• Czwartek, 28 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jaromira

Wystarczy wykorzystać istniejące narzędzia

Piątek, 13 września 2019 (00:14)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem na Sejm, kandydatem do Senatu z Olsztyna, z Komitetu Wyborczego Prawica, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm przyjął w środę ustawę o jawności majątków rodzin polityków. 138 posłów z Klubu Parlamentarnego PO-KO wstrzymało się od głosu, a Pan był jednym z tych, którzy zagłosowali przeciw. Skąd taka decyzja, co wzbudziło Pana obawy?

– W życiu trzeba powiedzieć wyraźnie, że kiedy coś jest złe, to zło trzeba nazwać złem, a dobro dobrem. Złej ustawy o jawności majątków rodzin polityków, którą zaproponowano – ustawy, która tak naprawdę produkuje biurokrację, papierologię, nie wolno poprzeć. To jest zła ustawa, która nic nie poprawia, nic nie wnosi poza tym, że będzie więcej teczek, więcej papierów, więcej zbędnych dokumentów.  

Opozycja totalna mówi, że ta ustawa jest sprzeczna z Konstytucją, a Pan jak uważa?

– Ustawę o jawności majątków rodzin polityków nazwałem „żona plus”. Dlatego że cała sprawa zaczęła się właściwie od majątku premiera Mateusza Morawieckiego, kiedy na jaw wyszło, że cały majątek ma żona premiera. Po Sejmie wobec tej ustawy krąży taka oto teoria, że jest ona tak skonstruowana, że z chwilą, kiedy znajdzie się na biurku prezydenta, Andrzej Duda, żeby rozwiać wątpliwości, skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego, a ten uzna jej niekonstytucyjność. W tym momencie Prawo i Sprawiedliwość powie, że chciało, wykazało dobrą wolę, że czyniło starania, ale na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nic nie można poradzić, bo takie mamy prawo w Polsce. Czyli w tym momencie nic się nie zmienia, jeśli chodzi o sytuację premiera Morawieckiego – nic nie można ujawniać, a po drugie, PiS wykonało robotę i de facto dotrzymało słowa, a że Trybunał to uchyli, to już jest inna sprawa, zresztą będzie już po wyborach parlamentarnych, więc sprawy nie będzie. Innymi słowy, sprawa majątku premiera nie będzie już istniała politycznie. Dlatego głosowałem przeciw tej ustawie.

Do tego dorzucił Pan ostrą wypowiedź z mównicy sejmowej, że jest już wystarczająco dużo możliwości dotarcia do informacji o konkretnym obywatelu…

– Owszem. Powiedziałem, że w Polsce mamy przeogromną ilość baz informacji. PIT-y do siedmiu lat są materiałem do dyspozycji urzędów skarbowych, a jak trzeba, również innych instytucji. Jeśli do tego dodamy dostęp do kont osobistych, gdzie można przeglądać historię, odpowiednie służby i organa mogą przeglądać konta i ruchy na kontach bankowych, płatności kartami, mamy też kwestię podsłuchów, obserwacji itd. Inaczej mówiąc, jeżeli naprawdę jest wola walki z nieuczciwościami, to organy państwa, instytucje skarbowe, organy śledcze mają pełne wyposażenie, pełne instrumentarium do tego, żeby do niezbędnych informacji docierać. Pytanie tylko, czy to robią i w jaki sposób?

Widocznie nie robią, skoro pojawia się ten problem?

– No właśnie. I tu dochodzimy do sedna problemu. Z mównicy sejmowej dałem przykład osławionej sprawy śp. prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Pytanie brzmi: co organom i służbom w Polsce – w czasach rządów koalicji PO – PSL – przeszkadzało, nie pozwalało na dogłębne sprawdzenie corocznych oświadczeń majątkowych posłów, ale też, co przeszkadzało organom i służbom w czasie czterech lat rządów PiS? Mam wrażenie, że cała sytuacja ma wymiar stricte straszaka politycznego, a nie ma nic wspólnego z tym, aby problem niejasności majątkowych rozwiać i załatwić kompleksowo. Moim zdaniem to, czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak instrumentalne wykorzystywanie całej sytuacji. I koniec kropka.

No dobrze, ale decydując się na udział w polityce, należy się chyba liczyć z konsekwencjami także w tej formie, że nie wszystko pozostaje jawne?

– Żeby była jasność, ma pan redaktor rację, zgadzam się z tym i co do tego nie ma żadnych wątpliwości, tylko że żona i dzieci posłów nie są osobami publicznymi. Jeżeli są jakieś podejrzenia co do żony czy co do dzieci, to wszczyna się odpowiednie procedury, kontrole i koniec tematu. Tu nie ma żadnej dyskusji. To wszystko da się sprawdzić, wytłumaczyć, wyjaśnić, bo jeśli nagle niepracujące dziecko otrzymuje od rodziców w formie darowizny mieszkanie, to wiadomo, że samo nie mogło sobie tego lokum kupić, a więc musieli to mieszkanie kupić rodzice. Teraz jeżeli dochody rodziców są niewystarczające i nie ma dowodów na zaciągnięcie kredytu, to znaczy, że coś jest nie tak, że doszło, czy mogło dojść do nadużycia finansowego, a sprawą powinny się zająć powołane do tego organy. To jest bardzo proste, tylko czy jest wola polityczna, żeby to sprawdzać? Tu nie trzeba szukać drugiego dna, tylko wystarczy właściwie wykonywać – mam na myśli wszystkie służby, organa skarbowe czy CBA – swoją robotę.

W oparciu o już istniejące prawo…

– Dokładnie. Wystarczy tylko, że wszystkie służby wykorzystają istniejące narzędzia.       

Dziękuję za rozmowę.

      

Mariusz Kamieniecki