• Czwartek, 14 listopada 2019

    imieniny: Serafina, Wawrzyńca

Wiara, odwaga, poświęcenie

Środa, 16 października 2019 (21:53)

ROZMOWA ze Stanisławem Markowskim, artystą fotografikiem, filmowcem

Dziś 41. rocznica wyboru ks. kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Czym dla nas jest, czym powinien być, dzień 16 października?

– 16 października 1978 r. to dzień, który już nigdy nie będzie zapomniany, wymazany, zarówno z pamięci narodów chrześcijańskich, jak i niewierzących. To jeden z najważniejszych momentów we współczesnej historii świata i Polski. W świecie naznaczonym wojnami, cierpieniem i zbrodnią pojawił się nowy Papież Jan Paweł II. Polacy zaczęli odzyskiwać nadzieję na wolność, podmiotowość. Dlatego, kiedy 16 października kard. Wojtyła został wybrany na Papieża, to było to coś, co podniosło ludzi z kolan. Stało się tak, jak półtora wieku wcześniej przepowiedział w swym proroczym wierszu Juliusz Słowacki.

Co jest największym pokłosiem pontyfikatu św. Jana Pawła II?

– Sądzę, że odzyskiwanie wiary. Kościół promieniował nową siłą, zaczął stawać się na nowo autorytetem w Polsce i na świecie. A my, uskrzydleni jego silnym „nic bez Boga”, „nic przeciw Bogu”, „Duch Święty jest z nami i w nas”, rozpoznaliśmy w tym człowieku naszego dobrego, kochającego pasterza. Zaczęła krystalizować się postawa aktywnego uczestniczenia katolików w odnowie własnych ojczyzn, narodów, całego świata. Nabraliśmy odwagi i odpowiedzialności.

Co zrobiliśmy z tą łaską, z tym Bożym darem, któremu na imię Jan Paweł II?

– Ten dar od Boga przyszedł do wierzących i niewierzących, przyszedł do świata. Jako Polacy odebraliśmy to, jako największy cud dla naszej Ojczyzny i Narodu, ale podobnie odebrał to mocno już wtedy rozdygotany wojnami i niepewnością jutra – świat. Świat czuł, że pojawił się człowiek, z którym – niezależnie od wyznawanych poglądów – należy się liczyć, że trzeba słuchać, co mówi, co robi. Ten dar otrzymaliśmy od Boga za darmo, w sposób absolutnie niezasłużony. Oczywiście wyróżnialiśmy się z naszą wiarą i przywiązaniem do tradycyjnych wartości, co więcej, jeszcze bardziej wyróżniamy się dzisiaj na tle zlaicyzowanego świata. Jan Paweł II przyszedł, aby nas umocnić w trwaniu w wierze, pogłębianiu wiary i wprowadzaniu jej w życie – osobiste, rodzinne, społeczne – żebyśmy się zmieniali, stawali się lepsi, mając świadomość, że nasze tu i teraz ma ciąg dalszy w naszych dzieciach, w naszych następcach, w przyszłych pokoleniach. Tylko tak może dalej trwać Polska, kontynuując spuściznę chrztu naszej Ojczyzny. Jan Paweł II przyszedł, stał się nadzieją dla nas, Polaków, ale i dla całego świata, także tego złego świata. Zatracające się coraz bardziej w nihilizmie i zepsuciu narody, zwłaszcza te z wielowiekową tradycją chrześcijaństwa, otrzymały od Boga nowy dar w postaci Papieża Polaka. Patrząc na jego dokonania i na to, co dzisiaj dzieje się w świecie, można powiedzieć, że Jan Paweł II przyszedł tak jak Chrystus, został nam dany niejako na wyrost, jako zadanie dla tych, którzy go słuchają, ale też dla tych, którzy Go nienawidzą. Którzy nienawidzą nas, Jego uczniów.

Jak wiele Jan Paweł II zmienił w życiu Polski?

– Bardzo dużo. Stał się głównym twórcą powstania ruchu odzyskiwania wolności, godności i nadziei, która ujawniła się w postaci ruchu wolnościowego „Solidarność”. To był żywy znak, dzięki któremu zrozumieliśmy, że jesteśmy wspólnotą – spotykaliśmy się z nim na krakowskich Błoniach i w innych miejscach w całej Polsce, a on nauczał, że musimy sobie pomagać. „Jedni drugich brzemiona noście” – mówił. Była to zatem kwestia walki i obalenia komunizmu, ale też wewnętrznej przemiany siebie samych. I ten proces wówczas rozpoczęty wciąż trwa. Polska i świat po tym cudownym pontyfikacie nie mogą już być takie same. Jan Paweł II dawał ludziom swoją dobroć, uśmiech, ale i napominał. Wrażliwy na piękno w świecie i w każdym człowieku prosił, byśmy to Boże piękno kochali. Pierwszy użył bardzo kategorycznego stwierdzenia, że pojawiła się i nabiera dynamizmu cywilizacja śmierci. Antykultura i kultura śmierci. Zachęcał nas, żebyśmy zaczynali wszystko od Chrystusa, bo od Niego i na Nim jako fundamencie powinniśmy budować teraźniejszość i przyszłość oraz dziękować za stałą Jego obecność tu i teraz.

Nauczanie św. Jana Pawła II powinno być dla nas ważne – zwłaszcza w obliczu inwazji ideologicznej, która się dokonuje w Polsce?

– Widzimy, co do nas idzie ze świata, i w obliczu tego zła jeszcze lepiej rozumiemy, kim był dla nas Jan Paweł II. On wciąż z nami jest, nie odszedł – może cieleśnie, ale duchowo jest teraz jeszcze bliżej nas. Jest to tak ożywcze, że wierzę, iż przyjdzie nowa fala drugiego, głębszego przebudzenia Polski. Dzisiaj, w obliczu ekspansji kontrkultury śmierci, rozgrywa się być lub nie być dla cywilizacji życia i miłości. To najważniejsza i jedyna cywilizacja, która buduje, a nie niszczy. Tymczasem bezrefleksyjny Zachód szykuje na siebie stryczek. Popatrzmy, co dzieje się z niegdyś najwierniejszymi córami Kościoła: Francją, Hiszpanią czy Irlandią.

A zatem to nie przypadek.

– To celowe, zaplanowane działanie polegające na rozsiewaniu zła, które się dynamicznie realizuje. Co więcej, szerzącym zło udaje się docierać i zmieniać coraz większe grupy ludzi, narody, kraje, kontynenty. I teraz my, wierzący, jeszcze nierozbrojeni, stajemy do prawdziwego boju. W tej walce jest nam potrzebna silna wiara, silny patriotyzm, odwaga i poświęcenie. Święty Jan Paweł II do tego nas wciąż zachęca. W naszym świętym rodaku odnajdujemy proroctwo i wskazania, jak nie ulec złu, jak je pokonać, jak nie zmarnować życia swego i Narodu.

Może to wołanie o ratunek to także okazja do nawrócenia?

– Myślę, że dzisiaj widzimy, że przed nami jest albo czeluść i to, co najgorsze, albo się zmobilizujemy i powiemy: dość! Trzeba zmobilizować całe społeczeństwo, które jeszcze nie jest zadżumione, trzeba się nam bardziej skupić na tym, co najważniejsze, odizolować się od rzeczy nieistotnych, odseparować się od fałszywych idoli, od własnego egocentryzmu, od egoizmu. Trzeba nam wejść w proces przemiany, i jest to zadanie dla całej Polski, dla władzy, stowarzyszeń, dla poszczególnych obywateli. Również Kościół musi być bardziej aktywny, bardziej sprawny, bardziej wiarygodny. Musi być czysty i czerpać z ducha męczenników. Musi być bardziej ascetyczny, mistyczny, posługujący i pokorny wobec Narodu, który mu powierzono. Potrzebni są ludzie z charakterem, z kręgosłupem moralnym. Musimy, zamiast skupiać się i zachwycać rozwojem techniki, iść ku prostocie. Odzyskać ducha miłosierdzia i solidarności. W nauczaniu Jana Pawła znajduje się recepta, jak wygrać tę walkę.

Zatem czas na nowo odczytać przesłanie św. Jana Pawła II?

– Popełniliśmy wiele błędów, nie słuchaliśmy uważnie słów, jakie kierował do nas Jan Paweł II, ale dzisiaj nie czas zastanawiać się, robić rachunki sumienia, czy i ile straciliśmy z tego, co nam przekazywał nasz Wielki Rodak. Przespaliśmy wiele, ale uznajmy, że była to szkoła życia, natomiast teraz jest czas działania od nowa. Budujmy jakby od zera, na nowo i nie zniechęcajmy się. Potrzebny jest nam start do nowego życia Polski, a jednocześnie nowego życia Kościoła. I w tym musimy sobie pomagać, apelować, mobilizować wzajemnie, ale też rząd Rzeczpospolitej musi nas bronić. Jeśli jednak wartości, na których zbudowana jest nasza cywilizacja, w których wzrastamy, będą zagrożone, to wyjdziemy na ulice. Pokojowe marsze powinny pokazać naszą determinację i wolę obrony naszych wartości.

 

Przyszły rok będzie ważny z dwóch powodów: to stulecie urodzin Karola Wojtyły oraz beatyfikacja Sługi Bożego Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Będziemy mieli już dwóch patronów na drodze odnowy.

– Kiedy słyszę o obchodach, choć w przypadku rocznicy urodzin Jana Pawła II bardzo ważnych, boję się, żeby nie zatrzymać się na płaszczyźnie zewnętrznej, na świętowaniu, a potem zapominaniu. Nie możemy działać od święta do święta, od rocznicy do rocznicy, a w środku letnia temperatura i wygodne zapominanie. Trzeba żyć jego nauką, jego życiem i jego wiarą na co dzień. Niech on żyje w nas i w naszych czynach.

Natomiast beatyfikacja Prymasa Wyszyńskiego to bardzo ważne wydarzenie w dzisiejszej Polsce. Odczytuję to jako działanie Ducha Świętego, który kolejny raz daje nam sygnał, że chce nam pomóc, dlatego przywołuje ks. kard. Wyszyńskiego, abyśmy się skupili na jego życiu i walce o Kościół w Polsce, na jego maryjności, niezłomności. On walczył o duszę Narodu, a więc o to, co także dzisiaj jest najważniejsze.

Myślę, że wraz z wydarzeniami, które będziemy przeżywać w przyszłym roku, nadchodzi dobry czas dla Polski, z którego powinniśmy się cieszyć. Ale jednocześnie zgłębiajmy życie tych wielkich postaci, to wszystko, co nam zostawiły w testamencie. Bez wątpienia to byli prorocy na trudne czasy. Niech to zatem będzie czas zadumy, zamyślenia, ale też czas konkretnych działań: rządowych, kościelnych i społecznych.

Czy pomocą na tej drodze budzenia się może być też – ważna i radosna – wiadomość o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego rodziców Karola Wojtyły?

– To wspaniała wiadomość, która niejako ociepla nas wewnętrznie, bo mamy wskazane kolejne wzorce do naśladowania jako przykład rodziny silnej Bogiem. To ważne dzisiaj, kiedy są ataki na małżeństwo i rodzinę. Powinniśmy być wdzięczni rodzicom św. Jana Pawła II za to, że wychowali – zwłaszcza ojciec po śmierci matki – człowieka, który zmienił świat, a który do tych wielkich rzeczy dorastał w domu w Wadowicach.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki