Kara zbyt surowa?
Sobota, 19 stycznia 2013 (08:57)Słynny kolarz Lance Armstrong wyraził skruchę za używanie dopingu i okłamywanie opinii publicznej na ten temat. Powiedział jednak, że nie uważa, by zasługiwał na dożywotnią dyskwalifikację.
W wywiadzie telewizyjnym Armstrong opowiadał obszernie i z widocznym przejęciem o tym, jak boleśnie jego rodzina przeżywała wiadomości o jego wykroczeniach, i przeprosił za nie. Nie zdradzał przy tym żadnych emocji. Powiedział, że czuje się „okryty hańbą, upokorzony i zawstydzony” z powodu używania środków dopingujących.
Emocje dały o sobie jednak znać, kiedy okryty niesławą kolarz opowiadał, że jego 13-letni syn nie chciał wierzyć informacjom o dopingu ojca. – Wiedziałem, że ja muszę mu to powiedzieć. On nigdy mnie nie zapytał: „Tato, czy to prawda?”. Ufał mi. Powiedziałem w końcu: „Nie broń mnie więcej” – relacjonował Armstrong, bliski płaczu, rozmowę z synem.
Odpowiadając na pytania prowadzącej spotkanie Opry Winfrey, powiedział, że „oczywiście ma wyrzuty sumienia” i że jego wyznania są „pierwszym krokiem”. – Płacę cenę i zasługuję na nią – dodał, nawiązując do kary dożywotniej dyskwalifikacji i odwrócenia się od niego sponsorów.
Armstrong podkreślił jednak, że chciałby powrócić do sportowej rywalizacji, i wyraził opinię, że swoją karę uważa za zbyt surową.
– Zasługuję na karę, ale nie jestem pewien, czy na karę śmierci – oświadczył, mając na myśli dożywotni zakaz startów.
– Bardzo chciałbym mieć jeszcze szansę współzawodnictwa – dodał. Przypominając, jak sponsorzy zrezygnowali z reklam z jego udziałem, powiedział, że „stracił wszystkie swoje przyszłe dochody”.
Wywiad z Armstrongiem nadawany na kanale OWN.
JD, PAP