• Środa, 16 października 2019

    imieniny: Jadwigi, Florentyny, Gawła

Kierunek jest dobry

Wtorek, 1 października 2019 (22:15)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Od dzisiaj płacimy niższy PIT. Co to oznacza w praktyce dla zwykłego Polaka?

– Wprowadzenie niższej, bo obniżonej do 17 procent stawki PIT oznacza, że w portfelach, a właściwie na kontach bankowych Polaków – oczywiście w zależności od tego, ile zarabiamy – zostanie więcej pieniędzy z tego, co wypracujemy. Nowa stawka podatkowa będzie dotyczyć tych podatników, którzy uzyskują dochody podlegające opodatkowaniu na zasadach ogólnych przy zastosowaniu skali podatkowej. A zatem obejmie także m.in. emerytów, rencistów oraz przedsiębiorców, którzy w zakresie przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej nie wybrali podatku liniowego czy też ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. I to jest oczywiście kolejny krok na drodze podnoszenia zamożności Polaków, którym pozostanie więcej pieniędzy. Dla przeciętnego obywatela zmieni się także koszt uzyskania przychodu, bo przypomnę, że dzisiaj również zwaloryzowane zostały koszty uzyskania przychodu. Można zatem powiedzieć, że jest jedyna kategoria kosztów, której wzrost powinien nas cieszyć. Chodzi o to, że koszty uzyskania przychodu to nie jest coś, co nas obciąża, wręcz przeciwnie – one obniżają podstawę opodatkowania i jeśli są wyższe, to dzięki temu podatku dochodowego płacimy nieco mniej.

Jak to z tymi kosztami uzyskania przychodu było w przeszłości?

– Przez długie, długie lata koszty uzyskania przychodu nie były waloryzowane. Szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, kiedy były podnoszone, bo aż tak daleko moja pamięć nie sięga, co też o czymś świadczy. Wynosiły one – w przypadku osoby zatrudnionej na pełnym etacie, czyli 40 godzin tygodniowo razy ilość tygodni w roku – 2335 złotych z groszami i to w skali roku. To znaczy, że ustawodawca zakładał, iż pracujący Polak na umowie o pracę – w związku z wypełnianiem swoich obowiązków zawodowych – wydaje niewiele ponad 2300 złotych rocznie. Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że jest to kwota zupełnie oderwana od rzeczywistości, chociażby w związku ze wzrostem kosztów życia czy z inflacją, w związku z czym należało ją zwaloryzować. Jest to krok analogiczny do tego, który wiele środowisk, również wielu ekonomistów postulowało, to jest podniesienia kwoty wolnej od podatku. Jest to rozwiązanie o skutkach bardzo podobnych, adresowane do wszystkich, którzy są zatrudnieni na etacie, którym zdecydowanie ulży.       

To jednak nie jedyne zmiany, jakie rząd przygotował…

– Owszem, nie jest to jedyna pozytywna zmiana w podatkach, bo do tego, o czym wspomniałem, musimy też dodać zlikwidowany od sierpnia tego roku PIT dla osób, które nie ukończyły 26. roku życia, oczywiście poniżej pewnego progu dochodowego ok. 85 tysięcy złotych rocznie. Mamy też zapowiedzi kolejnych tego rodzaju przedsięwzięć rządzących – naszej władzy ustawodawczej, dlatego możemy stwierdzić, że klin podatkowy w Polsce jest wreszcie redukowany, że wreszcie praca zaczyna być obciążona podatkami i innymi publiczno-prawnymi daninami w mniejszym stopniu niż dotychczas. To bardzo dobrze, bo praca jest podstawą dobrobytu społeczeństw. Ponadto należy pamiętać, że odciążenie pracy będzie bardziej motywowało do tego, by rozwijać się zawodowo, w ogóle pracować ciężej, po prostu być bardziej ambitnym. Powyżej pewnego poziomu obciążenia dochodów podatkami można uznać, że stają się one karą za pracę, a nie tylko podatkiem sensu stricto.

To, co zauważa Pan Doktor i pewnie większość podatników, tego nie dostrzega opozycja, która wciąż twierdzi, że płacimy wyższe podatki…

– To, co głosi opozycja, ma się nijak do faktów. Prawda jest taka, że płacimy podatki niższe i coraz niższe i bardzo dobrze. Bardzo dobrze, że stać nas na to. Można powiedzieć, że powinniśmy się cieszyć podwójnie, ponieważ zaczyna być nas stać na takie obniżki w momencie, kiedy gospodarka – nie tylko polska, ale też europejska i światowa, a nasza dopiero w ślad za nimi – spowalnia. Jest to proces strukturalnej naprawy finansów publicznych, który trwa. I w przyszłym roku – wszystko na to wskazuje – po raz pierwszy uda się nam zrównoważyć budżet, wreszcie jako państwo przestaniemy się zadłużać, a wręcz przeciwnie będziemy się powoli oddłużać. Równolegle zmienia się struktura tegoż długu, czyli mamy go więcej – oczywiście proporcjonalnie – wobec rezydentów, czyli wobec własnych obywateli i wobec polskich podmiotów, więcej mamy go wyemitowanego w naszej narodowej walucie, a więc dokładnie odwrotnie niż to było wcześniej. A zatem ten proces trwa i bardzo słusznie. Oczywiście można mieć zastrzeżenia do kolejności podejmowanych działań, do ich tempa, do szczegółów konkretnych rozwiązań, ale niewątpliwie kierunek jest dobry i – co istotne – są tego efekty, co chyba widać gołym okiem. Wskaźniki makroekonomiczne, dane dotyczące naszego budżetu mówią same za siebie. Już starożytni Rzymianie mówili contra factum nullum argumentum – przeciwko faktom nie ma argumentów i tak to można spuentować.

Obniżenie PIT, a wcześniej obniżenie CIT z 19 do 9 proc. oraz likwidacja podatku PIT dla osób, które nie ukończyły 26. roku życia nie obciążają za bardzo budżetu państwa?

– Zastosowane przez ustawodawcę ulgi na pewno nie obciążają budżetu państwa, a wręcz przeciwnie. W krótkim terminie powodują, że do budżetu – dosłownie przez moment – wpłynie nieco mniej pieniędzy z tych kategorii podatkowych, ale chwilę później – dzięki temu, że dla polskiej gospodarki te obniżki są ważnym impulsem rozwojowym – zwracają się te decyzje, także z perspektywy budżetu naprawdę z nawiązką. To jest dowód na słuszność tezy, którą ja – nieskromnie powiem – powtarzam od dawna, mianowicie, że w Polsce podatki, a zwłaszcza podatki dochodowe, czyli obciążenie pracy były już na tak wysokim, że drogą do podniesienia dochodów budżetowych było obniżenie tychże podatków, a nie ich dalsze podwyższanie, co było w zasadzie jedynym pomysłem poprzedniej władzy – koalicji PO – PSL – zresztą nie tylko w odniesieniu do podatków dochodowych, ale także do innych, choćby podatku VAT.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki