• Środa, 27 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jana, Juliusza

Zachować zdrowy rozsądek

Wtorek, 22 października 2019 (22:08)

Z Markiem Astem, posłem PiS, rozmawia Mariusz Kamieniecki

PiS złożyło wnioski do Sądu Najwyższego w ramach protestów wyborczych. Jakie są przesłanki do ponownego przeliczenia głosów w wyborach do Senatu w sześciu okręgach?

– Główna przesłanka wynika przede wszystkim z ilości głosów nieważnych w poszczególnych okręgach w stosunku do różnicy pomiędzy głosami zdobytymi przez kandydata Koalicji Obywatelskiej a kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Dysproporcja jest bardzo duża i myślę, że warto to sprawdzić dla pewności i zwykłej przyzwoitości, czy głosy zostały prawidłowo policzone. Jeżeli bowiem różnica – dajmy na to – wynosi około trzystu kilkudziesięciu głosów, a głosów nieważnych jest około trzech tysięcy, to jest to wystarczający powód, żeby takiego sprawdzenia dokonać. Wszystko po to, by wyjaśnić, czy nic nieprawidłowego się nie wydarzyło, czy wszystko przebiegło zgodnie z obowiązującym prawem. Natomiast jeśli rzeczywiście doszłoby do jakichś podwójnych skreśleń na danej karcie, czy postawienia krzyżyka zamiast w kratce, to przy logotypie danej partii, to żeby wyciągnąć wnioski i na przyszłość uniknąć podobnych błędów. Jednocześnie nie można też wykluczyć, że w trakcie liczenia głosów, prac takiej czy innej komisji doszło do nieprawidłowości. Chodzi o to, żeby mieć stuprocentową pewność, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, i dlatego warto to sprawdzić.

Pana ugrupowanie liczy, że wykrycie ewentualnych nieprawidłowości mogłoby zmienić wynik wyborów do Senatu?

– Naszym celem nie jest podważenie samego wyniku wyborów, ale sprawdzenie, czy w konkretnych okręgach senackich, w trakcie prac komisji wyborczych, czy z uwagi na przygotowane karty do głosowania nie doszło do rażących błędów. Czy wszystko odbyło się transparentnie. Natomiast jeśli zdarzyłoby się, że zaszły błędy, które w wyniku ponownego przeliczenia wskażą na inny wynik wyborów, to byłaby to sytuacja naturalna. Każdy komitet, składając protest wyborczy, też liczy na to, że po jego uwzględnieniu ostateczny wynik głosowania może się zmienić na jego korzyść.

Protesty wyborcze PiS spotkały się z dezaprobatą ze strony Grzegorza Schetyny i innych polityków opozycyjnych, którzy chcą, żeby proces ponownego przeliczania głosów odbył się pod nadzorem zagranicznej, międzynarodowej komisji.

– To jest absurd – kolejny zresztą. Przecież każdy komitet wyborczy ma prawo zgłosić protest wyborczy, który jest rozpatrywany przez Sąd Najwyższy. Jeżeli partie opozycyjne twierdzą, że w jakikolwiek sposób Sąd Najwyższy jest dyspozycyjny wobec PiS, to jest to kolejna z ich strony aberracja. Niech się w końcu określą, bo raz mówią, że Sąd Najwyższy to jest ostoja praworządności w Polsce, a w tym wypadku chcieliby to – jak rozumiem – zakwestionować. Ponadto nasze prawo nie przewiduje tego rodzaju sytuacji, żeby na okoliczność rozpatrzenia procesu wyborczego i uwzględnionego wniosku o ponowne przeliczenie głosów w wyborach wzywać zagranicznych obserwatorów.

Wybory do Senatu podważa też Koalicja Obywatelska.

– No właśnie, jeśli Koalicja Obywatelska składa protest i w jakiejś komisji czy okręgu ma dojść do ponownego przeliczenia głosów, to jest wszystko w porządku, natomiast jeśli PiS taki protest zgłasza, to przez opozycję jest to określane jako manipulacja czy wręcz próba zmiany wyniku wyborów. Myślę, że w tej sytuacji trzeba zachować zdrowy rozsądek. Wszystko jest jak dotąd w rękach Sądu Najwyższego, dodam – w rękach polskiego sądu, a nie jakichś zagranicznych obserwatorów.

Ale Grzegorz Schetyna już spotkał się z Janem Petersenem z OBWE. 

– Jeśli Grzegorz Schetyna ma jakieś wątpliwości co do tego, czy powtórne przeliczenie może budzić jakiekolwiek zastrzeżenia, to przecież ma swoich przedstawicieli, czy to w komisji okręgowej, czy w obwodowych komisjach wyborczych. Myślę jednak, że mamy ponownie do czynienia z szukaniem pretekstu do kolejnej zaczepki, kolejnego uruchomienia opinii europejskiej, a wszystko po to, by znów naskarżyć na Polskę. Oczywiście nie obawiam się scenariusza, który już raz był wdrażany i – jak wiemy – nie dał żadnego rezultatu przez minione cztery lata. Wyborcy te działania Platformy ocenili i partia Grzegorza Schetyny przegrała wybory, wprowadzając jako partia zdecydowanie mniej swoich posłów do Parlamentu niż cztery lata temu. Zresztą szli do wyborów w Koalicji Obywatelskiej, więc musieli ustąpić miejsca swoim politycznym partnerom. Jednym słowem – u Grzegorza Schetyny i polityków Platformy widoczna jest frustracja, ale to jest wyłącznie ich sprawa i ich problem. Niestety, nie potrafią zaakceptować kolejnej już porażki i do tej swojej sprawy – znów – próbują wciągać instytucje europejskie.  

Schetyna powrotem do scenariusza „ulica i zagranica” próbuje odwrócić uwagę i przykryć swoją – coraz gorszą pozycję w Platformie?

– Na to wygląda, że Grzegorz Schetyna chce się pokazać jako wojownik, który co prawda przegrał wybory, popełnił całą masę błędów, ma problemy z przywództwem w swojej partii. Każdy komitet wyborczy – jak wspomniałem – ma prawo złożyć protest, jeżeli tylko dostrzega ku temu podstawy i ma wątpliwości. Przecież nie decyzją Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość nastąpi ewentualne uwzględnienie protestu wyborczego i przeliczenie głosów, tylko – jeśli już – to będzie to postanowienie niezależnego sądu.

Skoro mowa o niezależnych sądach, to jak skomentować słowa I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która w Oslo powiedziała m.in. „Doświadczamy już życia w ustroju, który można określić jako autorytaryzm wyborczy: za fasadą wolnych wyborów, których ważność jednak kontroluje nowa Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, kryje się dyktat jednej partii. Same wybory przekształcają się w plebiscyt poparcia dla rządu”?

– Jest to wypowiedź kompromitująca prof. Małgorzatę Gersdorf. Tak I prezes Sądu Najwyższego wypowiadać się nie powinien, tym bardziej że nie ma jakichkolwiek wątpliwości, że wybory parlamentarne w Polsce odbywały się według europejskich i światowych standardów. A po drugie, takie oskarżenie – bez pokrycia w faktach – swoich kolegów sędziów, bo w Sądzie Najwyższym w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych pracują sędziowie o najwyższych kwalifikacjach, to jest to nic innego jak podważenie ich autorytetu, także podważenie ich dorobku i wiedzy prawniczej. Niestety jest to kolejny przykład politycznej wypowiedzi ze strony prof. Małgorzaty Gersdorf. Szczęśliwie, powoli ta kadencja dobiega końca, bo jak wiemy 30 kwietnia 2020 roku Pani profesor zakończy swoją misję na stanowisku I prezesa Sądu Najwyższego.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki