• Poniedziałek, 16 września 2019

    imieniny: Korneliusza, Edyty, Cypriana

Chrystus największą nadzieją

Piątek, 6 września 2019 (14:56)

Rozmowa z ks. Tomaszem Łukaszukiem SDB, długoletnim misjonarzem na Madagaskarze, zastępcą dyrektora Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego

 

Ojciec Święty pielgrzymuje na Madagaskar pod hasłem „Siewca pokoju i nadziei”. Jakie sfery życia w tym kraju najbardziej potrzebują tego pokoju i nadziei?

– Madagaskar jest krajem, który często przeżywa gwałtowne zwroty w polityce wewnętrznej. Każde wybory są czasem niepokoju i niestabilności społecznej. Różne siły polityczne, powiązane plemiennie, ścierają się na różnych polach działania. Na pewno Malgasze potrzebują pokoju w tej sferze życia. Z racji wszechobecnej biedy każda inwestycja w tym kraju niesie nadzieję. Każdy młody człowiek, który nauczy się dobrze języka obcego, ukończy studia, zdobędzie zawód, jest nadzieją społeczeństwa. Ale dla nas, chrześcijan głoszenie Jezusa Chrystusa jest największą nadzieją. Życie bez Jezusa jest gorsze od biedy, łapówkarstwa, niesprawiedliwości wszechobecnej na Czerwonej Wyspie.

 

Madagaskar to jedno z najbiedniejszych państw świata. Jednocześnie misjonarze zwracają uwagę, że niematerialnym bogactwem tych ludzi jest wielka żywotność ich wiary. Z czego wynika dynamizm Kościoła katolickiego w tym kraju?

– Mieszkając na północy Madagaskaru, doświadczyłem żywej wiary, namacalnej wiary. Kościół katolicki współżyje z innymi wyznaniami, z niechrześcijanami. Nie uważa się za „większościowy” jak w Polsce. Może dlatego wspólnota wierzących jest bardziej prężna. Wierni świeccy nie oglądają się na księdza czy misjonarza, ale biorą odpowiedzialność za życie wiarą i głoszenie jej. Bardzo wielu katechistów prowadzi spotkania formacyjne, przygotowujące do sakramentów, praktycznie w każdej wiosce. Różnego rodzaju grupy wiernych organizują się, aby kształtować się i przede wszystkim działać.

Patrząc na zaangażowanie chrześcijan, chociażby w Tuléar na południowym wschodzie wyspy, widzę także potrzebę zajęcia się solidnie ich formacją. W parafii mamy czternaście tzw. dzielnic. W każdej z nich jest po dziesięć, dwanaście osób zaangażowanych w konkretne dzieła katechizacji dzieci i młodzieży, przygotowania do sakramentów, zajmujących się chorymi, samotnymi matkami, wyszukujących błąkające się dzieci itp. Mieliśmy sporą grupę ludzi. Przychodzili oni na comiesięczne spotkania o tematyce moralnej, liturgicznej, społecznej, kulturowej w duchu chrześcijaństwa. Wyrosło nam wielkie dzieło, zaplanowane corocznie na cały rok formacyjny. Jako salezjanie budujemy w nich większą świadomość i przynależność do Kościoła.

 

Ojciec Święty Franciszek w przesłaniu video skierowanym przed pielgrzymką do mieszkańców Madagaskaru powiedział, że piękno, na którym najbardziej zależy Chrystusowi i Papieżowi, to piękno ludu, czyli jego świętość! Jak wiara przekłada się na życie społeczne, życie rodzin itd.?

– Widzę na przykład dużą trudność wśród wiernych w naszym dystrykcie Bemaneviky. Wiele osób dalej nie potrafi iść tylko drogą wiary chrześcijańskiej. Zajmują nawet funkcje w Kościele, katechisty, przewodniczącego rady parafialnej, a chodzili do wróżek rzucać uroki czy leczyć swoje dzieci u miejscowych znachorów. Tradycyjne wierzenia Malgaszy są mocno wpisane w ich kulturę, dlatego nie wyobrażają sobie oni rezygnacji z „części” swojej tożsamości.

Oczywiście widać duży postęp. Zwiększa się ilość przystępujących do sakramentów inicjacji chrześcijańskiej, zwłaszcza tam na północy, gdzie chrześcijaństwo zawitało po latach czterdziestych ubiegłego wieku.

Na Madagaskarze obowiązuje system, bardziej bym to nazwał, klanowy niż rodzinny, dlatego trudno powiedzieć o wpływie na życie rodzinne. Wspólnota kościelna jest porównywalna do takiej rodziny, klanu, gdzie władzę mają „ray aman-dreny” (czyli starsi ludu). Struktura rodzinna pojawia się w nowym pokoleniu. Wielu młodych ukształtowanych w katolickich szkołach spotyka się z nowym formatem: mama – tata – dzieci i niestety czasami napotyka ostry opór swoich krewnych.

 

Kościół na Madagaskarze przyciąga ludzi młodych. To zupełnie inny trend niż w Europie. Jaki jest tego sekret? Jaki jest też sekret tak wielu powołań do kapłaństwa? Czy ma na to wpływ np. duże zaangażowanie Kościoła w edukację?

– Na pewno tak, edukacja odgrywa ogromną rolę. Wiele placówek wychowawczych prowadzą zgromadzenia zakonne lub są one częścią struktury diecezjalnej. Setki tysięcy uczniów co roku opuszcza mury szkolne, by zasilić seminaria i nowicjaty. Pociąga niewątpliwie przykład młodszych księży, sióstr będących na co dzień blisko młodzieży.

Dużą trudnością w dobrym rozeznaniu powołania jest niestety ukryta chęć awansu społecznego i uzyskania dużego prestiżu. Jest wiele powołań, ale i wiele odejść, gdzie potrzeby są ogromne. Kościół katolicki na Madagaskarze kojarzy mi się z młodością, otwartością, świeżością, czego mi czasami brakuje w Polsce.

 

Papież Franciszek już po raz 4. pielgrzymuje do Afryki. Jako wieloletni misjonarz na tym kontynencie może Ksiądz wskazać, co jest największą siłą Kościoła w Afryce i jednocześnie największym wyzwaniem dla niego?

– To, co już wspomniałem. Największą siłą Kościoła na Madagaskarze jest jego młodość. Ilość dzieci i młodzieży na nabożeństwach mnie wciąż zachwyca. Młodzi szli na msze poranne, a po południu na gry i zabawy do naszego oratorium, gdzie nie brakowało zajęć sportowych, ale i kulturalnych, religijnych. Wrażliwość na zachowanie ewangelicznej prostoty wydaje się mało skomplikowana.

Jednak jest wciąż ryzyko płytkiego podejścia do problemów. Brakowało im jeszcze ukształtowania sumienia czy charakteru. Młodzi byli często też bezradni wobec „niezmiennej” kultury i nieprzejednanych „ray aman-dreny” (patrz wyżej). Jako wykładowca w seminarium i wychowawca w domu formacyjnym widzę, że ogromnym wyzwaniem jest formacja nowych duszpasterzy, księży, zakonników. Misjonarzy jest coraz mniej. To teraz do Malgaszów będzie należało przekazywanie dalej wiary w Jezusa Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

Sławomir Jagodziński