• Czwartek, 28 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jaromira

Rodzic decyduje

Piątek, 13 września 2019 (03:01)

Resort edukacji ucina spekulacje lewicy: o zajęciach dodatkowych w szkole decydują rodzice

W ten sposób MEN odniosło się do pytań „Naszego Dziennika” w sprawie protestów tzw. ruchów demokratycznych z Bydgoszczy, które uważają, że rodzicielski sprzeciw wobec seksedukacji „ogranicza dostęp dzieci do wiedzy”.

Ministerstwo edukacji jednoznacznie wskazuje, że szkoły nie mogą organizować takich zajęć wbrew woli rodziców. –Lekcje z tzw. edukacji seksualnej mają charakter zajęć dodatkowych. Rodzice mają prawo decydować, na jakie zajęcia posyłają swoje dzieci. Na dyrektorach szkół ciąży obowiązek stosowania się do wytycznych MEN i obowiązującej podstawy programowej – mówi „Naszemu Dziennikowi” Dariusz Piontkowski, minister edukacji.

Prawo wyraźnie określa, kiedy naruszony zostaje interes dziecka i rodziców. – Jednym z priorytetów działań MEN jest m.in. ochrona uczniów przed treściami mogącymi zaburzyć ich harmonijny rozwój, a także zagadnieniami oraz wartościami sprzecznymi z oczekiwaniami rodziców – wyjaśnia nam Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. Resort podkreśla, że samorządy nie mają prawa wprowadzać do szkół treści niezgodnych z wyznawanymi przez rodziców wartościami. – Prezydent miasta, wójt, burmistrz jako organ prowadzący szkoły, nie posiada kompetencji, by narzucać rodzicom wartości, w jakich mają być kształcone i wychowywane ich dzieci – dodaje Ostrowska.

MEN zaleca opiekunom, by w razie jakichkolwiek wątpliwości natychmiast reagować. – Apelujemy do rodziców, aby w przypadku wątpliwości dotyczących realizowania zajęć dodatkowych na terenie szkoły, zgłaszali się do dyrektora szkoły albo bezpośrednio do kuratorium oświaty – zaznacza rzecznik resortu edukacji. 

Doktor Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej, pozytywnie ocenia stanowisko MEN. – Nie może być takiego wytrychu, że poprzez samowolę samorządów będzie promowana edukacja seksualna. Brałem udział w śląskim okrągłym stole na temat oświaty i tam był położony nacisk na to, by to rodzic w sposób świadomy podejmował decyzję w sprawie zajęć dodatkowych – mówi „Naszemu Dziennikowi”.

W ocenie dr. Artura Dąbrowskiego lewicowym środowiskom zależy, by to na inne organa scedować decyzję o wychowaniu młodego człowieka. – Chcą w ten sposób zniszczyć rodzinę, by rodzic nie miał nic do powiedzenia, dlatego ruch ministerstwa jest jak najbardziej pozytywny – zaznacza nasz rozmówca.

W ramach podstawy programowej w szkołach wykładany jest przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, który nie jest obowiązkowy. Rodzice mogą złożyć oświadczenie, i często to robią, że dziecko nie będzie uczestniczyło w zajęciach. Nauczyciel jest zobowiązany do przedstawienia pełnej informacji o celach i treściach realizowanego programu, podręcznikach i środkach dydaktycznych.

Za organizację wszystkich zajęć w szkole odpowiedzialny jest dyrektor szkoły, który także dopuszcza do użytku w danej szkole program nauczania. – Podkreślamy, że nie ma mowy o tym, aby dziecko uczestniczyło w jakichkolwiek zajęciach dodatkowych na terenie szkoły bez wiedzy i zgody rodziców – podkreśla rzecznik prasowy MEN.

Anna Ostrowska przypomina też o ustawowych obowiązkach organu prowadzącego, do których należą budowa, remont i doposażanie szkół w stopniu pozwalającym najpełniej realizować zadania dydaktyczno-wychowawcze, określone w podstawie programowej. – Organ prowadzący szkoły i placówki ma obowiązek podejmować działania zgodnie z prawem. Przepisy ustawy o samorządzie gminnym stanowią, że nadzór nad działalnością gminy sprawowany jest przez wojewodę na podstawie kryterium zgodności z prawem – dodaje rzecznik resortu edukacji.

Sprzeciw wobec zła

Wojciech Starzyński, prezes Fundacji Rodzice Szkole, przyznaje, że stanowisko MEN przecina wszelkie spekulacje na temat tego, kto faktycznie odpowiada za udział dziecka w zajęciach dodatkowych. – Należy zmierzać w takim kierunku, żeby pokazywać wyraźnie, że to szkoła musi, jeśli chce wprowadzić jakiekolwiek zajęcia dodatkowe, zapytać rodziców o zgodę na piśmie i to musimy zawsze podkreślać – zaznacza. Jak dodaje, tylko poprzez wychowawczą rolę rodziny można zbudować zdrowe społeczeństwo. – Z mojej wieloletniej praktyki wynika, że o wiele mniej tzw. patologii wydarzy się, jeśli rzeczywiście za formację dzieci będą odpowiedzialni rodzice, a nie państwo. To oni powinni decydować, w jakim duchu będzie ona przebiegać – zaznacza Starzyński. Z tym stanowiskiem zgadza się Anna Sobecka, poseł PiS. – Rodzice są odpowiedzialni za wychowanie dzieci. Takie instytucje, jak Kościół i szkoła, są tymi wspomagającymi i tylko rodzice winni dawać zgodę na to, co dzieje się w szkole, i kontrolować, czego dzieci się uczą, jakie mają dodatkowe zajęcia, a już seksedukacja należy do tej sfery, którą bezwzględnie trzeba obserwować – mówi „Naszemu Dziennikowi”.

Apel o czujność

Poseł Prawa i Sprawiedliwości w tym miejscu apeluje nie tylko do rodziców o czujność, ale także do dyrektorów szkół o rozsądek. – Przede wszystkim dyrektorzy nie powinni zgadzać się na wejście seksedukatorów na teren szkoły, bo jest to destrukcyjne dla dzieci i młodzieży. Takie nachalne wtargnięcie z ich ideologią gender jest niedopuszczalne i trzeba dać temu stanowczy odpór – nawołuje Anna Sobecka. Nie ma wątpliwości, że to nie koniec ataków na chrześcijańską kulturę i tradycję. – Może się to nasilić w trwającej obecnie kampanii wyborczej, dlatego jako wyborcy powinniśmy patrzeć, kto atakuje to wszystko, co dla nas święte, i potraktować jako wskazówkę, kogo wybrać do polskiego parlamentu – zauważa nasza rozmówczyni.

Niebezpieczny jest też trend, w którym podważa się rodzicielski autorytet, sugerując, że rodzice nie mają prawa chronić swoich dzieci przed szkodliwymi zjawiskami. – To swoiste przeciwstawienie dzieci rodzicom jest zgodne z założeniami rewolucji kulturowej gender, która odbywa się na naszych oczach i zatacza coraz szersze kręgi. Próbuje ona oddziaływać nie tylko na całą rodzinę, ale chce też w pewien sposób alienować dzieci od rodziny, żeby wtłoczyć im do głowy wiedzę zgodną z ich życzeniami – dodaje Sobecka.

Walce z chrześcijańską tradycją i kulturą towarzyszy atak na Kościół. – Pamiętajmy, że to także bezpośrednio uderza w nauczanie Kościoła, który podkreśla wagę i rolę rodziny w społeczeństwie. Środowiska lewicowe w myśl opracowanego marszu przez instytucje używają każdej szczeliny, by wedrzeć się w umysły – wyjaśnia dr Artur Dąbrowski. – Tu nie chodzi o edukację, ale o zdobycie pewnego sektora i panowania. Odbywa się to poprzez wprowadzenie swoich ludzi do instytucji, zniszczenia kultury i tradycji chrześcijańskiej, i to jest istota rzeczy –konkluduje prezes częstochowskiej Akcji Katolickiej. 

Aneta Przysiężniuk-Parys