• Czwartek, 28 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jaromira

Kompromitacja sędziów

Środa, 25 września 2019 (20:44)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rzecznik unijnego Trybunału Sprawiedliwości rekomenduje odrzucenie pytań polskiego sądu w sprawie systemu dyscyplinarnego dla sędziów w Polsce. Co pokazuje ta odpowiedź?

– Stanowisko rzecznika generalnego Evgeniego Tancheva w sprawie pytań prejudycjalnych pokazuje przede wszystkim totalną kompromitację sędziów, którzy z tymi sprawami do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej się zwrócili. Pokazuje też brak odpowiedniej wiedzy prawnej tych sędziów, którzy te pytania formułowali, ponadto jest dowodem na ich upolitycznienie. Jednak regulacja postępowań dyscyplinarnych to w sposób oczywisty wewnętrzna sprawa państwa członkowskiego Unii Europejskiej. To po pierwsze, po drugie te kwestie w żaden sposób nie mogły mieć wpływu na toczącą się konkretną sprawę przed polskim sądem, mimo to sędziowie zawieszali postępowania na czas rozstrzygnięcia ich wątpliwości przez unijny Trybunał. Jednocześnie opinia rzecznika TSUE jest miłym zaskoczeniem, zwłaszcza że do tej pory ze strony tego unijnego organu opinie rzeczników przed wydaniem orzeczenia były bardzo różne, często też niezgodne z prawem Unii i naszym wewnętrznym prawem konstytucyjnym. Na razie jest to tylko opinia i wciąż czekamy na wyrok, ale już teraz możemy mówić o potwierdzeniu, że mamy do czynienia z zacietrzewieniem niektórych sędziów w Polsce, którzy niestety stają się stroną sporu politycznego i którzy sprzeniewierzają się zasadzie apolityczności.     

W ocenie rzecznika generalnego Evgeniego Tancheva, pytania prejudycjalne powinny odnosić się do faktów, a nie do hipotez. Czemu zatem służyły wnioski sędziego Igora Tulei i sędzi Ewy Maciejewskiej?

– W mojej ocenie, miały one służyć instrumentalnemu wykorzystaniu unijnego Trybunału Sprawiedliwości do rozgrywania wewnętrznych spraw w Polsce. Widocznie sędziowie – autorzy wniosku – mieli nadzieję, że mimo oczywistej bezzasadności złożonych pytań prejudycjalnych uzyskają korzystne dla siebie rozstrzygnięcie. Jak się jednak okazuje, Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nie zawsze ulega oczekiwaniom ze strony polskich sędziów, polskiej totalnej opozycji. Z całą pewnością sędziowie ci, którzy do czasu rozstrzygnięcia przez TSUE zaszkodzili prowadzonym przez siebie postępowaniom, bo wydłużyli je o kolejne miesiące. Ponadto podnoszenie tego rodzaju wątpliwości, jakoby polski system prawny związany z regulacją w wymiarze sprawiedliwości miał w jakikolwiek sposób ograniczać sądy, jeśli chodzi o ich niezależność, a sędziów o niezawisłość, w oczywisty sposób szkodzi też Polsce.

Czy ta rekomendacja może też świadczyć, że powoli zaczyna się zmieniać narracja unijnych organów do Polski?

– Europejskie elity, elity rządzące Unią Europejską zaczynają coraz bardziej zdawać sobie sprawę z tego, że obecna władza w Polsce to nie jest rząd chwilowy, na jedną kadencję, że Zjednoczona Prawica w Polsce ma duże poparcie społeczne, że najprawdopodobniej wygra zbliżające się wybory parlamentarne, a kto wie, czy również nie kolejne, dlatego jest coraz większa świadomość, że sekowanie Polski narusza interesy europejskie, bo stan permanentnego napięcia na linii Rząd RP – Komisja Europejska – przynajmniej w niektórych sprawach – zasadniczo wpływa negatywnie na wzajemne relacje, również bilateralne, między krajami członkowskimi Unii Europejskiej. Myślę zatem, że powoli również ze strony głównego gracza w Unii, jakim są Niemcy, następuje zmiana stanowiska wobec Polski. W mojej ocenie, zbliżające się październikowe wybory parlamentarne będą rozstrzygające, bo jeśli Prawo i Sprawiedliwość uzyska mocny mandat do sprawowania władzy na kolejną kadencję, to też ze strony bardzo pragmatycznych polityków europejskich nastąpi zmiana stanowiska wobec Polski.    

Nie widać tego chociażby ze strony prezydenta Emmanuela Macrona, który oskarża Polskę o blokowanie wysiłków na rzecz ochrony środowiska i zachęca aktywistów do organizowania międzynarodowych protestów w Polsce.

– Zachowanie prezydenta Macrona to przykład typowej arogancji, wynikającej – jak myślę – z kompletnej niewiedzy, co się w Polsce dzieje, jakie działania na rzecz ochrony środowiska Polska podejmowała. Myślę, że bardzo dobrze uświadomił to Macronowi premier Mateusz Morawiecki, przypominając, że Polska z naddatkiem wypełniła zobowiązania wynikające z protokołu z Kioto. Również do tej skandalicznej i w gruncie rzeczy bezczelnej wypowiedzi prezydenta Francji odniósł się krótko, ale stanowczo prezydent Andrzej Duda, stwierdzając, że w słowach Macrona na temat Polski, która jakoby blokowała wspólne wysiłki unijne na rzecz klimatu, trudno się dopatrywać uczciwych zamiarów. Zwrócił też uwagę, że gdyby nie ubiegłoroczny szczyt COP24 w Katowicach, to porozumienie paryskie w dziedzinie klimatu nie znalazłoby możliwości wdrożenia. Tak czy inaczej prezydent Emmanuel Macron poprzez swoją ignorancję, ale też niewiedzę jest trochę spóźniony w ataku na Polskę, myślę, że szybko został wyprowadzony z błędu i raczej kontynuacji tego ataku na nasz kraj nie będzie. Idąc tokiem rozumowania francuskiego przywódcy, równie dobrze można byłoby zapytać go, dlaczego nie atakuje samorządu Warszawy za gigantyczną katastrofę ekologiczną, do której doprowadziły rządzące tam władze Platformy, bo to jest realny problem ekologiczny, z którym państwo polskie nie ma nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, wobec bezczynności prezydenta Rafała Trzaskowskiego i jego służb, to polski rząd z premierem Morawieckim szybko zareagował, budując awaryjny kolektor przechwytujący ścieki i odprowadzający je do oczyszczalni „Czajka”.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki