Debata na niskim poziomie
Niedziela, 6 października 2019 (22:55)Z politologiem dr. Krzysztofem Kawęckim rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy taśmy z nagraną rozmową Sławomira Neumanna mogą mieć wpływ na wynik wyborów parlamentarnych?
– Myślę, że nie będą miały zasadniczego wpływu na wynik wyborów, mogą ewentualnie spowodować niewielki – w granicach 1 do 2 procent – przypływ elektoratu Platformy na rzecz SLD, czyli lewicy.
Niewielki?
– Twardy czy w ogóle elektorat Platformy nie jest wrażliwy na tego typu kwestie. Przypomnę, że mieliśmy już doczynienia z wieloma aferami z udziałem polityków, które – jak wiemy – nie miały wpływu na notowania tej formacji. Dlatego uważam, że obecna tendencja jeśli chodzi o poparcie dla Platformy może się utrzymać. Wynika to z braku wrażliwości etycznej elektoratu PO na tego typu postępowanie. Nie ma co ukrywać, że jest to elektorat bardzo mocno anty-PiS-owski. Jeśli na listach Platformy, czy teraz szerzej Koalicji Obywatelskiej, mamy osoby, które wyróżniają się w zasadzie tylko tego typu wypowiedziami i takim, a nie innym działaniem politycznym, to wskazuje, że jest to świadoma strategia liderów tej formacji. Zdają sobie oni sprawę, że na obecnym poziomie poparcia – oczywiście niesatysfakcjonującym – tego typu skandaliczne wypowiedzi czy osoby, jakie się pojawiają, jak chociażby Klaudia Jachira itd., także taśmy i wypowiedzi Neumanna, o których rozmawiamy, zasadniczo nie będą miały wpływu na wynik wyborów, ale z pewnością też nie pomogą w uzyskaniu lepszego wyniku, a to oznacza, że nie będzie można mówić o wzroście notowań, co też nie jest bez znaczenia dla partii politycznej. Być może spowoduje to, że część elektoratu, która i tak nie głosowałaby za Prawem i Sprawiedliwością, skieruje swoje preferencje właśnie w kierunku SLD, i w tym sensie Platforma może nieco stracić.
Co to za elektorat, którego nie rażą takie zachowania, a jedynym wyznacznikiem poparcia jest wrogość, a przynajmniej niechęć do przeciwników politycznych i pragnienie odsunięcia ich od władzy?
– Tak to niestety wygląda. Niestety, bo to nie jest dobry objaw znacznej części polskiego społeczeństwa. Rzeczywiście, mamy do czynienia z całą sekwencją wydarzeń – ciągnących się już od kilku lat – związanych z różnymi aferami z udziałem polityków, którym zostały postawione zarzuty. W normalnych warunkach kariery takich uwikłanych polityków powinny lec w gruzach, tymczasem życie pokazuje, że niekoniecznie. Mieliśmy kilku polityków PO, którzy spotykali się z tego typu zarzutami czy oceną, którzy nie potrafili wyjaśnić zarzutów, a mimo to cieszyli się dość dużym poparciem ze strony elektoratu. Wybory tego elektoratu są w dużym stopniu motywowane tzw. skutecznością, czyli przeważa myślenie, żeby mocniej – niezależnie od środków – przyłożyć PiS-owi, żeby tylko wygrać czy odsunąć od władzy partię Jarosława Kaczyńskiego. Dotyczy to wyborów samorządowych, a także parlamentarnych.
Co jest głównym motywem oceny polityków Platformy przez sprzyjający tej formacji elektorat?
– Proszę zwrócić uwagę, że największym poparciem w tym elektoracie cieszą się przede wszystkim te osoby, które w sposób bardzo – powiedziałbym – prymitywny wyrażają swoje oceny. Stosują metody, które nie powinny mieć miejsca w życiu publicznym, jak chociażby wypowiedzi, które mieliśmy okazję ostatnio usłyszeć, ale – niestety – te osoby nadają ton kampanii Platformy. Grzegorz Schetyna, który – powiedziałbym, że nie koniecznie – pasuje osobowościowo do takiej narracji, ale jako lider wpisuje się w ten przekaz i często jest na czele tego typu działań.
Ujawnienie „taśm Neumanna” skłania do refleksji. Co nam te nagrania mówią o poziomie polskich polityków i języku debaty publicznej?
– Nasuwają się tutaj porównania z politykami II Rzeczpospolitej. Poziom debaty publicznej, debaty parlamentarnej wówczas był o wiele wyższy, choć też niepozbawiony daleko idących emocji, mocnych wystąpień, ale z całą pewnością był to zupełnie inny poziom, także jeśli chodzi o prasę przedwojenną. Po upadku II Rzeczpospolitej coś w tym zakresie – jeśli chodzi o poziom dyskursu politycznego – utraciliśmy. Utraciliśmy elity polityczne, czy szerzej: społeczne, narodowe. Konsekwencją tego jest brak elit politycznych na odpowiednim poziomie, czego doświadczamy chociażby ostatnio. Obecnie poziom naszych elit politycznych jest bardzo niski. Od polityków oczywiście oczekuje się pewnych standardów w życiu osobistym, także tego, aby ich działalność w życiu osobistym, prywatnym była spójna z ich działaniami w sferze publicznej. Takie jest powszechne oczekiwanie – nie tylko w Polsce, ale także w krajach europejskich i w całym cywilizowanym świecie. Niestety, w praktyce różnie to wygląda. Myślę jednak, że bardzo niski poziom kultury politycznej w Polsce i polityków generalnie nie odbiega od równie niskiego poziomu w krajach Europy Zachodniej czy nawet w krajach naszego regionu – Europy Środkowej. W państwach Europy Zachodniej mamy do czynienia być może z większą „profesjonalizacją” życia politycznego, która polega na tym, że jeśli są jakieś nadużycia, dajmy na to finansowe, to są mechanizmy wymuszane przez media, opinię publiczną, które powodują, że polityk uwikłany w tego typu sprawy w przestrzeni publicznej jest skończony, podaje się do dymisji. Tak czy inaczej u nas ten poziom drastycznie nie odbiega od niskiego poziomu życia politycznego na Zachodzie, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie czy pociecha.
Może potrzebny jest kodeks norm dla ubiegających się o udział w krajowej polityce?
– Jeśli chodzi o zasady etyki w życiu politycznym, to pewnie trudno byłoby to wprowadzić w sensie prawnym, ale uważam, że coś takiego jak kodeks etyczny polityki i polityka polskiego musi zostać określony. Oczywiście w sensie norm postępowania, które powinny jednak zostać opisane. Niski poziom debaty publicznej uzasadnia, że taki kodeks powinien powstać. Miałby on pomocniczą rolę dla wyborców, bo w sposób jasno określony porządkowałby oczekiwania wyborców od polityków. Mamy kodeksy postępowania w różnych zawodach, np. w sferze administracji, są też nie tylko uregulowania w zakresie walki np. z korupcją, ale też kodeksy etycznego postępowania i każda poważna firma stara się wypracować takie kodeksy, normy w obszarach, których nie opisuje prawo. Taki kodeks etyczny polityki i polityka polskiego miałby sens. Drugie jego znaczenie byłoby takie, że jednak – w jakiś sposób – zmuszałby polityków do podporządkowania się zawartym w nim zasadom etycznym, bo wykraczanie poza obowiązujące normy skazywałoby takiego polityka na polityczną banicję.
Kto powinien przygotować taki kodeks etyczny polityki i polityka polskiego?
– Z całą pewnością opracowanie i wprowadzenie tego typu kodeksu, jego zasad nie powinno należeć do polityków, czyli parlamentu. W Polsce są jednak grupy społeczne, są środowiska, są autorytety spoza świata polityki, które mogłyby to uczynić. Myślę, że powinno to być szerokie grono autorytetów różnych dziedzin. Systemy ustrojowe, które obowiązują w dzisiejszym świecie, są w zasadzie podobne; czy jest to system kanclerski, czy system parlamentarno-gabinetowy, to w gruncie rzeczy wszystkie rozwiązania są takie same. Mamy do czynienia z pewną standaryzacją systemów politycznych, powiedziałbym nawet: z globalizacją systemów politycznych, głównie w Europie. Oczywiście jest pewna specyfika systemu politycznego w Wielkiej Brytanii, ale tak naprawdę mamy ujednolicenie, urawniłowkę znaną nam z bolszewizmu, czy z marksizmu. Nie ma dobrych rozwiązań i jest pytanie, kto powinien być taką instytucją. Być może w tym systemie najlepszym rozwiązaniem byłoby jednak – osobiście jestem zwolennikiem systemu prezydenckiego – żeby to prezydent RP powołał instytucję na rzecz etyki kodeksu życia politycznego czy szerzej – w ogóle życia publicznego, ciało, które cieszyłoby się dużym autorytetem społecznym i politycznym. Jak wiemy, są przecież powoływane różne kapituły dotyczące wręczania różnych odznaczeń czy orderów, są osoby w Polsce, które cieszą się dużym autorytetem moralnym i zaufaniem społecznym i takie osoby należy pokazać, żeby stawały się arbitrami życia publicznego. Musi być instytucja, jakieś ciało, jakieś odniesienie, które będzie wspomagało, określało normy obowiązujące w polityce i życiu publicznym. Prezydent RP mógłby wyjść z taką inicjatywą i powołać ciało, które dopracowałoby normy, jakie powinny cechować polityka. To jest konieczne. Myślę, że gdyby prezydent wybrany w przyszłym roku podjął się takiej roli, podjął taki trud – a zadanie jest bardzo odpowiedzialne, które w najmniejszym stopniu nie może być upolitycznione, a tym bardziej upartyjnione – to byłoby to z korzyścią dla jakości życia politycznego w Polsce, które pozostawia wiele do życzenia.