Oczekiwania społeczne są ogromne. Natomiast nie jest możliwe, żebyśmy w krótkim okresie 1-2 lat przebadali wszystkie te miejsca. Jest to zwyczajnie nieosiągalne. Zanim dotrze się do tych miejsc, trzeba poczynić niezbędne przygotowania, przebadać archiwalia, uzyskać odpowiednie zezwolenia. Oczywiście istotne są także środki finansowe, ale nie jest to najważniejsza przeszkoda w tych pracach. Na razie robimy to, co tylko jest możliwe: prowadzimy badania na Powązkach Wojskowych. Za kilka miesięcy skończą się te największe w powojennej historii naszego kraju ekshumacje. Wcześniej bowiem takiej liczby szczątków ofiar systemu komunistycznego nie badano i nie odnaleziono. Kiedy zakończymy prace na Powązkach, prowadząc jednocześnie działania identyfikacyjne, przygotujemy się do prac na Służewie. To najważniejsze nasze działania na ten rok.
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Dytkowski