Zwycięska ostatnia sekunda
Piątek, 18 stycznia 2013 (08:36)Polska pokonała w Saragossie Serbię 25:24 (11:13) w czwartym występie w grupie C w mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych. To trzecie zwycięstwo Biało-Czerwonych w turnieju.
Zwycięska bramka dla reprezentacji Polski padła w ostatniej sekundzie meczu. W rozegranych wcześniej czwartkowych spotkaniach tej grupy Słowenia pokonała Białoruś 27:26 (12:17), a Arabia Saudyjska wygrała z Koreą Południową 24:22 (11:13). Już po tych meczach Biało-Czerwoni mieli pewny awans do 1/8 finału.
Polacy do meczu z Serbią przystępowali ze świadomością, że awans do 1/8 finału, dzięki niespodziewanej wygranej Arabii Saudyjskiej z Koreą Płd. 24:22, mają już zapewniony. Teraz jednak bardzo ważne było, żeby mecz z Serbami wygrać, aby awansować z wyższej pozycji i trafić w następnej rundzie na teoretycznie słabszego rywala z grupy D. Już podczas odśpiewywania hymnów było wiadomo, że polscy kibice są w zdecydowanej przewadze. Ich wsparcie bardzo się przydało.
Na dwa trafienia z dystansu Momira Ilica Polacy odpowiedzieli golem Bartosza Jureckiego. Potem jednak znów mnożyły się błędy w ataku. Michał Kubisztal po raz kolejny w tych mistrzostwach nie wykorzystał karnego, sporo też było prostych pomyłek technicznych. Tylko dzięki dobrej grze obronnej rywale nie odskoczyli na więcej bramek niż dwie i w 9. minucie prowadzili 4:2.
Wicemistrzom Europy z ubiegłego roku długo udawało się utrzymywać tę lekką przewagę. Przeciwnicy zdobywali bramki głównie rzutami z drugiej linii i po akcjach z obrotowymi. Kiedy w 20. minucie, po kolejnym błędzie, Serbowie zdobyli gola z kontry i wygrywali 11:7, trener Biało-Czerwonych Michael Biegler poprosił o czas. Nie na wiele to się zdało. Polacy, podobnie jak w meczu ze Słowenią, nie wykorzystywali nawet sytuacji sam na sam. Inna sprawa, że zaporą trudną do pokonania był bramkarz Darko Stanic.
Od 22. minuty zespół z Bałkanów powiększył przewagę do pięciu goli. „Piła nie chodzi” – napominał kolegów głośnym krzykiem Bartosz Jurecki. To trochę pomogło i Biało-Czerwoni zaczęli odrabiać straty. Szybciej by to poszło, gdyby z kolei Robert Orzechowski wykorzystał karnego. Za chwilę jednak 23-letni prawoskrzydłowy MMTS Kwidzyn zrehabilitował się i uzyskał gola na 11:13 z kontry.
W pierwszej połowie był najskuteczniejszym zawodnikiem w ekipie Bieglera – zdobył cztery bramki. Drugą połowę Polacy zaczęli od dwóch niecelnych rzutów. Po jednym z nich, w wykonaniu Michała Jureckiego, piłka poszybowała w trybuny i ... zniszczyła laptopa jednemu z hiszpańskich dziennikarzy. Potem gole braci Jureckich doprowadziły do pierwszego kontaktu – w 34. minucie 13:14. Starszy – Bartosz wykorzystał nawet rzut karny, co Polakom nie udawało się od dawna. W 37. minucie pierwszego gola na tych MŚ strzelił Marcin Lijewski (15:16).
Potem wystarczyła jednak seria niewykorzystanych akcji i rywale ponownie odskoczyli na cztery gole (15:19 w 40. minucie). Ponownie zaczęło się mozolne odrabianie strat. Było to możliwe głównie dzięki uwijającej się jak w ukropie obronie. Polacy grali z wielkim poświęceniem, sięgali po, wydawałoby się, stracone piłki. Po kolejnym, wykorzystanym przez Bartosza Jureckiego karnym znów było blisko 19:20 w 48. minucie.
Przy stanie 20:21 Jaszka nie wykorzystał sytuacji jeden na jeden z bramkarzem, a w odpowiedzi udaną paradą popisał się Szmal. Za chwilę Jaszka poprawił i tym razem nie pomylił się w kontrze, doprowadzając do wyrównania. Za chwilę widownia oszalała z radości, po obronie Szmala Michał Jurecki wyprowadził Polskę na prowadzenie w 52. minucie 22:21. Na drodze Polakom znów stanął Stanic. Na szczęście w karnych nie mylił się Bartosz Jurecki, który w 55. minucie, przy stanie 23:22, miał już na koncie osiem goli. Szykowała się gorąca końcówka.
Każdy błąd mógł kosztować dwa punkty. Bartosz Jurecki był na kole bezpardonowo traktowany przez przeciwników. Raz po raz na boisku była potrzebna interwencja lekarzy. Zaczęło się robić bardzo nerwowo. Dwie minuty przed końcem było 24:24 i Polacy według sędziów za długo już rozgrywali akcję. Z boiska musiał zejść kontuzjowany Krzysztof Lijewski. W pośpiechu akcja Polakom nie wyszła, a w odpowiedzi, w ostatniej minucie, Szmal obronił i Polacy mieli piłkę na 17 sekund przed ostatnią syreną.
Przy ogromnym aplauzie licznie zgromadzonych na trybunach polskich kibiców ostatnia akcja meczu zakończyła się udanym rzutem Orzechowskiego, który zapewnił Polsce zwycięstwo 25:24.
Komentarze po meczu:
Michael Biegler (trener reprezentacji Polski): Po poprzednim meczu, przegranym jedną bramką ze Słowenią, obiecaliśmy sobie, że zagramy lepiej. Dokonaliśmy kilku zmian w taktyce, zmieniliśmy też kilku graczy. Wykonaliśmy sporo pracy. Obrona 6-0 zaczęła znakomicie funkcjonować. Widać, że z meczu na mecz gramy coraz lepiej.
Veselin Vukovic (trener Serbii): To był twardy i wyrównany mecz. W drugiej połowie Polacy zagrali dużo lepiej. Uszczelnili obronę i trudno nam było znaleźć receptę na sforsowanie ich defensywy. W końcówce zabrakło nam szczęścia, polski bramkarz obronił decydujący rzut. Ale to jest sport.
IK, PAP