Gra Borisa Johnsona
Poniedziałek, 21 października 2019 (22:01)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Po ubiegłotygodniowym spotkaniu szefów państw Unii Europejskiej w Brukseli i po zaakceptowaniu warunków umowy w Radzie Europejskiej mogło się wydawać, że premierowi Borisowi Johnsonowi łatwiej będzie przekonać brytyjski parlament w sprawie brexitu. Tymczasem okazuje się, że niekoniecznie.
– Premier Boris Johnson po sobotnim przegranym głosowaniu w Izbie Gmin wysłał do Unii Europejskiej dwa listy. Pierwszy – do czego był zobligowany – z wnioskiem o kolejne opóźnienie terminu brexitu, ale tego listu nie podpisał, i drugi list, już podpisany, w którym przekonuje, że przesunięcie terminu wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty byłoby błędem. Ale sprawa się nie kończy, bo w Izbie Gmin cały czas trwa batalia. Premier Boris Johnson ma zatem problem, ale podobnie było z jego poprzedniczką Theresą May, która jako premier raz wyrażała zadowolenie i twierdziła, że wynegocjowana z Unią umowa jest najlepsza z możliwych, po czym w brytyjskim parlamencie wszystko się przewracało. Problemem jest pat parlamentarny i premier Johnson nie ma najmocniejszej pozycji. Czas upływa, a sprawa się ślimaczy bez widoków na dobre rozstrzygnięcie. Jak dotąd nic się nie zmieniło w konstrukcji parlamentarnej. Boris Johnson, będąc zwolennikiem twardego brexitu, próbuje – na różne sposoby – wyjść z tej sytuacji, mając przy tym różne blokady parlamentarne. Czy mu się uda ta gra, czy może dalej będzie trwał ten impas i zakleszczenie, to pokaże czas. Zbyt długo to wszystko trwa, żeby mieć pewność.
Jak tłumaczyć dwa stanowiska, dwa listy Borisa Johnsona do szefa Rady Europejskiej?
– To swoista gra premiera Wielkiej Brytanii między brytyjskim parlamentem, Unią Europejską a zapleczem Borisa Johnsona, stąd takie dość dziwaczne, rzec można, nawet karkołomne ruchy. Jedno trzeba przyznać, że Boris Johnson to dumny polityk i nie chce zginać karku przed Brukselą, wręcz odwrotnie. Uważa, że to, co robi Unia Europejska, rzucając kłody pod nogi Brytyjczykom, jest niedopuszczalne. I stąd bierze się ta cała skomplikowana sytuacja, cała ta gra na brytyjskiej scenie politycznej.
Jeśli brytyjski parlament nie zaakceptuje porozumienia z Brukselą, to Wielka Brytania opuści Wspólnotę do końca października?
– Już tyle razy decyzja i termin wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej była odwlekana, że kolejnego odroczenia też nie można wykluczyć. Z całą pewnością ze swojego punktu widzenia takiego wariantu nie wyklucza też premier Boris Johnson. Być może właśnie do tego dąży. Niby zgody brytyjskiego parlamentu nie ma, ale jeśli dalej wypadki potoczą się według obecnego scenariusza, to Johnson rozłoży ręce i będzie mógł powiedzieć: robiłem, co mogłem, ale posłowie mi nie pozwolili… Sytuacja od strony politycznej jest zatem bardzo ciężka. Pierwszy raz w historii duży, potężny kraj testuje wyjście z Unii Europejskiej, co więcej, wszyscy, którzy mogą, przeszkadzają w tym na różne sposoby. Do tego dochodzi skomplikowana gra premiera Johnsona – w sytuacji kiedy dla swoich pomysłów nie ma poparcia większości parlamentu brytyjskiego, a z drugiej strony ma taką a nie inną bezrefleksyjną Unię Europejską. Nie można wykluczyć, że nic się w tej materii nie zmieni i być może, posługując się metodą faktów dokonanych, Boris Johnson zrobi to, co zamierza wbrew brytyjskiemu parlamentowi.
Kto odpowiada za brexit i stan chaosu, jaki dzisiaj obserwujemy?
– Ten chaos jest pochodną tego, co się dzieje w Unii Europejskiej. Brytyjczycy – tak zdecydowali w referendum – w większości chcieli i chcą wyjść z Unii, natomiast warunki, jakie proponuje Bruksela, są trudne i niekorzystne, a wszystko po to, żeby nikomu innemu nie przyszło do głowy – wzorem Wielkiej Brytanii – opuszczać szeregi wspólnoty. I to jest jedna sprawa. Druga dotyczy tego, że większość Brytyjczyków pokazała w referendum swoją wolę, ale większość skłonna poprzeć takie rozwiązania w Izbie Gmin nie jest na tyle duża, żeby zdecydować się na radykalne kroki – zważając na konsekwencje. Rzeczywistość okołobrexitowa jest zatem mocno skomplikowana. Nikt też nie chce się zdecydować na powtórne referendum, bo przy zachowaniu i działaniach Brukseli, jakie obserwujemy, wcale nie jest powiedziane, że referendum nie byłoby jeszcze bardziej zdecydowanym głosem za opuszczeniem struktur Unii Europejskiej.
Dlaczego większość Brytyjczyków zdecydowała się wyjść z Unii?
– Za taką decyzję większości społeczeństwa brytyjskiego winić należy politykę obecnej – starej – Komisji Europejskiej, która, idąc tropem kanclerz Niemiec Angeli Merkel, zaprowadziła w Europie chaos imigracyjny, która ingeruje w suwerenne decyzje państw członkowskich itd. I takie są tego efekty. Tak czy inaczej, serial pod tytułem brexit – jak widać się nie kończy. Zobaczymy, jak się potoczą dalsze wydarzenia. Widać na pewno, że po stronie brytyjskiej mamy premiera, który jest twardym graczem i nawet jeśli Izba Gmin blokuje mu scenariusz działań, to i tak, nie zważając na przeszkody, stara się zrealizować to, co pierwotnie zamierzał. Zobaczymy, czy ta pokerowa gra Borisa Johnsona okaże się skuteczna.
Jaka jest odpowiedzialność Donalda Tuska za brexit?
– Nie przywiązujmy zbyt wielkiej wagi do podmiotowej pozycji Donalda Tuska. To polityk, który nawet na stanowisku szefa Rady Europejskiej nie generuje żadnych procesów, co najwyżej chodzi od przywódcy do przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej, poklepując się z nimi po plecach, z szerokim uśmiechem na ustach, a wszystko po to, żeby manifestować swoją ważność w unijnych strukturach. Tymczasem jego pozycja jest słaba, nie ma żadnej wagi, a znaczy tyle, co kanclerz Angela Merkel go naznaczy. Zatem żeby móc obciążać Tuska winą za brexit, to musielibyśmy wykazać, że jego głos coś ważył, że coś robił. Osobiście nie dostrzegam takich ruchów po jego stronie. Można go owszem obwiniać, że nie zrobił nic ponad to, co mu kazali Niemcy, a w związku z czym nie zatrzymał procesu wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty, co jest kosztowne dla całej Unii Europejskiej. Trudno znaleźć jakikolwiek pomysł ze strony Donalda Tuska, który byłby racjonalny i powstrzymujący proces brexitu. Teraz musimy cierpliwie czekać, co się wydarzy i czy ten proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej w końcu się zamknie, czy spektakl pod tytułem brexit będzie trwał nadal.